Alas, poor Yorick

Nie powiem, który link w poprzednim wpisie wygrał konkurs popularności, niemniej im bardziej ostrzegam, żeby niekoniecznie coś klikać, tym bardziej, oczywiście, klikacie. A uprzedzałam. Tym samym celebrytów, kulturę wysoką i haute couture pokonała czyjaś skromna tęczówka. No i dobrze, należało jej się.
To jeszcze raz. Nigdy dość!

Moje zamiłowanie do teatru odbija mi się chwilowo okrutną czkawką, bo jeśli zobaczę jeszcze jeden news o CumberHamlecie, to zacznę krzyczeć. Ileż można. Bo wszedł, bo wyszedł, bo się uśmiechnął, bo zjadł śniadanie, bo upomniał publiczność, żeby nie filmowała i nie robiła zdjęć, bo kolejki przed teatrem, bo widzowie przylatują z całego świata (phi – znam kuriozum, które lata na czytania XVII-wiecznych sztuk, bez udziału gwiazd), bo ktoś napisał recenzję z próby generalnej, bo coś tam. Wczoraj wypuszczono oficjalne zdjęcia, no bardzo ładne (Es Devlin zrobiła scenografię – to kobieta, która ma kolosalną wyobraźnię i stoi między innymi za The Nether, którym onegdaj się zachwycałam), ale później mi te zdjęcia latały non stop przed oczami na twarzoksiążce, gdyż wszyscy uznali, że stosownie będzie je udostępnić, na wypadek gdyby ktoś ich jeszcze czternaście razy nie widział. Oczywiście ludzie już piszą, że to najlepsza rzecz, jaką w życiu oglądali. Mówiłam. Moim zdaniem tego rodzaju stwierdzenia są bardzo śmiałe, chyba że ogląda się niewiele, ale tak, jestem sceptyczna. Zobaczymy w październiku.

Tymczasem, drogie panie. I panowie.
Wyobraźcie sobie sytuację, że ktoś do was uderza. Ktoś, kogo znacie, ale niezbyt dobrze. Przesympatyczny, ale bez majtek przez głowę.
Sadzi wam różne czarowne komplementy i dodaje znienacka, że chciałby zaprosić was na weekend. Nie tutaj, w kraju ościennym (no, prawie). Gdy zaskoczeni odpowiadacie uprzejmie, że fajnie, ale jesteście raczej spłukani, dodaje również, że z radością zapłaci za wasz samolot.
I co robicie?
1. odsyłacie na drzewo z komentarzem, że chyba was z kimś pomylił,
2. zgadzacie się, bo a nuż będzie fajnie,
3. udajecie, że propozycja nie padła?

Serio pytam, bo nic podobnego mnie uprzednio nie spotkało. Osobiście przemyślę przez weekend, który zamierzam spędzić z tym boskim tysiącem stron. Wiem, że to świetna książka, ale Bertie na okładce tego wydania czyni ją jeszcze lepszą.
image

16 thoughts on “Alas, poor Yorick

  1. Zależy, czy miałabym ochotę na to, co za takim weekenden się kryje i co tam sobie ten pan wydumał…

    Szczerze, mnie ta tęczówka ni cholery nie kręci, jestem banalna, wybieram Coopera😉

  2. myślę, że ważne są oczekiwania zapraszającego. bo jeśli są większe, niż Twoje – to odmówiłabym. to znaczy, wszystko zależy od człowieka, ja bym się czuła skrępowana i w jakiś tam sposób zobowiązana. btdt i odradzam. (czasem mnie przeraża to nasze „podobieństwo zdarzeń”).

    przeszukuję sieć w poszukiwaniu jakiejś dobrej sztuki na październik, i to jest Twoja wina🙂

    • A załapiesz się na Hairy Ape? Mój jakże ulubiony Bertie w tym będzie. No i Rylance w „Farinellim”. W Southwark Playhouse jest dużo fajnych rzeczy, za znacznie mniej niż na drugim brzegu rzeki. Ja już Ci chyba kiedyś podrzucałam sugestie na jesień…
      Oczekiwania są bez dwóch zdań większe, a może raczej – inne. Oczywiście mi to w pewien sposób schlebia, ale faktycznie jest w tym coś krępującego.

  3. Wiesz, ten bilet na samolot to może w sposób kłopotliwy i niezamierzony przywiązać, już pan Robert Cialdini o tym pisał…

    • Wiem. Jakieś dziesięć lat temu byłam obdarowywana prezentami, które wtedy były dla mnie dość kosztowne. I też przez osobę, której właściwie nie znałam. Chyba jednak jestem zwolenniczką bardziej tradycyjnego podejścia i metody małych kroków – najpierw się poznajmy, chodźmy na drinka raz, dwa i cztery…🙂
      Oczywiście zew przygody też fajny i ekscytujący, i nie ukrywam, że przeszła mi przez głowę myśl: „a, co mi tam, raz kozie śmierć”, ale ja nieszczególnie lubię uczucie bycia od kogoś zależną, a to jednak spora zależność.

  4. A ja zobaczyłam dzięki takim panom parę ciekawych miejsc w kraju, który obecnie jest mi domem. Z drugiej strony – oni nie oczekiwali nic w zamian. Albo: nawet jeśli oczekiwali czegoś w zamian, to jednak przede wszystkim chcieli się pokazać, dać się poznać, a byli wystarczająco dobrze wychowani, żeby nie domagać się głośno „wdzięczności”. Spędziłam miło czas i – chociaż w dalszej perspektywie nic z tych znajomości nie wyszło – mam parę miłych wspomnień.

  5. hm … ogólnie to…
    1. powiedziałabym temu komuś, że owszem bardzo, bardzo go lubię i lubię jego towarzystwo, ale „majtek przez głowę mi nie zdziera”
    2. uświadomiłabym, że „możemy zostać przyjaciółmi: – jak bystry (a z takimi zdaje się zadajesz najczęściej, pomijając palantów, którzy zawsze się gdzieś wcisną od czasu do czasu😉 ) – czyli załapie, że jeśli liczył na seks, to może nie za koniecznie
    3. zapytała czy pomimo takiego obrotu sprawy – nadal tak chętnie podtrzymuje zaproszenie i ofertę sponsoringu
    4. jeśli tak – to pojechałabym, jednak zastrzegłabym, że część kwoty jaką on zasponsoruje – po prostu mu zwrócisz kiedy będziesz w lepszej/ bardziej stabilnej/ nie pourlopowej/ nie przedurlopowej* sytuacji materialnej – zwrot pieniędzy, a nawet już sama jego deklaracja też jest pewna granicą w układach damsko-męskich:)
    5. no i gdyby oferta nadal była aktualna – poleciałabym, co sobie żałować będziesz🙂 – żyje się raz i może jednak lepiej żałować tego co się zrobiło, niż zastanawiać się nad tym co zrobić się mogło, a… miało się takie, czy inne skrupuły, obiekcje, wymówki, itp…*

    P.S. – z niezdzierających majtek znajomości czasem wynikają najbardziejzdzierające gacie w historii przygody😛 … więc wiesz…😛 – decyzja należy do ciebie i myślę, że i tak już ją jakąś podjęłaś🙂

    * – niepotrzebne skreślić

  6. Może ja niedzisiejsza, ale w życiu nie pojechałabym na wyjazd, na który mnie nie stać, z kimś, kogo za dobrze nie znam – uzależniasz się kompletnie od tego kogoś, a jak będzie beznadziejnie to co, wysupłasz jednak na samodzielny powrót czy musisz siedzieć do końca? Nie no nie, w ogóle tak z grubej rury, nie znamy się a tu wspólny weekend? A na kolację czy drinka to już nie łaska? Od razu muszą być Malediwy (czy inne „ościenne” kraje)? Dziwny to pomysł.

    • No właśnie. Ja narobiłam w życiu trochę rzeczy, których rozsądni ludzie nie robią (vide legendarny przypadek sprowadzenia do domu chłopa znanego od dwóch godzin, który mógł mnie wykorzystać i udusić), to fakt. Ale z wiekiem umiłowanie ryzyka wyraźnie u mnie maleje i doszłam w końcu do wniosku, że nie czułabym się komfortowo.

  7. Ja chyba też wolałabym sytuację, w której nie ma zawieszonego w powietrzu oczekiwania „rewanżu”, a coś mi się wydaje, że jednak taki zapaszek byłby tam emitowany przez osobę płci przeciwnej🙂
    W związku z tym chyba udałabym, że propozycja nie padła.
    Nie mam nic przeciw prezentom ofiarowywanym przez mężczyzn, ale na bardziej konkretnym etapie znajomości.
    I gdy mam też chęć i możliwość zorganizowania czegoś fajnego dla tego kogoś….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s