Never touch your idols: the gilding will stick to your fingers

Wpis nieco inspirowany będzie. O niczym szczególnym, bo dziś akurat nic szczególnego się nie zdarzyło (poza tym, że jeden zamorski krytyk teatralny zaczął mnie obserwować na Tłyterze, ekhm – nie wiem, czemu ten zaszczyt zawdzięczam, ale przyjemnie), a nadal boję się zajrzeć do skrzynki pocztowej, gdyż może być tam bardzo ważny mail lub może go nie być i trudno powiedzieć, co gorsze – lub lepsze, nie jestem w sumie pewna. Dlatego zajmuję się wszystkim innym, zwłaszcza rzeczami kompletnie nieistotnymi.

Wpadł mi niedawno w ręce tekst o tym, jak to nie powinno spotykać się ze swoimi bohaterami. Ja tam co prawda mam same pozytywne doświadczenia (o nie nie, stara, nawet nie próbuj skręcać w lepkie odmęty jednego ze swoich ulubionych tematów…), ale wielu jest ludzi, których wyobrażenia o tym, jak cudowną istotą jest ich idol/autorytet/sekretna miłość/obsesja/bóstwo/heros z dzieciństwa/niepotrzebne skreślić legły w gruzach w bardzo przykry sposób.
Autor tamtego felietonu rozczarował się szczególnie, bo idol był idolem od zawsze. Wiadomo, gdy obdarzamy ciepłym uczuciem kogoś, kogo nie znamy i tylko za to, co robi (albo jak wygląda, czasami jedno i drugie), to lubimy myśleć, że prywatnie czytuje Prousta, ratuje zwierzątka, umie upiec suflet, gra na flecie, robi zakupy staruszkom, potrafi wypowiedzieć się mądrze na każdy temat od opieki zdrowotnej po architekturę gotycką i ma czarującą osobowość. Robimy z niego takiego naszego osobistego komiksowego superbohatera. I dopóki on zamieszkuje tylko naszą wyobraźnię, wszystko gra. Ale gdy we własnej osobie wyrasta przed nami, to już może być różnie. W przypadku autora było słabo, gdyż ulubieniec na dzień dobry łypnął na niego, jakby chciał zapytać „czego chcesz, plebsie”, a w rozmowie wylazł z niego typ raczej odpychający. No, bywa. Wśród znanych też są ludzie nieśmiali albo zwyczajnie kiepscy w gadce-szmatce, ale ten był po prostu… umiarkowanie sympatyczny. Nawiasem mówiąc, dawno temu poznałam kolegę kolegi kolegi, jednocześnie pewne nasze bożyszcze kobiet (na początku nawet nie wiedziałam, że nim jest, bo nie miałam wtedy telewizora) i przez cały wieczór walczyłam z ochotą chluśnięcia mu drinkiem w twarz, ale że byłam wówczas ubogą studentką, szkoda mi było drinka zmarnować. Spotkałam go jeszcze dwukrotnie i za każdym razem mi się przedstawiał, bo mnie nie pamiętał. Kretyn.
Bardzo podobny tekst czytałam kiedyś o Allenie Ginsbergu, który niezmiernie zawiódł młodą fankę swoją obcesowością. Ona do niego wystartowała z emocjonalnym wyznaniem, mówiąc, że jego poezja przeprowadziła ją przez bardzo ciemny czas, a on za to mało grzecznie odmówił podpisania jej biletu na spotkanie autorskie.

Jest jeszcze drugi potencjalny problem, mianowicie my. No bo coś trzeba powiedzieć, nieprawdaż. Coś względnie inteligentnego. W końcu to może jedyna szansa w życiu, żeby naszemu Supermanowi czy też Wonder Woman w oczy spojrzeć. I na ogół kończy się jak w Dirty Dancing, gdy Baby, przedstawiona Johnny’emu, informuje go, że ona tylko arbuza przyniosła. Autor wspomnianego przeze mnie felietonu wyznał swojemu ukochanemu aktorowi serialowemu, że codziennie rano pije kawę z kubka z jego nadrukowaną twarzą (i w odpowiedzi otrzymał spojrzenie mówiące „taaaaaak…”). Moja znajoma stała w makabrycznie długiej kolejce do swojego bóstwa, po czym – gdy była już druga! – w panice odwróciła się i zwiała. Stephen Mangan przedstawił się Robertowi de Niro jako Robert de Niro.
Czyli może rzeczywiście lepiej nie. W wyobraźni jest bezpieczniej. Z drugiej strony nasza XXI-wieczna rzeczywistość pozwala tak łatwo zbliżyć się do ludzi, których podziwiamy, że czasem żal nie skorzystać. W najgorszym wypadku się wygłupimy. Albo oni. Jak to u homo sapiens.

Advertisements

6 thoughts on “Never touch your idols: the gilding will stick to your fingers

      • ja też (odliczam do urlopu), ale jak patrzę, że do mojego jeszcze 5 tygodni to po prostu chce mi się siąść i płakać

        nie lubię takiej niepewności z gatunku nic nie wiadomo – w takich sytuacja ja bardzo niecierpliwa jestem… 😛 więc jak to możliwe, że Ty jeszcze nie „chodzisz po ścianach”?

        • Mój urlop zaczyna się za tydzień. Długi nie będzie, ale zawsze coś.

          Też jestem niecierpliwa, ale w gruncie rzeczy ja nieustająco chodzę po ścianach, tylko powody mi się zmieniają 🙂

  1. Cóż. Gdybyś chlusnęła, toby zapamiętał. Wiem z doświadczenia. Niestety, po pierwsze udało mi się tylko raz, a po drugie nie było to tak zabawne, jak na filmach…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s