Oh no, I’m not nervous. My mind is a sick horse at the racetrack

Dla odmiany dziś śniło mi się, że byłam na wycieczce górskiej z kolegą, który podczas zejścia nielegalnie przekroczył granicę, został aresztowany i ja potem organizowałam wielką międzynarodową akcję uwolnienia go. Bohaterka, ech? A ja się dziwię, że rano z łóżka nie mam siły wstać.
Tymczasem niech już będzie jutro o tej porze, błagam. I niech wszyscy święci – plus Spacey – mają mnie w opiece. I niech mi się przytrafi coś dobrego dla zniwelowania duszącego mnie stresiora, może być malutkie, może być cokolwiek (no, idzie się wieczorem na transmisję Everymana, na żywo tym razem, dobre czasy nadchodzą). Naprawdę nie znoszę być w centrum uwagi. Wierzcie mi, o wiele lepiej czuję się w drugim rzędzie, wylądowanie na świeczniku byłoby dla mnie karą i udręką.
Spokojnie. I tak wszyscy będą bawili się telefonami, a zanim dotrą do domu, zapomną, co mówiłaś.
Tak przy okazji – znajomi, którzy wiedzą o moim drobnym problemie z tremą wywracającą mi flaki na lewą stronę, uspokajają mnie, że dam radę, ale część idzie dalej i tłumaczy, że należy zaprogramować się na sukces, przełamywać swoje bariery, wszystko siedzi w głowie, jesteś gwiazdą czy innym tam kryształem itepe. Na mnie to zupełnie nie działa. Nigdy nie byłam zachwyconym odbiorcą motywacyjnych gadek. U mnie skutkuje tylko jedna prosta myśl, mianowicie „zepnij, kobito, pośladki i jedziesz”. Pozostaję wszakże pod wrażeniem ludzi, którzy powyższe zdanie potrafią rozciągnąć do rozmiarów kilkusetstronicowego poradnika lub wielogodzinnego wykładu i wierzą przy tym, że ciągle mówią coś nowego. Miewam przy tym wrażenie, że w tych modnych ostatnio zapewnieniach „możesz wszystko”, „przesuwaj swoje granice”, blabla, nader często zapomina się o drugiej ważnej części, brzmiącej „jeśli chcesz”. Ja na ten przykład wcale nie chcę. Dobrze mi w moim kąciku i co mi zrobicie.

PS Człowiek od nagich scen w teatrze wrócił. Inne wdzięczne trafienia to poszukiwanie dziewczyn na telefon i zapytanie o skuteczne pieszczoty. To ostatnie, mój kochany/-a, obawiam się, można odkryć jedynie metodą prób i błędów z zastosowaniem żywego organizmu.

8 thoughts on “Oh no, I’m not nervous. My mind is a sick horse at the racetrack

  1. również nie znoszę i nie nadaje się do tego typu wystąpień, na szczeście nie muszę tego robić. Współczuję szczerze mówiąc, ale skoro nie masz wyjścia to generalnie trzeba to przeżyć jakoś. Golnij se co przed ..😉 ps. wierzę że dasz radę.

    • Nie mam wyjścia, już nie… Na swoje szczęście mam wdrukowany taki mechanizm, że jak coś trzeba zrobić, to będzie zrobione i już. Golnęłabym sobie chętnie, ale raz czy dwa w życiu walnęłam drinka dla kurażu (gwoli ścisłości, NIE w sytuacjach zawodowych) i to nie pomogło zupełnie🙂 Cóż. Wyprasowałam właśnie sukienkę, więc czego nie dopowiem, to dowyglądam najwyżej😉
      Dzięki za ps!

  2. Nie no, chyba najgorsze co można zrobić przed służbowym występem, to sobie golnąć, hehehe.
    Ale przyjemny wygląd na pewno zaskarbi Ci sympatię słuchaczy, a dodatkowo Ty się będziesz dobrze czuła, także połowa sukcesu w garści! Także w razie wu dowyglądaj i douśmiechaj, a potem zdaj relację🙂

    • Nie, nie budują🙂 Nie u tych, którzy tego nie lubią i źle się czują w takiej roli. Bywają przyjemne rodzaje tremy, gdy niby się czegoś boisz, ale jednocześnie tego chcesz. Ten taki nie jest, więc raczej nie będę się z nim zaprzyjaźniać.

    • Poszło🙂 Mało brakowało, a w ogóle by mi się upiekło, ale niestety zostało ostatnie dziesięć minut… Powiedziałam wszystko, co chciałam powiedzieć, co prawda kolejność całkowicie mi się pomieszała, ale mniejsza. Teraz KitKat z masłem orzechowym w nagrodę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s