Masz za swoje

Dawno nie było żadnego zwrotu akcji, co?

Zmiana planów, ladles and jellyspoons. Czasami trzeba.
Siedzę ci ja sobie dziś w biurze, znudzona niemiłosiernie, bo nawet ust otworzyć nie ma do kogo, w odpowiedzi na 95% wysłanych maili dostałam automatyczną zwrotkę, no, ale podobno oszczędnością (czy uczciwością?… nigdy nie pamiętam) i pracą ludzie się bogacą. Ja nie oszczędzam, więc pracuję.
Siedzę i kątem oka zauważam, że telefon mi dzwoni. Jakiś dziwny zagraniczny numer. Nie odbieram, myślę. Drgawki telefonu po minucie ustępują. Dziesięć minut później zaczynają się na nowo. He? Znajomi z Brytfanny nigdy do mnie nie dzwonią. Podejrzliwa sięgam po telefon, ale bestia złośliwie akurat wtedy milknie… po czym przychodzi SMS.
Daj znać, kiedy będziesz mogła rozmawiać, chyba mamy coś interesującego dla ciebie. Przepraszamy, że dzwonimy, ale to pilne. Pozdrowienia, XX.

Szczerze pisząc, ja byłam pewna, że zawaliłam poprzedni interview, bo zdenerwowana ględziłam kosmiczne bzdury i raczej nie nastawiałam się na to, że jakieś Wielkie Zmiany w moim życiu nadejdą, niemniej o dziwo przeszłam do drugiej rundy, na zupełnie inne stanowisko i w poniedziałek mam kolejną rozmowę. Dlatego nie bardzo mogę do tego Londynu. Instytucja, do której z głupia frant wysłałam aplikację, mieści się owszem, w Zjednoczonym Królestwie, ale daleko od stolicy, a klient, z którym mam gadać, w ogóle w innej części świata i czasu przebywa, więc pozostaje dobrodziejstwo internetu. Serce mnie trochę boli, toteż powiedzcie mi, proszę, że podejmuję dobrą, dorosłą decyzję. Nawet, jeśli nic z tego nie wyjdzie. Kto nie ryzykuje i tak dalej, prawda? Prawda?…
Poza tym gdyby przypadkiem się udało, to mogłabym odwiedzać wiadome miasto znacznie częściej. Gra warta świeczki chyba.
Widzicie, jak to trzeba uważać na to, o czym się marzy? To naprawdę potrafi zajść was od tyłu i poklepać po ramieniu, gdy najmniej się spodziewacie.
Najzabawniejsze jest to, że dopóki była to mglista wizja, byłam niebywale podekscytowana. Odkąd z tej wizji wyłania się coś bardzo namacalnego, jestem przerażona. Najchętniej wlazłabym do kącika i trzęsła się tam ze strachu. Oczywiście może się zdarzyć, że moje małe życie będzie toczyło się nadal niezmiennym rytmem i tyle – złe nie będzie, lubię je bardzo – ale może też zdarzyć się, że nie.

Reklamy

11 thoughts on “Masz za swoje

  1. Yaaaay! Jak to szło? No changes, no money? ;o) A może jeszcze satysfakcja i radość (w gratisie)? Trzymam kciuki, mocno!

    • No tak, nie tyle poklepać po ramieniu, co wypchnąć bezceremonialnie, jak przestraszonego spadochroniarza z samolotu 🙂 Spadochroniarz nie był gotowy, ale skoro już leci…

  2. głuptasie! ja pierwsza się boję takich zmian, a aż mi dreszcz po ramieniu przeszedł, kiedy przeczytałam
    oczywiście, że podejmujesz dobrą, dorosłą decyzję
    oczywiście, że każdy by się trochę zastanawiał i trząsł portkami, ale to właśnie jest normalne
    no oczywiście, że idź na to
    bo sama mówisz: kto nie ryzykuje…
    ja w każdym razie trzymam kciuki

  3. Mnie wychodzenie ze strefy komfortu przychodzi okrutnie trudno, więc poniekąd rozumiem obawy. Ale jednak gra wydaje się bardzo warta świeczki 🙂
    Czy dobrze rozumiem, że należysz do osób, u których stres oznacza trudności z jedzeniem?
    Ja tak mam, że każdy stres to waga w dół.
    A mąż wręcz przeciwnie, zażeracz stresów….

  4. nie marudź, ja tam się bym chętni zamieniła z tobą na miejsca i to bez szemrania… i wyjechał w świat, choćby jutrzejszym porankiem… bez pakowania nawet…

    o której trzymać mam kciuki?

    jak już tam będziesz, to wiesz… mogę zacząć marudzić, żebyś mi podszukała jakiegoś zmywaka, czy coś… żebym spokojnie języka mogła się nauczyć… bo nie umiem nic, a to co w szkol to – zapomniałam już dawno 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s