How can you not want to believe in magic?…

Skoro nie może być wpisu o mieście, którego nie ma (i o warsztatach robienia trąbek z ogórków – nie mogę przeboleć, naprawdę, być może zdobyłabym pierwszą w życiu przydatną umiejętność), to będzie taki o mieście, w którym jestem. Dziś co prawda nie zamierzam ruszać się z domu, ale wczoraj ruszyłam się, i to bardzo – dlatego między innymi dziś nie zamierzam, obawiam się bowiem, że nieco mi przeszkadza huk obracającej się Ziemi, jeśli wiecie, co mam na myśli.
Bo wczoraj było między innymi tak.
wpid-20150606_2124452.jpg.jpeg

(Zdjęcie wykonane celem zirytowania pana i władcy, który musiał spędzić sobotnie popołudnie w pracy, nieszczęście).
A miał być tylko obiad w mieście. W Hospudce, na Mostowej. Dla towarzystwa spoza Krakatau wyjaśnienie – Mostowa to taka ulica, na którą przez wiele lat zapuszczali się tylko ci, którzy naprawdę musieli. Później wybudowano kładkę na Podgórze (czy tylko mnie to zdjęcie wydaje się nieco lubieżne? Dobrze, to macie drugie). Nie trzeba było długo czekać – po obu stronach rozkwitło życie knajpiane. Ja tam się cieszę, wydatnie mi się skróciła droga do tzw. miasta; wreszcie mogę chodzić na kawę pieszo. Poza tym bardzo lubię tę trasę i uważam, że nocny spacer rozświetloną kładką to czysta rozkosz. Za dnia nieco gorzej, bo przeważnie ślubne sesje zdjęciowe wymuszają zatrzymywanie się co chwila.
Mostowa jest nieco hipsterska, ale to taka ulica – niezbyt długa – na której można spędzić cały dzień, przesiadając się do kolejnych knajpeczek i obserwując przechodzący obok was świat. Hospudka fajna, bo mają čepované pivo jak należy, z cudną pianą, aż szkoda ją psuć piciem. Jedzenie też mają, też czeskie i całkiem w porządku, pod warunkiem, że człowiek nie przyjmuje do wiadomości, ile kalorii pochłania. Nie jestem wielką fanką kuchni naszych braci z południa, ale sympatyczne to bardzo miejsce i głodni nie wyjdziecie.
Gdy człowiek pożre takie coś i popije kuflem, dokąd może się udać? Ależ rzecz jasna. Na lody. Te z gorgonzoli. I z granatów. Nad imbirowymi już onegdaj się rozpływałam, więc nie będę się powtarzać, niemniej koniecznie zalecam pójście. Nawiasem mówiąc, obok znajduje się całkiem sympatyczny pub, w którym można się wygodnie rozsiąść i trawić. Gdy zignoruje się powietrze, rozgrzany asfalt i weekendowy tłok, Kraków latem przypomina leniwy kurort. A jeśli akurat nie można wyjechać, to potrafi dostarczyć całkiem atrakcyjnych wrażeń.
Kładką powróciło się na Kazimierz i przechodziło się obok Ursa Maior (pyszne bieszczadzkie piwa – z których akurat moje najmniej mi smakowało, no taki los; świetne wnętrze, zwłaszcza dla miłośników surowego drewna), więc się wstąpiło.
No, a później okazało się, że akurat Noc Synagog (zaklinam was, nie czytajcie komentarzy pod tekstem – niektórzy ludzie są bardzo chorzy), więc szkoda wracać do domu, skoro można po zmierzchu odwiedzić niesamowite miejsca. Szkopuł w tym, że człowiek jakby zgłodniał, przecież nie jadł od godziny. Człowiek podreptał zatem na skwer Judah i po raz pierwszy w życiu pochłonął maczankę po krakowsku. To znaczy, nie do końca pochłonął. Z żalem stwierdza, że nie zmieścił całej. A pyszna była, delikatne, marynowane w winie mięsko z rabarbarem i grillowaną cukinią. Piszę to jako człowiek, który za mięsem ogólnie nie przepada i świetnie obywa się bez niego – fenomenalne jedzenie. Mój obwód w talii niebawem doścignie równik.
Koncert Djamchid Sisters w synagodze Tempel (to była stajnia podczas II wojny światowej…) bardzo piękny, poruszający i klimatyczny. Byłby. Gdyby nie publiczność. Drogie panie siedzące za mną – mam szczerą nadzieję, że pizza, o której z takim zapałem na głos rozprawiałyście, gdy koncert już się zaczął i tak jechałyście przez kolejne dwadzieścia minut, przyprawiła was o dotkliwą zgagę. Potem sobie niestety poszłyście, ale po was przybyli dwaj elegancko wyczesani młodzieńcy ze smartfonami. Otóż nie chodzi się na koncerty, żeby plotkować, ani żeby sprawdzać, co na wallu wam napisano. Gdyby wymazać te indywidua spośród publiczności – cudowne, mistyczne doświadczenie. Jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie idźcie. Sama wizyta w synagodze jest wyjątkowym przeżyciem.

Dziś tym samym ze spokojem pielęgnuję moje nabyte wczoraj kilogramy, słucham izraelskich sióstr na Jutubie i oglądam Jonathana Strange’a i pana Norrella – cudowny serial. Wessałam trzy odcinki do śniadania; czekam na czwarty (ubolewam, że moda na fraki i postawione kołnierze odeszła – w tym nie sposób wyglądać źle). Miłośnicy Anglozy i wątków nie z tego świata zaserwowanych w lekko mroczny sposób będą zachwyceni. A Bertie Carvel ma tak czarownie wibrujący głos, że daj mu Boże zdrowie. Mój fetyszyzm rozkwita w pełni.

Reklamy

4 thoughts on “How can you not want to believe in magic?…

  1. spoko – mnie nie przebijesz – od zimy do dziś zafundowałam sobie rozmiar więcej, a w tym tempie przed końcem miesiąca nawinie się kolejny rozmiar in plus… i szczerze – pierwszy raz w życiu zaczynam mieć to wszystko gdzieś… tak samo jak kilka innych spraw, więc cóż… fajnie, że to nie mnie ziemskie obroty przyprawiają o zawrót głowy… przy tej temperaturze – po prostu mogłoby się to u mnie skończyć… poprawinami 😉

    tak… to ja się oddalę po kolejną porcję lodów oraz dorzucę jakieś białe wino półsłodkie lekko schłodzone…

  2. Z Ursy mi najbardziej smakuje „Rozbawiony”. No i oczywiście Rzeźnik, którym 100% zasłużenie raczyłam się na mecie Rzeźnickiego biegu 😉

  3. A co do samej kładki – w sumie już opatrzyła ale miała wyglądać trochę inaczej. Wiadomo – konkurs, komputerowe wizualizację wszystko przyjmą ale potem realizacja trochę inna. Sama rura miała mieć prawie o 40% mniejszą średnicę a kładka nie miała wznosić się łukiem nad Wisłą tylko opadać. A wyszło… jak wyszło 😉 I tak znacznie lepiej niż Zwierzyniecki, któryt projekt miał świetny a realizacja…. bieda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s