These our actors were all spirits

Jak wiecie, nie cierpię wystąpień publicznych. Jako siedemnastolatka mogłam brać udział w konkursach recytatorskich i absolutnie nic mi nie dolegało, ale te piękne czasy minęły, jak sądzę, bezpowrotnie. Nienawidzę, umieram z nerwów, marzę o tym, by ziemia pode mną się rozstąpiła.
No i dostałam w nagrodę wystąpienie publiczne, psia jego mać.
Przed wszystkimi świętymi mojego szanownego pracodawcy. W zastępstwie. Z dnia na dzień.
Serce stanęło.
Wlokłam się rankiem do pracy jak na szafot, strofując się w myślach: „Och, przestań panikować, stara. Tyle świata zjeździłaś sama jak palec. Na paralotni latałaś (i nawet trochę jakby spadłaś, nieprawdaż). Raptem dwa uściski dłoni dzielą cię od Kevina Spaceya. Czy Spacey bałby się starszych panów w garniturach?”.
Czy Spacey nie mógłby zrobić tego za mnie?…
Powiadam wam, liczyłam, że idąc na to wydarzenie, na ostatniej prostej potknę się i złamię nogę. Później modliłam się, by na moją część artystyczną zabrakło czasu. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Nadeszła godzina zero i autorka musiała otworzyć usta, by wydobyć z nich swój drżący głosik.
Jakoś poszło. Na zakończenie usłyszałam nawet, że było to dobre. Wracałam do biurka wyższa o czterdzieści centymetrów.
Za taki wyczyn musiałam jakoś się nagrodzić. Jeśli myślicie, że kupiłam sobie buty albo chociaż błyszczyk, jesteście w błędzie, w mylnym błędzie nawet. Bo przecież dzisiaj była projekcja Burzy w Multikinie.
Ze wszystkich dokonań Willa Burzę lubię chyba najbardziej – w innych dramatach może fabuła jest bogatsza, intrygi gęstsze, zwrotów akcji więcej. A to tylko taka baśń dla dorosłych dzieci, hybryda, ani tragedia, ani komedia. Ale jednak coś tkwi pod tą ulotną warstwą – opowieść o przenikaniu się bardzo różnych światów, o cieniuchnej granicy między tym, co prawdziwe, a tym, co wyobrażone; tym, co dostojne, a tym, co nędzne. No i w Burzy, pozbawionej wielkich monologów, w których aktor może zabłysnąć, padają słynne słowa o tym, że piekło jest puste i o tym, że jesteśmy z tej samej materii, co nasze sny.
Nawiasem mówiąc, ta sztuka prawdopodobnie inspirowana jest rzeczywistymi wydarzeniami, bo parę lat przed jej powstaniem – dokładniej dwa lata, w 1609 – angielski okręt Sea Venture wiozący osadników do Virginii podczas sztormu rozbił się na Bermudach. Wszyscy pasażerowie jakimś cudem przeżyli. Przesiedzieli na wyspie 10 miesięcy, zmajstrowali w tym czasie dwa małe stateczki pod imionami Patience i Deliverance, i popłynęli wreszcie do celu.

Jak niedawno przynudzałam, Shakespeare’s Globe nie ma jak oszałamiać widza efektami specjalnymi, latającą scenografią i tak dalej, więc musi bazować na aktorach. I na publiczności, która – czy jej się to podoba, czy nie – dostaje swoją rolę do zagrania. W pierwszych scenach Burzy rozbawiła mnie bardzo łajba pokonująca wezbrane fale, czyli model żaglowca niesiony przez morze groundlings, widzów, którzy stoją przy scenie. Biedni strasznie zmokli tym razem; kamerze udało się uchwycić uroczy moment, gdy wszyscy jak na komendę zakładali kaptury. Nie zmienia to faktu, że lepszych miejsc w tym teatrze nie ma – są wygodniejsze, ale nie lepsze. Groundlings są zawsze w centrum wydarzeń. Oczywiście niesie to za sobą pewne ryzyko, bo aktorzy mogą ich szturchnąć, nadepnąć, znieważyć lub opluć (albo pocałować…), niemniej bywa też inaczej. Czytałam parę tygodni temu wyznania groundlings na blogasku Globe; jedna z widzek napisała, że popłakała się podczas monologu Henryka V w wykonaniu Marka Rylance’a, a on wtedy nachylił się nad nią i otarł jej łzę z policzka. Zresztą aktor, który w Burzy grał Kalibana, tyleż paskudnego, co zabawnego, a nawet trochę rozczulającego, powiedział o specyficznej architekturze tego teatru w wywiadzie: The actors do not play at the audience but very much with them – i to podsumowuje fenomen tego miejsca.

Ale i tak całe przedstawienie kradnie Colin.
Najpiękniejszy Ariel, duch powietrza, jakiego można sobie wyobrazić. Do tego giętki jak jogin, wspinający się po ścianach, stąpający po poręczach – chłopak przeszedł trening parkour, żeby móc na luzie zwisać ze scenografii – wyglądający jak istota nie z tego świata. Colin jest z gatunku ludzi raczej ślicznych i genialnie wykorzystano jego fizyczność – elficką, delikatną urodę i smukłość. Ten Ariel to czysta słodycz i dziecięcy niemal wdzięk. Do you love me, master?, pyta smutno Prospera, przechylając zalotnie główkę. No?… Ale dla Prospera ta łagodna dusza zrobi wszystko – nawet uda rozwścieczoną harpię. I mimo tęsknot za wolnością z żalem go opuści, gdy wreszcie będzie mogła.

Wyszłam z kina, zapięłam kurtkę po grdykę, spojrzałam na zegarek i zmartwiłam się, że pewnie będę we własnej sypialni za godzinę, bo to po drugiej stronie miasta, gdy nagle usłyszałam wołający mnie znajomy głos.
– Rety, co ty tu robisz?
– To samo, co ty. Podwieźć cię do domu?…

PS Jakby tego było mało, dzisiejszego ranka niżej podpisana dowiedziała się, że jesienią w mieście, którego nie ma, będzie wystawiana Zimowa opowieść w reżyserii Kennetha Branagha, z pewną mało znaną aktorką w jednej z głównych ról.
Odczekałam swoje w kolejce i mam bilet.
Zdaje mi się, że potrzebuję dodatkowej pracy.

Reklamy

3 thoughts on “These our actors were all spirits

    • Ja też. Uwodzi mnie ten „Burzowy” tajemniczy klimacik, duchy plączące ludziom ścieżki i tak dalej. W ogóle lubię takie wątki, bo bardzo pobudzają wyobraźnię.

      Kenneth Kennethem, ale Judi Dench, wielkie nieba. Aż kwiknęłam.

  1. Oczywiście zapewne mówisz o Szekspirze, jeśli chodzi o „Zimową opowieść” .. bo mnie akurat dzisiaj wpadł film pod tym samym tytułem http://www.filmweb.pl/film/Zimowa+opowieść-2014-645341 – to tak nawiasem mówiąc (aaaa i spłakałam sie bo to ckliwe i o miłości i latajace konie i walka dobra ze złem) 🙂 Nooo.. ale że to nie ta sama Zimowa Opowieść to w sumie niewiele więcej moge powiedziec, poza tym że lubie Kennetha 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s