I never go jogging – it makes me spill my martini

Wieczory w obcych miastach – nie na tyle atrakcyjnych, by mieć dokąd pójść na drinka, ba, by pójść dokądkolwiek po zmierzchu – sprzyjają zaglądaniu w otchłań internetu. Czy to tylko moje złudzenie, czy teraz w dobrym tonie jest, by blogasek był odpowiednio nasycony kontrowersją w najtańszym wydaniu? Serio, wolę czytać rozważania ludzi zainteresowanych entomologią niż kolejne wynurzenia obliczone na wsadzenie kija w mrowisko – naprzemiennie muzułmanie, feministki, weganizm, mobbing, higiena, media kłamio, fakty i mity o wielokrotnym orgazmie, muzułmanie, feministki, weganizm, опять od nowa. Coraz mi trudniej w tym zalewie tematów pod publiczkę znaleźć coś, co mnie naprawdę zainteresuje. Ale tak samo jest z twarzoksiążką, którą w ostatnich dniach konsekwentnie czyściłam, bo przed zbliżającymi się wyborami z części moich znajomych wyleźli radykałowie, że aż strach i gdy publikują osiemdziesiątą perorę na ten sam temat, to zwyczajnie mnie mdli. Wyczyściłam tajmlajn również z wpisów tych, którzy lubią fotografować swoje posiłki i rozprawiać się publicznie z eksami. Teraz mam bardzo ładnie, same przydatne informacje.
Nie bronię nikomu zaznaczania swojej obecności w sieci, ale czasami to naprawdę przypomina obsikiwanie każdego drzewka, w hałaśliwy raczej sposób. Wybaczcie zgorzknienie, chyba potrzebuję urlopu w słońcu (albo chociaż martini, ale jeszcze nie minęło południe).

Do mojej wszystkomieszczącej torby trafiła jeszcze jedna książka, złapana wczoraj w dworcowej księgarni. Gdybym rok temu wiedziała, że wydadzą toto po polsku, nie wydałabym na to bolesnych dwudziestu funtów. Nie do końca podoba mi się polski tytuł, bo jest jakiś taki, czy ja wiem, trochę koncertowo-życzeniowo brzmi. Tak czy inaczej, polecam gorąco. Jeśli macie w maju fundusze na tylko jedno tomiszcze, kupcie właśnie to. W drodze do domu spłakałam się nieco nad listami naczelnika szpitala, w którym pomieszkiwał Joseph Merrick, znany jako człowiek-słoń. Za trzy długie miesiące idę na przedstawienie o tymże, więc jeśli dwa krótkie listy wpędziły mnie w chwilową deprechę, to nie chcę wiedzieć, w jakim stanie z tego przedstawienia się wyczołgam. Chyba lepiej będzie nie malować rzęs.
W jeszcze dotkliwszą deprechę wpędza list inżyniera usiłującego wstrzymać start Challengera. Prom eksplodował, jak wiemy.
(Gwoli ścisłości – żeby nie było, iż same smuty w tym zbiorze, jest tam też wspaniała odpowiedź prokuratora generalnego Alabamy na pogróżki czołowego zwolennika rasy panów; odpowiedź bardzo zwięzła i właśnie taka, jakiej należy udzielać ludziom głoszącym tego rodzaju poglądy).

Skoro o przedstawieniach mowa – wiem, że dziś jest znowu NT Live w Multikinie, ale tą razą wolę polecić wam coś innego zamiast. Też zza kanału. Przy czym nie tylko nie musicie płacić za bilet, ale nawet z domu wychodzić. Majówka ma być zimna, więc nie zaszkodzi rozważyć.
Po pierwsze. Zdecydowanie warto. Da się oglądać z naszego pięknego kraju, pod warunkiem, że wmówicie waszemu komputerowi, iż przebywa obecnie w Zjednoczonym Królestwie – prościzna; zaprzeczam, jakobym sugerowała instalowanie nakładek na przeglądarkę zmieniających IP i w życiu nie słyszałam o niczym takim jak Hola Better Internet… W roli głównej piękna, charyzmatyczna Juliette Binoche, a reżyser wybitny, co chwila zgarnia jakąś nagrodę. Uwierzcie mi, nie zmarnujecie wieczoru.
Po drugie. Dostępne od jutra, całkowicie za darmoszkę. To jest w ogóle ciekawa sprawa. Ten teatr jest pod wieloma względami wyjątkowy – i zdarzyła mu się wyjątkowa, choć bardzo smutna historia, bo w marcu tego roku caluchna scenografia do ich ostatniego przedstawienia, zbierającego dziesiątki gwiazdek i podobno powalającego na łopatki, spłonęła w pożarze budynku, który ich gościł (nota bene, pożar wybuchł niespełna dobę po tym, jak przeczytałam entuzjastyczną recenzję i wciągnęłam to na listę rzeczy koniecznie do obejrzenia przed śmiercią). Oczywiście, że ich to nie powstrzymało przed wystawianiem spektaklu nadal, w wersji „unplugged” – bez żadnych rekwizytów, a fundusze na zorganizowanie wszystkiego od nowa zebrali w ciągu raptem kilku dni. Zrekonstruowana scenografia wygląda nieco inaczej, bo zapisane są na niej nazwiska wszystkich, którzy teatrowi pomogli. Takie wydarzenia przywracają wiarę w ludzkość, prawda?…
O, południe minęło.
Mimo wszystko pozostanę na razie przy zielonej herbacie. Na razie. Nie można prowadzić się zbyt dobrze.

PS Dojechawszy do domu, odkryłam, że dotarły moje zamówienia z Book Depository. Oni wysyłają każdą książkę osobno, co ma swoje minusy, ale dzięki temu płaskie opakowania mieszczą się w skrzynce pocztowej – wiem, bo wysypały się na mnie, gdy ją otworzyłam. W każdą kopertę była dodatkowo wetknięta całkiem urocza zakładka. Jak widać, przesyłki wzięłam już w obroty.
wpid-2015-04-30-19.04.28.jpg.jpeg
PPS Uprzedzając pytania – tak, mam bawarski domek-barometr. Nigdy nie działał; od sześciu lat w każdą pogodę wygląda zeń babeczka, chłopek zawsze siedzi schowany.

Reklamy

4 thoughts on “I never go jogging – it makes me spill my martini

  1. AAAAAA. masz błękitne ściany i hoyę na parapecie???
    dzięki za informację o tym teatrze. spróbuję pokombinować z kompem.
    ja dla odmiany mam bilety na koncert w Londynie, bo po co iść w Warszawie. ale dopiero na październik, chlip!

    • Mam. Gwoli ścisłości, hoja wisi nad oknem, ale jest tak potężna, że już je prawie zarosła. Ubiegłego lata kwitła obficie i zapach łzy z oczu wyciskał… I właśnie zauważyłam, że ma nowe pączki, a nie dbam o nią za bardzo 🙂
      „Antygonę” z Juliette całym sercem polecam. „Overcoat” też.

  2. ja tak pytam, bo ktoś nas kiedyś ze sobą pomyli. przez te wyspiarskie podróże. a też mam błękitne ściany i hoyę w oknie;)
    jak się tylko Top w Trójce skończy, to spróbuję pokombinować z siecią i obejrzeć. mam nadzieję, że moje umiejętności starego hakera się na coś przydadzą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s