Tame a wild human

Wiem, że nie jestem zbyt łatwa we współżyciu, albo inaczej – mogę nie być od czasu do czasu. Moje samotnictwo i umiłowanie wolności czasami odzywają się głośniej. Ktoś, kto chce się ze mną zbratać, musi to na ogół (zdarzają się wyjątki) robić metodą baby steps, bo inaczej mogę poczuć się osaczona. Niechętnie się zwierzam, nie potrzebuję towarzystwa do kina, na obiad, na urlop i tak dalej, nie jestem dobra w kurtuazyjnym podtrzymywaniu kontaktów i bywa, że czasami zapominam o bożym świecie, łącznie z innymi jego mieszkańcami. Ogólnie rzecz biorąc, nie jestem takim zwierzątkiem, które z machającym ogonem podbiega do każdego i daje się podrapać po brzuszku, tylko raczej takim, które trzyma się na dystans i jak będzie chciało, to podejdzie, jak zaufa, to będzie je można po brzuszku drapać godzinami, ale jeśli wyciągnie się do niego rękę zbyt szybko, to zwierzątko nie będzie zadowolone i nastroszy wibrysy.
Bardzo, ale to bardzo nie lubię, gdy ktoś usiłuje stać się moim nowym najlepszym przyjacielem, choć znamy się niedługo i nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego. Osobowość mocno ekstrawertyczna, bazylion znajomych, życie towarzyskie, którym można by obdzielić trzy osoby. Osobowość nieco wampiryczna emocjonalnie, uwielbiająca skupiać na sobie uwagę. Osobowość z gatunku wydzwaniających, zaczepiających na twarzoksiążce, nie dających za wygraną. Problem w tym, że gdy umawiacie się z nią na spotkanie, okazuje się, że umówiliście się jeszcze z tuzinem innych ludzi. Których nie znacie lub znacie bardzo słabo. Nie mój kubek herbaty, że tak powiem.
Osobowość poczyniła mi dziś wykład drogą mailową, że chyba jej nie lubię i jej unikam.
Owszem, unikam. I w sumie tak chyba powinnam odpisać, choć przede wszystkim nie rozumiem, po co w ogóle takie maile słać. Jeśli nie zabanglało, to nie zabanglało, trudno, nie wszyscy muszą być best friends forever, zwłaszcza jeśli ich charaktery są dramatycznie różne – i wydawać by się mogło, że człowiek po trzydziestce to rozumie. Najwyraźniej nie.
Mam wrażenie, że to skutek uboczny życia w mediach społecznościowych, gdzie z jakichś przyczyn tak niesłychanie ważne jest to, ile osób nas lubi, ale mniej ważne, za co i – przede wszystkim – czy naprawdę. Ludzie jakby odwykli od tego, że kontakty mogą zacieśniać się i rozluźniać, różnie się układa, a czasami zwyczajnie nadajemy na innych falach i to żadna tragedia, zdarza się. Można nad tym przejść do porządku dziennego. Chyba.

Ech, a może to ja jestem antyspołeczna.

No, ale żeby zakończyć przyjemnym akcentem – bardzo ciekawe rzeczy będą się działy w Nowej Hucie tego lata. Przeglądając program, autorka w pewnej chwili wyszczerzyła się promiennie do ekranu; stali czytelnicy natychmiast zakumają, który punkt wprawił ją w wielkie podekscytowanie.
Tymczasem autorka żegna serdecznie, by udać się do kina, znaczy do teatru.

Reklamy

6 thoughts on “Tame a wild human

  1. tia, jeden rzut okiem i wszystko jasne 🙂 … nie będę pzepisywać poprzedniego komentarza, bo i tak wszystko jasne jest. 😛

  2. ” Ludzie jakby odwykli od tego, że kontakty mogą zacieśniać się i rozluźniać, różnie się układa, a czasami zwyczajnie nadajemy na innych falach i to żadna tragedia, zdarza się” – jakie to proste i prawdziwe… brakowało mi potwierdzenia, że tak właśnie bywa w relacjach. Mam taką jedną zagwozdkę życiową – że może zaniedbałam coś , że może nie powinnam była się odsuwać od pewnej osoby ale właściwie uświadomiłaś mi teraz prawdę. Że tak po prostu się zdarza i nie ma w tym żadnej tragedii. Wystarczy to zrozumieć. Ja zrozumiałam i mi lżej. Dzięki 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s