Rockin’ Robin

Nie wiem, od czego mam zacząć. Trochę muszę spuścić powietrze, żeby nie eksplodować, a trochę muszę to i owo zatrzymać – na razie – dla siebie.
W ciągu skromnych dwudziestu czterech godzin wydarzyło się tak dużo, że chyba zrezygnuję z opisywania tych przygód. Powiem wam tylko, iż opuszczanie strefy komfortu nie jest tak trudne, jak się wydaje, i czasem już po pierwszym kroku czujecie w powietrzu zmianę. Owszem, mniej więcej raz na kwadrans zadaję sobie pytanie, co ja w ogóle robię. Odpowiedź brzmi: nie mam pojęcia, ale nie czuję się z tym źle. Wprost przeciwnie, fruwam metr nad ziemią, mentalnie biegam po łące i tak dalej. A najlepsze jest to, że cokolwiek się wydarzy, i tak zyskam.
Zamknijmy może ten enigmatyczny wątek, bo zdecydowanie zbyt wcześnie, by cokolwiek na temat pisać – zwłaszcza że nie znoszę chwalić dnia przed zachodem słońca – i przejdźmy do części ilustrowanej.
Teraz już naprawdę mam obrazek. Leży w zasięgu wzroku i się prostuje, bo parę dni przesiedział w tubie. Ze wstydem przyznam, że prawie wlazłam do okienka na poczcie, taka byłam zniecierpliwiona. Tak czy inaczej, oto następuje moment, w którym możecie pokręcić głową, zadając w przestrzeń pytanie: I o takie coś było tyle zamieszania?… Owszem, wiem, że ten anonimowy, co lekką rączką kupił Picassa za 179 milionów dolarów, to dopiero może się przechwalać. Przyznam, że nawet ładny ten Picasso, dużo niebieskiego i w ogóle. No, ale jakby nie ta skala, prawda.

Rozbroiłam pakunek z użyciem nożyczek i energicznych rękoczynów, wytrząsnęłam cholerstwo z tuby – i oj, jak się zdziwiłam. Będzie mi trudno oprawić ten szkic, bo na odwrocie… no, sami zobaczcie.

Mówiłam przecież, że on jest nie do zniesienia.
No i widzicie, tak mi się ostatnio toczy. Prawie zupełnie zwyczajnie, tylko że za tą zwyczajnością nie nadążam.

To może na koniec drobna wstawka muzyczna, bo i tak nic więcej nie mam do napisania. Otóż jeśli potrzebujecie ścieżki dźwiękowej na dzisiejszy wieczór lub jutrzejszy łagodny poranek i jeszcze nie słyszeliście nowej piosenki Tame Impala, domagam się stanowczo, żebyście jej posłuchali, bowiem jest absolutnie urocza, uwodzicielska i uzależniająca. Przez cały dzień słuchałam w kółko, a z towarzyszeniem burzy za oknami brzmi upajająco.
Proszę bardzo. Nawet nie wiedziałam, że znam tyle słów na U.

Reklamy

9 thoughts on “Rockin’ Robin

  1. Ze smakiem, z przyjemnością, z ciekawością godną poduszki na parapecie i głowy w oknie. Tak mi się czyta wszystko tu, Autorko bloga!

  2. PC ta dedykacja… chyba jestem w stanie sobie wyobrazić ten dziki zachwyt kiedy ją zobaczyłaś i mogłaś dotknąć 🙂 🙂

    czekam za to z niecierpliwością na to, aż przyjdzie czas aby zdradzić coś więcej z tego enigmatycznego wstępu… ciekawam bardzo, czy obstawiam właściwie… 😉

    • Nie dotykam, bo się rozmaże.
      Zdradzić będę mogła – chyba – po weekendzie, bo sprawy dzieją się bardzo szybko. Na razie, jako idiotycznie przesądna osoba, nie chcę zapeszać, ale jak wspomniałam, jestem w sytuacji win-win, więc mam bardzo dobry humor 🙂

  3. jakoś pewne wydarzenia w naszym życiu występują synchronicznie. u mnie wczoraj sytuacja z gatunku kosmicznych.
    (wow! Monika jest kochana:))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s