Tell us something about yourself

Niech już będzie za dwa tygodnie, proszę, dziękuję. Odliczam nerwowo dni. Przechodziłam rankiem przez dworzec kolejowy, gapiąc się zazdrośnie na ludzi z walizami, biegnącymi do pociągów nad morze i w góry. Będą wstawali niezbyt rano, włączali Lato z radiem (jeśli ktoś jeszcze tego słucha – osobiście mam ogromny sentyment do informacji o stanie wody w Zawichoście), szli do jadalni na śniadanie podsunięte im pod nos, potem na plażę albo może na szlak. Też bym sobie w góry pojechała. Nad morze właściwie też. Wszędzie. Byle dalej stąd. Wiadomo jednak, że zamiast plaży będzie trawa w parku, a zamiast gór – niekończące się ruchome schody.
Nawiasem mówiąc, znajomy od dwóch tygodni jeździ sobie po jednym z moich ukochanych skrawków świata. Wiem, że tam jest, bo co pół godziny mam na fejsbukowej ścianie nowe selfie lub informację o tym, pod jakim adresem właśnie spożywa makaron. To wakacje są? Online 24/7?

Zdarzyła mi się w ostatnich dniach, bogatych we wrażenia różne – od nieomal zostania potrąconą przez porsche po zepsutą spłuczkę – rozmowa kwalifikacyjna. Czyli taka godzina, gdy człowiek udaje, że wie, o czym mówi, przy czym nawet jeśli istotnie wie, ma wrażenie, że brzmi, jakby nie wiedział.
Zawsze czuję się nieswojo, gdy ktoś w mojej obecności czyta moje curriculum vitae, w dodatku – co widzę – pokreślone markerem tu i ówdzie, z notatkami maczkiem na marginesach. Przerabiałam to masę razy z drugiej strony stołu, z tej jest zdecydowanie trudniej (no shit, Sherlock). Zawsze się zastanawiam, co oni tam pomazali i tam co sobie notują.
A nie wygląda…
Dziwne poczucie humoru.
Ciekawe, czy zawsze się tak denerwuje.
Zastanawiający akcent.
Lista zainteresowań trochę schizofreniczna.
Fajne kolczyki, spytałabym, skąd ma.
Kupić mleko.

Nie było źle. Z samozadowolenia nie puchnę, ale poszło całkiem w porządku. Bogu dziękować, pominięto pytania z cyklu „jaką przyprawą byłabyś”, „z kim z nieżyjących chciałabyś pójść na randkę” lub też „sprzedaj mi odkurzacz”.
Wielkiego parcia nie mam, dobrze mi, gdzie jestem, ale warto czasem dostarczyć sobie trochę adrenaliny – i być może spróbować czegoś nowego. Nie jestem dużą fanką zmian, ale rutyna usypia czujność i rozleniwia. Lubię stabilizację, niemniej tylko pod warunkiem, że od czasu do czasu mogę z niej wyskoczyć i sprawdzić się w czymś nowym. Gdy gnuśnieję, mój umysł wędruje w niebezpieczne rejony i robię głupie rzeczy, więc wolę, kiedy coś się dzieje. Ruch w interesie sprawia, że nabieram energii. Skoro nadarzyła się okazja, to z okazji skorzystałam. Co będzie dalej, zobaczymy. W najgorszym wypadku potrzebę zmian zaspokoję remontem mieszkania.

Innych wiadomości brak – poza taką może, że nadal przeprowadzam czystki towarzyskie, jednocześnie ciesząc się obecnością tych, którzy obecni być chcą mimo wszystkich moich wolt, wybryków i napadów aliena. Lepiej mniej, ale lepiej, jak wiadomo.

5 thoughts on “Tell us something about yourself

    • Ano. Szczerze mówiąc, miałam wczoraj napad drobnego wyrzutu sumienia, bo rzeczywiście trochę się razem przeżyło… Z drugiej strony niestety, no. Sentymenty sentymentami, ale dość już się naodgrywałam roli wiernej Penelopy, która tylko czeka, aż ktoś wreszcie dla niej czas znajdzie, gdy już nacieszy się nowszymi, fajniejszymi modelami znajomych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s