How do I unfriend?

Żyję, żyję.
Tylko spoglądanie w mój kalendarz i zaokienna ponurność nieco mnie dobijają. Czwartku natomiast obawiam się niemożebnie. Na szczęście moje wystąpienie ma być krótkie, więc jest szansa, że je przeżyję bez żenującej kompromitacji, jeśli tylko odpowiednio przygotuję się mentalnie. Sprawdziłam w zaproszeniu, że uczestników będzie z pięćdziesięciu. No, świetnie. Podejrzewam, że początek mojej przemowy płynny nie będzie.
Dziś rano oczywiście zwleczenie się z łóżka było niemożliwością, kto to widział taką pogodę organizować przy poniedziałku. A w dodatku tuż przed przebudzeniem (w każdym razie tak mi się wydaje) miałam absolutnie piękny i ekscytujący sen. Ubolewam, że nie można nagrywać snów i odtwarzać ich wielokrotnie. Ten bym chyba zajeździła na amen, więc gdyby mógł przyśnić mi się ponownie… Może się jakoś zaprogramuję? Podobno się da.

Weekend sam w sobie nieco był irytujący, bo zostałam w grajdołku tylko po to, by się spotkać z kimś od dawna niewidzianym. Spotkanie zostało odwołane na godzinę przed, gdy już zbierałam się do wyjścia. Nie po raz pierwszy. Ja jestem bardzo cierpliwa, ale przy następnej takiej okazji, gdy znowu usłyszę, że musimy koniecznie się spotkać, zamierzam być ogromnie zajęta, bo nie znoszę, gdy nie szanuje się mojego czasu. Traktujmy się jak dorośli, motyla noga. Doskonale rozumiem, że zdarzają się różne rzeczy, człowiek może zostać uprowadzony przez kosmitów, wpaść do studzienki kanalizacyjnej, zachorować, mieć pożar w pracy, za bardzo się rozluźnić poprzedniego wieczora albo po prostu dostać przeogromnego niechcieja, poczuć przemożną potrzebę okopania się na kanapie i spędzenia reszty dnia na oglądaniu skeczy Rowana Atkinsona (ten zwłaszcza lubię, i ileż przydatnych angielskich słówek, ekhm) – zdarza się. Ale jeśli mi ktoś czwarty raz wykręca taki numer, staje się dla mnie całkowicie jasne, że nieszczególnie mu zależy. Nic na siłę, mam jeszcze innych znajomych. Kiedyś zależało mi na utrzymywaniu kontaktów za wszelką cenę, teraz jestem o wiele mniej sentymentalna. Acz, trzeba przyznać, trochę niekomfortowo, gdy chodzi o człowieka, którego zna się od kilkunastu lat. Kawałek życia się traci. Z drugiej strony może dzięki temu zrobi się miejsce na kogoś nowego.

I serio, ludzie się tną po facjatach, żeby upodobnić się do swoich idoli? Za moich czasów to się ich na koszulkach nosiło. Nie ma już ratunku dla tego świata, naprawdę. W ogóle co to za idol?… Ja chrzanię, naprawdę niewiele trzeba, żeby zostać sławnym. Szkoda.
Dla równowagi i jeśli akurat nie zamierzacie rozcinać sobie tkanek ani wstrzykiwać atramentu w gałki oczne w podziwie dla, ranyboskie, autorytetu, tu macie bardzo dobry tekst o tym, co ostatnio wyjątkowo mnie męczy, czyli zaletach bycia miłym i o tym, czemu tak bardzo się tego boimy, niepotrzebnie.

9 thoughts on “How do I unfriend?

  1. Oooo, znam to umawianie się i odwoływanie. Też myślę, że jeśli kilka razy z rzędu coś komuś wypada (czyt. wszystko inne jest ważniejsze niż spotkanie z tobą), to najwyższy czas sobie odpuścić. Tym bardziej, jeśli samemu należy się do osób, które jak już coś obiecają, to robią wszystko żeby dotrzymać, więc z czegoś rezygnują, robią miejsce w kalendarzu, pieką ciasto itp., a komuś nagle się przypomina, że właściwie ma w dupie to spotkanie.
    50 osób? Co to jest😉 Gadaj krótko i do rzeczy, dasz radę🙂 Już nie raz dałaś radę, co nie?

    • No, otóż i to. Jakieś pechowe to lato jest dla mnie, bo nieustannie muszę zmieniać plany na rzecz innych, które potem z takich czy owakich przyczyn nie wypalają. I szczerze pisząc, żyję w sporym wkurwie od kilku tygodni, a każda tego rodzaju akcja pogłębia go dodatkowo. Szkoda, ale.

      50 osób. To nie festiwal w Glastonbury, wiem, ale mimo wszystko wolałabym tam nie występować🙂 takie rzeczy mnie bardzo dużo nerwów kosztują.

  2. A mnie się wydaje, że to właśnie powrót do dawnych czasów, tych ze średniowiecza. Wtedy takim idolem był przykładowo Jezus Chrystus, to sobie na wzór i podobieństwo się biczowali😦 Ja na tę pogodę wróciłam z 14 dni lazurowego nieba nad Chorwacją, to się dopiero można zdołować…

    • No tak, w sumie nadal to robią… Ale jednak z pewnych przyczyn jest to dla mnie – choć nadal szalone – jakoś łatwiej tolerowalne. Może dlatego, że tamtemu idolowi przypisuje się jednak parę mądrych słów, a ten to jest czyste kuriozum, w dodatku mocno creepy.

      Ja dziś, dokładnie dziś, miałam wracać z wakacji.

  3. Dlatego też osobiscie umawiam się „za 5 dwunasta” kiedy wiem, że nic innego juz mi nie pomiesza szyków, a jeśli akurat znajomki maja tez chwile czasu na „juz” to sa 2 zadowolone strony… osoby o jakich wspominasz zaś ignoruję po 3 razach… nie ze koncze znajomosc, ale np umawiam sie na miasto, ale u siebie i wychodzimy z mojego domu i… nie w weekendy tylko w dni, w które zmiana planow nie bedzie dokuczliwa, i nie bedzie mi mieszać szykow. Acz sa osoby na tym świecie dla których jestem w stanie zmienic plany teraz i juz, i natentychmiast, ale na to trzeba sobie zapracowac i zazwyczaj byc gwarancja takich samych zachowan…

    • Jakie piękne!
      Od zawsze mnie zadziwia, jak bardzo różne światy ta czwarta ściana oddziela – jeden taki wymuskany, pluszowy i złocony, a w drugim same druty, rury, rusztowania i odrapane ściany…

      • A ja to w ogóle pojęcia nie miałam, że tam po drugiej stronie tak… technicznie😉 Niby wiadomo, że reflektory, coś się przesuwa, coś lata, ale wszystko przecież w tym pluszu🙂

        • W Krakowie, w Słowackim na mojego ulubionego „Ojca” wchodzi się wejściem dla personelu, takim dość nieciekawym korytarzem na scenę – i trzeba przejść przez scenę, żeby usiąść na widowni. Masz całe to zaplecze na wierzchu.
          Na „Widoku z mostu” w Londynie, w wersji wystawianej na West Endzie, dorwałam miejsce na scenie, bo takie były dostępne akurat. I widziałam właśnie coś takiego, jak na tych fotografiach – przepiękna, dziewiętnastowieczna widownia, stiuki, rzeźby, kryształowe żyrandole, wszystko obficie złocone i mięciutkie, a tymczasem scena od strony kulis wyglądała jak hala przemysłowa w kiepsko przędzącej firmie. Przez dwie godziny siedziałam obok wajchy z napisem „DANGER 400 VOLTS”. Nie powiem, żebym nie była ciekawa, co by się stało, gdybym ją pociągnęła😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s