This is my normal face

Piątek, północ zaraz, obok nas dryfują długowłose nimfy, wytrwale ignorując fakt, że kocie łby – zwłaszcza mokre – nie sprzyjają wysokim obcasom. Idziemy w kierunku taksówek, gdy nagle znajoma łapie mnie pod ramię, odciąga od reszty towarzystwa i konspiracyjnym szeptem mruczy:
– On ci się podoba, co?
– Eee… Kto mi się podoba?
– No, jak to – wskazuje niedyskretnie palcem mojego Bogu ducha winnego kumpla maszerującego nieopodal. – Dlatego tak znacząco się uśmiechasz. Coś jest na rzeczy moim zdaniem.
To szalenie interesujące, ale moim zdaniem nie.
Owszem, piątkowa noc, w całym mieście duszno od zapachu perfum, za parę godzin rozkwitnie wiele przelotnych romansów, niemniej nie zostanę obsadzona w żadnym z nich.
Bardzo nie lubię takich sugestii, podobnie jak nie lubię – delikatnie mówiąc… – bycia swataną na siłę. Domyślam się, że niektórzy postrzegają zabiegi skojarzenia mnie jako akt życzliwości, ale niechciane są równie komfortowe, co bycie porwaną do tańca przez pijanego wujka na weselu.
Niestety co jakiś czas spotykam kogoś (na ogół jest to kobieta), kto w każdym uśmiechu wystrzelonym w kierunku przedstawiciela płci przeciwnej dopatruje się flirtu, choć uśmiecham się zwyczajnie dlatego, że tego akurat przedstawiciela znam od lat i bardzo lubię, bo pod wieloma względami jesteśmy do siebie podobni, ale żadnych dodatkowych wrażeń to on mi nie przysparza. Znam również jego żonę. I nie uśmiecham się znacząco – po prostu taka moja uroda, tak mi się mięśnie twarzy układają. Niektórzy tak mają, że zawsze, a przynajmniej często wyglądają, jakby coś z tyłu głowy knuli i ja do nich wyraźnie należę, choć staram się nad tym panować, bo jak widać, różnie to bywa odczytywane. A że moja wewnętrzna szelma przez ostatnie miesiące siedziała skulona i przygnieciona tonami dramatów, korzysta z każdej okazji, żeby się ujawnić. Niegroźnie, bez niecnych zamiarów. Po prostu czasem trzeba się pośmiać.

Nota bene – gdyby w istocie mi się podobał, moje zachowanie byłoby zgoła inne i z pewnością nie tak beztroskie. Prawdopodobnie skora do diagnoz koleżanka sympatyczna uznałaby wówczas, że za gościem nie przepadam. Jeśli patrzę mu w oczy, a nie w stopy, znaczy, iż absolutnie nic się nie dzieje.
Tyle o piątku. Bardzo udanym zresztą.

Podczas weekendu przyrumienił mi się nos, albowiem jest prawdą powszechnie uznaną, że najlepiej czyta się książki na świeżym powietrzu, kiwając skąpo przyodzianą nóżką i sącząc szprycerka. Przerobiłam jedną całą i drugiej pół, więc teraz do końca tygodnia mogę gnuśnieć intelektualnie. I tak zresztą zapewne będzie, gdyż mój mózg raczej nie będzie pracował na szczególnie wysokich obrotach przez najbliższe dni – gwałtownie wszedł w tryb urlopowy, toteż funkcjonują jedynie obszary odpowiedzialne za pakowanie się, pogrążanie w upajających wizjach, rozważania, czy ciekawiej byłoby pójść na wystawę poświęconą taksydermii, czy może jednak obejrzeć greckie rzeźby (mam szerokie zainteresowania…), kombinowanie, czy lepiej zabrać sukienkę, czy jednak poczciwe dżinsy – bo jednak pewnie będzie trochę siedzenia na podłodze – i jak to zrobić, by w kilkanaście godzin po powrocie być w pełni gotową do podróży w innym kierunku. Treść moich snów już się zmienia, już pojawiają się dobrze mi znane wątki, jakby nie do końca senne, w każdym razie nader prawdziwe. To ten moment, gdy moja chmurka unosi się wyżej. I wyżej. I jeszcze wyżej.

Reklamy

2 thoughts on “This is my normal face

  1. Wybierasz się do Norwegii ? Jak mawia młodzież – zazdro600 ! 😉
    Uwielbiam daleką północ. Słońce i chmury dają na tamtejszym na niebie niezwykłe spektakle ..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s