They’re all mistakes, children! Filthy, nasty things. Glad I never was one!

Wiecie, że ten Jonathan Strange grał żeńską rolę w musicalu na motywach Matyldy Roalda Dahla? I część widzów w ogóle nie zorientowała się, że to facet? Nie? Już wiecie. On jest zachwycający. Jestem pod rosnącym wrażeniem, a to nigdy nie wróży nic dobrego. W każdym razie moja Sekretna Lista Wstydliwych Słabości wydłużyła się o kolejny punkt.
(Och, i właśnie doczytałam, że będzie grał w Bachantkach z Whishawem, co oznacza, że tego lata zobaczę go na żywo. Maska tlenowa może się przydać).
((To jeszcze tylko raz loczki – khhh… – i przechodzimy do rzeczy)).

Tymczasem moja ulubiona fundacja, która onegdaj zniechęcała do rozwodów, teraz zachęca do rozmnażania się. Ta fundacja protestowała przeciw ratyfikacji konwencji przeciwko przemocy, co samo w sobie jest znaczące. I fundacja ewidentnie ma wyraźną opinię na temat roli kobiety w społeczeństwie. Opinię, z którą zdecydowanie się nie zgadzam.
Gwoli ścisłości, nie kwestionuję faktu, że człowiek ma – jakkolwiek paskudnie to brzmi – datę przydatności. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje szanse na macierzyństwo z wiekiem maleją, aż wreszcie znikną zupełnie, mimo wysiłków medycyny. Co nie zmienia faktu, że mogę nie chcieć mieć dzieci. Kogoś, kto nie chce, żadna kampania nie nawróci. Jeśli ktoś na starość pożałuje, że podjął w życiu ciąg takich, a nie innych decyzji, to ciągle jego prywatna, najbardziej prywatna z prywatnych sprawa i sam będzie musiał się z tym zmierzyć. Nikomu nic do tego. To niesłychanie intymny wybór. Nie zawsze zresztą wybór.
Bardzo chętnie spotkałabym się z pomysłodawcami tej kampanii i porozmawiała sobie z nimi od serca. Tymczasem proponuję im, żeby zastanowili się, jak wielu ludziom, którzy dzieci mieć zwyczajnie nie mogą – z rozmaitych przyczyn – wymierzyli policzek tym bzdurnym filmikiem.
Jako potencjalny, obawiam się, target tej akcji (który w dodatku był w Tokio – to już w ogóle przerąbane mam), mogę wyjaśnić zainteresowanym, jak wiele czynników na to wpływa i zapewnić, że w licznych przypadkach sprowadzanie bezdzietności do kaprysu jest zwyczajnie niestosowne. Przy czym nawet jeśli kobieta istotnie woli po prostu robić karierę, to ma do tego święte prawo, ponieważ po tym łez padole chodzi tylko jedna osoba zdolna decydować o jej życiu i jest to ona sama. Nota bene, dzieło powinno wylądować w Wikipedii jako ilustracja pojęcia „stereotyp”. Karierowiczka w szpilkach przechadza się smętnie po pustych dizajnerskich wnętrzach. Interesujące jest też to, że zdaniem pomysłodawców wyraźnie można albo być panią menago, albo potomstwo rodzić i gotować konfitury. To dość zerojedynkowa wizja świata, nieprawdaż. Aż trudno uwierzyć, że w XXI wieku można taką mieć. I bardzo chciałabym zapytać, gdzie w tym spocie jest mężczyzna. Bez udziału takowego kobieta dziecka raczej się nie nabawi (chyba że zdaniem tęgich mózgów stojących za kampanią wystarczy podejść do jakiegoś na ulicy i grzecznie zapytać), a znam bardzo wielu facetów niechętnych zakładaniu rodziny – dlaczego nie ma spotu kierowanego do nich? Tylko my jesteśmy odpowiedzialne za spadający przyrost? Te kobiety to samo zło, doprawdy. Zdaje mi się, że autor(ka) scenariusza powinien – lub powinna – przyjrzeć się trochę otoczeniu przed spłodzeniem tego swojego opus magnum; może wtedy by dotarło, że świat zamieszkują nie tylko ludzie, którzy poślubili swoją pierwszą studencką miłość, a bezdzietne kobiety sukcesu, które chodzą po domu w butach na wysokich obcasach, to raczej rzadkość jest (pewnie nawet Anna Wintour nosi kapcie). I nikt raczej nie porzuca wizji rodzicielstwa na rzecz wycieczki do Paryża, do którego w naszych czasach można dotrzeć kosztem dwóch godzin i paru stów.
Skoro już założyli fundację, lepiej by pomagali samotnym rodzicom albo nieszczęśliwym dzieciakom, o których dobro tak się ponoć troszczą, a nie wtrącali się w życie dorosłych ludzi. Dziękuję za pochylenie się nad moim losem, ale please do kindly fuck off i zajmijcie się czymś naprawdę pożytecznym.

Advertisements

29 thoughts on “They’re all mistakes, children! Filthy, nasty things. Glad I never was one!

  1. Nie widziałam jeszcze filmiku (nie może mi się załadować), ale nie do końca zgadzam się z określeniem stereotyp, częściej zaczynam go zastępować określeniem atawizm pierwotny 🙂

    ale o tym to ja ostatnio mogłabym dużo i długo 😛 … więc wiesz – lepiej mnie nie prowokować… no i jak samopoczucie po wczorajszych pogawędkach ? 🙂

    • Pogawędek będzie jeszcze jedna runda, więc nadal mam ciśnienie rozkurczowe 300. Jeśli Ci się filmik nie ładuje, to nawet lepiej, szkoda nerwów na ten absurd. Bertiego sobie pooglądaj zamiast – ładne loki, cudowny głos, twierdzi, że woli książki od ludzi. Lubię go.

  2. Zgadzam się w pełni. Problem wynika głównie z postawy facetów. Coraz mniej normalnych egzemplarzy dostępnych na rynku. A przyczyniają się do tego między innymi … nadopiekuńcze mamusie. I to do nich proponuję skierować kolejny spot 🙂

    Hm, jakoś tak przewrotnie wyszło, że w ostatecznym rozrachunku i tak wszystkiemu winne są kobiety 🙂

    • Nie wiem, czy ten problem wynika głównie z postawy facetów… Moim zdaniem wynika z bardzo wielu różnych przyczyn, których autorzy tego spotu nie widzą lub widzieć nie chcą – bo nie wierzę, że nie zdają sobie sprawy z tego, jak potwornie i krzywdząco sprawę uprościli. Swoją drogą, nie robi im dobrze na wizerunek to, że nie odpowiadają na serdeczny feedback, jaki przez ostatnie 24 godziny wylał się szeroką rzeką w ich stronę.
      A kobiety są zawsze winne wszystkiego 🙂 przyzwyczajone jesteśmy.

      • A mnie właśnie ostatnio zaczyna wkurzać wszechobecna presja wywierana na kobiety. A najbardziej wkurza mnie to, że często same sobie nawzajem to robimy licytując się która jest „bardziej”, krócej/dłużej karmi piersią, lepiej prasuje/rozwiesza/sprząta, wychowuje dzieci. Od dawna nie biorę udziału w tych licytacjach ale ostatnio znowu gotuję się w środku ponieważ dookoła kumulacja roszczeń i porównań… A dzieci można również po prostu nie chcieć. Mimo, że ja mam, nie mam problemu z przyjęciem do wiadomości również takiej alternatywy. (świadomie pomijam inne kwestie bo nie skończę do wieczora:))

      • Ale ja w ogóle nie rozumiem, o co tu się wściekać. Przecież wyraźnie spot jest kierowany do wąskiej grupy docelowej, a mianowicie kobiet, które w powodzi sukcesów, podróży i dobrobytu ZAPOMNIAŁY mieć dziecko. Jestem przekonana, że takich kobiet nie ma za wiele, jak już to gdzieś na szczycie drabin korporacyjnych kilka pojedynczych sztuk z bardzo słabą pamięcią.
        Hahahaha, też się pytam, czemu w tym spocie nie ma chłopa??? Choćby żeby tej durnej babie przypomniał albo coś.

        • Chłopa nie pokazano z prostej przyczyny – autor spotu chciał spotęgować wrażenie samotności i beznadziejności sytuacji, w jakiej znalazła się bohaterka. Ale chłop domyślnie gdzieś jest, skoro przyczyną braku dzieci było robienie kariery, a nie brak chłopa 🙂 Może to i lepiej, że go nie pokazali, bo gdyby to zrobili, to zapewne zobaczylibyśmy go jak pije z rozpaczy w jakiejś podejrzanej knajpie albo składa pozew rozwodowy.

          • Kiedy właśnie nie ma chłopa – specjalnie sprawdziłam, na stole jest jedno nakrycie i jedno jajeczko na miękko, chlip chlip…
            I wszystko ZDĄŻYŁA zrobić SAMA. Wniosek? Faceta tam nigdy nie było, bo nie miała czasu na związek, a co dopiero na dziecko. Ale spot mówi tylko o braku dziecka, więc zapewne chodzi o to, aby samotne kobiety korzystały z dobrodziejstwa in vitro, a nie odkładały macierzyństwa do czasu, kiedy znajdą odpowiedniego mężczyznę. Voila.
            I to już jest zupeeeełnie inna kampania 😉

      • przyczyn jest kilka, a większość… drzemie w naszej podświadomości 😛 och, to ostatnio mój ulubiony konik, łącznie z czytaniem nielicznych publikacji „naukowych” mlask… my baby same sobie krzywdę robimy i jeszcze na to marudzimy 😛

        Jedyną rzeczą jakiej jesteśmy winne, to to, że manipulujemy… często nie zdając sobie z tego sprawy, a manipulujemy obecnie tak, ze same sobie krzywdę robimy, a później marudzimy i narzekamy 😛 … Szkoda, że takie mądre nie byłyśmy, kiedy trzeba było iść i mamuta upolować i do jaskini go przytargać, a dopiero teraz, kiedy sobie podlecimy w szpileczkach do warzywniaka po ogóreczka na oczka do nałożenia… tak… się nam w główkach poprzewracało…

    • … i mamusie i równouprawnienie i my baby same – zwłaszcza „samosie” 😛 tez jesteśmy winne. Nam w nowych warunkach jest o wiele łatwiej się odnaleźć niż mężczyzną… którzy raz że zacackani przez mamusię, a dwa, mają pozabierane coraz więcej „zabawek” przez baby… i stara się im ubrać „spódniczki”, do których ewolucyjnie zwyczajnie nie mają predyspozycji… więc powoli zamieniają się w gatunek wymierający (przynajmniej ci prawdziwi, a nie pierdziuchy kanapowe i pasożyty innej maści – czyli jednostki, które dawniej zwyczajnie nie przetrwałyby same w trudnych warunkach i niedźwiedzie, albo lwy by je zeżarły i byłby spokój… i nie przekazywaliby bezwartościowych genów).

  3. Mówisz – presja. Mówisz – stereotyp. Wkurza cię to. Punktujesz tak sprawnie schematyzm myślenia. Pewnie, że to wszystko w tym jest. Ale ja widzę przede wszystkim to: Obudź się. Nie daj sobie wmówić, że posiadanie kolejnej książki, butów, bransoletki uczyni Cię szczęśliwą. Jedyne, co daje szczęście to dobrowolna i pełna oddania służba drugiemu człowiekowi. Przyjrzyj się szczęśliwym twarzom wokół siebie, prawdziwie szczęśliwym i zapytaj, czy żyją tylko dla siebie. Znam to od podszewki. Ten spot jest o tym, że cholernie dużo wokół nas nieszczęśliwych, skrajnie egoistycznych i samotnych osób.

    • wybacz, ale znam o wiele większą grupę osób, które mając dzieci, rodziny i żyjąc dla innych… są nieszczęśliwe… mało tego, nawet mając kolejną parę butów i książkę – dalej są nieszczęśliwe… my jesteśmy społeczeństwem zaprogramowanym na bycie nieszczęśliwymi i może czas pomyśleć o spotach, które zmotywują nas do nauki doceniania tego co mamy i zmiany naszych nieszczęśliwych stereotypów i narzekania na wszystkich i wszystko, zamiast … wskazywać jedynie słuszne drogi do szczęścia… a poza tym – co to w ogóle jest szczęście? Kay – czy uważasz, że twoja i moja definicja szczęścia, i to co za Szczęście uważa PC, czy Naosej… jest dokładnie tym samym? … a jeśli nie jest… to czy mamy prawo wolnej woli i wyboru do tego co sami za szczęście własne uważamy… czy też mamy się podporządkować schematom, bo to jest gwarancja szczęścia… (statystycznie, faktycznie może być gwarancją, ale po 5 latach studiów nad statystyką… mam ją w głębokim poważaniu, gdyż jej założenia biorą pod uwagę ogranicza ilość zmiennych jakie bada się w danym zagadnieniu… a takie spoty… cóż – wybacz – bazują na statystykach)

  4. Też sądzę, że grupa docelowa jest wąska – tylko czy to było zamierzone czy to efekt życia „w innej rzeczywistości”? Przemieszkałam wiele lat w sporym mieście i naprawdę nie spotkałam nigdy w bliższym ani dalszym otoczeniu żadnej kobiety, która pokrywałaby się profilowo z kobietą z tej akcji – kobiety z korpo, co to w pogoni za karierą, bogactwem i „zapomina” o dziecku.
    Za to znam parę kobiet, które mają jedno dziecko i chętnie urodziłyby drugie, gdyby miały gwarancję, że jak je odchowają, to będą mieć gdzie wrócić do pracy. Albo urodziłyby drugie, gdyby zarabiały o 500 złotych więcej, ale nie zarabiają i się na to nie zanosi.
    Gdyby żłobek był w okolicy, a nie ma. Albo gdyby na opiekunkę było stać, a nie jest.
    I tak dalej.
    To chyba większy problem dla dzietności niż jakieś „kobiety sukcesu”.

    • No właśnie, tam gdzie kobiety i rodziny czują się bezpieczniej, bo mają dostęp do lekarzy, żłobków, mają pracę, wsparcie, tam się rodzi więcej dzieci, bo ludzie zwyczajnie się nie boją. A u nas wywala się kasę na przekonywanie, że pieniądze to nie wszystko.

        • Pomijam ekstrema, gdzie najwięcej, a gdzie najmniej, napisałam tylko że „więcej”. Chodziło mi o kraje takie jak Francja, gdzie jest szeroki socjal, żłobki, przedszkola (nie wiem czy nie darmowe), opieka medyczna i tam jak ludzie mają po dwoje, troje dzieci, to się dla nich nie wiąże z jakimiś karkołomnymi kombinacjami („a czy mi przyjmą dziecko, bo jestem na liście rezerwowych, a jak nie to czy mnie stać na nianię, a może mama albo teściowa” – absurd).

          • No tak, ale to jedna, jedyna Francja. Myślę, że problem jest o wiele bardziej złożony. I nie chodzi to tylko o tzw. „zaplecze”. My po prostu jesteśmy coraz bardziej egoistyczni, mniej dojrzali, wydaje nam się, że oszukamy czas… W części przypadków na pewno względy ekonomiczne przeważają, w części są wymówką. Często taką „nieuświadomioną”. Łatwiej powiedzieć „nie stać mnie na dziecko”, niż „nie dorosłam/em do posiadania potomstwa”. Wiem o czym mówię, bo zdarza mi się pracować z parami, które za późno zdecydowały się na dziecko i faktycznie przeżywają dramat. Okazuje się, że często warunki bytowe wcale im się diametralnie nie poprawiły, tylko oni w końcu podjęli decyzję. W ogóle to skomplikowany temat. Nie jestem przeciwniczką szeroko pojętego wsparcia, ale obawiam się, że nie załatwi ono sprawy.

        • Ale to zdaje się wtedy nie na zasadzie przemyślanego, świadomego macierzyństwa… a chyba o takie wszystkim chodzi?

          • Myślę, że ono niekoniecznie jest zależne od warunków socjalnych. A już na pewno nie tylko od nich.

  5. tak do Kay jeszcze, też jestem szczęśliwą egoistką… która, posiada 80 par butów, cały koszyk tandetnej biżuterii do której ma słabość, a na dodatek siwiej przy każdym kolejnym pomyśle własnego syna, któremu zdaje się, że jest bardzo dorosły 😛 bo jest … pełnoletni 😛 … więc jak to jest – jestem bardziej szczęśliwa bo mam dziecko, czy bardziej szczęśliwa bo kupuje sobie bzdety które sprawiają mi radość? Jak myślisz? Mogę się rozważać jako egoistkę, czy nie mogę, bo jednak, choć już pełnoletnie, to jednak dziecko mam… tylko wiesz, przez całe jego życie pracuję i cóż, przez wszystkie te 18 lat każda kolejna para butów wyniesiona ze sklepu była dla mnie radością samą w sobie… więc jak to „ugryźć”?

  6. Na parę godzin Was zostawić… ☺
    A całkiem serio – naprawdę uważam, że to sprawa zbyt złożona i zbyt wiele czynników wpływa na takie decyzje (nie zawsze to decyzje), żeby oceniać ją czarno-biało. A już na pewno nie w kategoriach moralnych, moim zdaniem. Proszę bardzo, 24 h bez dostępu do internetu chyba wpłynęło na złagodzenie mojej retoryki ☺

  7. Ten spot NIE OCENIA. Ja nie oceniam. Jeżeli ktoś czuje się oceniany, to właśnie – czuje się. Ludzie tworzący ten filmik chcieli, jak przypuszczam, pomóc, nie oceniać. Ale tak właśnie jest… oceniamy i czujemy się poddani ocenie w każdej sekundzie życia :(.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s