I see you

Od kilku miesięcy czekam na nadejście dnia, w którym pani sprzątająca w fabryce odpowie na moje „dzień dobry”.
Dotychczas nie nastąpiło to ani razu. Ja co prawda raczej cicho mówię, ale ludzie zwykle mnie słyszą jednak.
Parę dni temu stałam sobie w fabrycznej kuchni, czekając, aż czajnik ugotuje wodę na moją poranną kawunię, gdy wtem weszła jakaś osoba, bez słowa złapała czajnik, wlała wodę do WŁASNEGO kubka i nadal bez słowa odeszła. A ja ostałam się bez kawuni. Wyraźnie nie tylko mnie nie słychać, ale również nie widać. Albo może osoba uznała, że moja funkcja w przedsiębiorstwie polega na gotowaniu wody innym ludziom. Chyba powinnam pomyśleć nad wymianą garderoby.
Wczoraj byłam świadkiem dialogu, właściwie monologu z jakimś biednym konsultantem infolinii sieci komórkowej. Tak, ja wiem, że człowiek zwykle dzwoni pod takie numery, gdy nie jest zbyt zadowolony, ale dziewczę wrzeszczało do słuchawki z niebywałą ekspresją, podważając co chwila zdolności intelektualne rozmówcy, że to tak oględnie ujmę. Dziś rano przechodziłam obok pana zajętego głośnym proszeniem dziewczyny rozdającej ulotki, żeby mu dupy nie zawracała. Tu i ówdzie komuś przeszkadza, że taksówkarz do niego zagadał albo sklepowa nazwała go kochanym. Tu i ówdzie ten i ów powiadamia, że na jego szacunek trzeba sobie zasłużyć (niezmiernie mnie rozbawiają takie teksty), a zresztą większość ludzi to i tak świnie, nóż w plecy i tak dalej.

Ponieważ cierpię na syndrom Pollyanny, lubię rozmawiać z taksówkarzami i nie czuję się dotknięta do żywego, gdy pani na bazarku nazywa mnie złociutką; lubię także zakładać, że ludzie dookoła mnie jednak takimi świniami nie są. Nie przeczę, że parę razy założenie to okazało się błędne, a autorka tygodniami lizała rany w kąciku. Niemniej wolę być nastawiona życzliwie, tak z automatu, i wcale nie tak rzadko mam do czynienia z aktami życzliwości innych, często w niespodziewanej chwili i z niespodziewanej strony. Dużo nie trzeba, żeby człowiekowi uprzyjemnić dzień.
Nie urodziłam się wczoraj, a jednak ciągle się dziwię, gdy mam do czynienia z kompletnie niepotrzebną agresją, z arogancją, z olewaniem wszystkiego i wszystkich, jakby świat wokół był całkowicie zbędny i tylko przeszkadzał. Niezbyt chce mi się wierzyć, że z bycia nieuprzejmym można czerpać przyjemność, choć sądząc po popularności zjawiska, niektórzy istotnie uważają, że bycie bucem jest sexy. Nie wiem, może ja jakaś dziwna jestem, ale lubię być miła, nie męczy mnie to jakoś bardzo, i lubię miłych ludzi. Wymiana głasków dobrze robi obu stronom. Każdy z nas tego potrzebuje.
Oglądaliście TED Talk Amandy Palmer? Kocham tę kobietę bardzo i sama bym się z nią ożeniła, gdyby Neil Gaiman tego nie zrobił. Tak czy inaczej, dobrze podsumowała to, co nieudolnie próbuję wam wyeksplikować, w opowieści o tym, jak onegdaj pracowała jako ludzka rzeźba uliczna. Tutaj macie całość, a tutaj fragment, o który mi chodzi:
When someone came by and dropped in money, I handed them a flower and some intense eye contact. And if they didn’t take the flower, I threw in a gesture of sadness and longing as they walked away. So I had the most profound encounters with people, especially lonely people who looked like they hadn’t talked to anyone in weeks, and we would get this beautiful moment of prolonged eye contact being allowed in a city street, and we would sort of fall in love a little bit. And my eyes would say, „Thank you. I see you.” And their eyes would say, „Nobody ever sees me. Thank you”.

No właśnie, no właśnie.

Reklamy

19 thoughts on “I see you

  1. Nic dodać, nic ująć, złociutka…
    U nas w fabryce na przykład są takie chłopaki, co jak korytarzem w kupie idą we trzech, to nie mówią cześć (chociaż mijamy się o milimetr), a jak się ich trafi pojedynczo, to mówią. Ale to są młode szczyle, 25 lat powiedzmy, a ich szef na przykład, koło 35-40 pan prezio, to jeszcze nigdy mi się nie ukłonił, a od 7 lat go na korytarzu widuję. Widać mama nie nauczyła.
    Niestety ale takie podstawowe dobre wychowanie wynosi się z domu, i jak tatuś i mamusia są sexy bucami, to dzieci niczego innego nie nauczą. Ewentualnie tylko, że im się cały świat należy, a reszta ludzi won, z drogi.

    • W rzeczy samej.
      Ale, a propos prezia, mam pozytywną historię. Lat temu wiele, w poprzedniej pracy, a dokładniej w pierwszym jej miesiącu wysłano mnie w zastępstwie na spotkanie. Denerwowałam się okropnie, więc kwadrans przed czasem już siedziałam w sali konferencyjnej. Wszedł jakiś wygarniturowany koleś w średnim wieku, uścisnął mi rękę, powiedział, że zimno dziś, ucieszył się, że jest kawa i ciasteczka, i zapytał, czy na rzeczoną kawkę mam ochotę. Miałam, więc mi nalał. Pogawędziliśmy sobie chwilę, zanim zaczęli się schodzić inni ludzie.
      Jakież było moje zdziwienie, gdy w trakcie spotkania wyszło, że facet jest gościnnie przybyłym szefem wszystkich szefów, najwyższą wierchuszką. Czyli da się.
      Gdybym wiedziała, to bym z nim pewnie na takim luzie nie rozmawiała.

      • Jedno pytanie: był z Polski? Bo jeśli tak, to wow. Jeśli nie, to raczej norma 🙂
        Ale fakt, w sumie nie wiadomo czemu człowiek się tak spina, jak wie, że rozmawia z PREZESEM, co to w końcu prezes? Taki sam człowiek, nawet niekoniecznie mądrzejszy 😉

        • Z Polski.
          Ja się spinam bardzo, choć też w sumie nie do końca wiem, dlaczego. Ale ze mnie w ogóle straszliwy spinacz jest i nie trzeba wiele, żeby mnie zestresować do nieprzytomności 🙂 Tym bardziej cenię ludzi, którzy są dla mnie sympatyczni.

          • No to, że powtórzę, wow. Bo polscy prezesi przeważnie mają wpojone, że trzeba się zachowywać po prezesowsku, bo inaczej nikt cię nie będzie szanował.
            Ja też się spinam przy różnych okazjach, najczęściej w ogóle tego niewartych… Ale im więcej praktyki, tym mniej się różne rzeczy przeżywa, na zasadzie „eee, przeżyłam to już tyle razy, więc nie przesadzajmy”. Np. kiedyś musiałam obdzwonić po niemiecku kilkaset firm i chociaż niemiecki znam, to i tak przez pierwsze 100 telefonów siedziałam spocona jak mysz 😉 Potem się wyluzowałam i było spoko, a nawet mi się spodobało, ale nie na tyle, żebym chciała kiedykolwiek powtórzyć to doświadczenie 😉

          • Hehe, nie wróżę sobie powodzenia w takiej misji. Nie znoszę dzwonić do ludzi! Zawsze mi się wydaje, że przeszkodzę im w czymś okropnie ważnym (a nie znam zbyt wielu neurochirurgów ani prezydentów).

      • Stanowczo sprzeciwiam się stwierdzeniu, że za zachowanie 30-, 40-letnich ludzi są nadal odpowiedzialni rodzice. Mama mogła nie nauczyć, ale pan miał dużo czasu, by zobaczyć, jak się zachowują inni ludzie i sobie wybrać wzorzec, który mu najbardziej pasuje. Widocznie ten jest najmilszy jego sercu. Albo: mama nauczyła, ale pan odkąd wyprowadził się z domu, uważa, że już tak nie musi, bo przecież jest od mamusi mądrzejszy/bogatszy/cokolwiek. Nie zwalajmy winy na dom, z którego pan wyszedł, a na jego własne bucostwo, dobrze?

        • Nie chciało mi się wierzyć, że nie ma justowania i odstępów między akapitami, ale sprawdziłem i faktycznie nie ma. Dodałem tego bloga do ulubionych kilka lat temu i przez wszystkie te lata tego nie zauważyłem. Widocznie teksty są tak dobre, że nic nie jest w stanie odciągnąć mojej uwagi 🙂 Pozdrawiam.

        • A mnie właśnie dzięki brakowi obróbki czyta się te teksty jak list do przyjaciela, a nie jak eseje. I, nie ujmując nic esejom, akurat mnie tutaj list pasuje 😉

    • Może i zasługuje, ale nie potrzebuje moim zdaniem. Mój blogasek zawsze wyglądał bardzo prosto i tak wyglądał będzie, bo to po prostu strumień świadomości kogoś, kto bardzo lubi pisać.

      • I słusznie. Po tym komentarzu o oprawie aż musiałam wyscrollować do góry, żeby zobaczyć wpis, bo zupełnie nigdy nie przyglądałam się wyglądowi tekstu…. jak widać różni ludzie zwracają uwagę na różne rzeczy 🙂

  2. od kilku lat czytam tego bloga i nigdy mi nie przeszkadzał brak justowania itd.
    ależ ja nieobyta jestem…
    lol

    Amandę Palmer też uważam za super kobietę,ah! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s