Magic to make the sanest man go mad

Wierzcie lub nie, ale naprawdę większość piątku spędziłam na oglądaniu – i słuchaniu, z ogromną przyjemnością – ludzi czytających grecki epos. Kiedy musiałam wyjść z domu, by udać się w podróż na zieloną trawkę (nadal nie całkiem do mnie dociera, że istnieje we wszechświecie coś takiego, jak długie weekendy), włączyłam sobie transmisję w telefonie – daj Boże, iż nie zużyłam całego limitu przesyłu danych na grecki epos. Facet w autobusie zaglądał mi przez ramię bez krępacji, licząc być może, że to, co oglądam, umili mu najbliższe nudne godziny, ale w końcu zrezygnował. Widocznie podejrzewał, że oglądam serial z licznymi scenami erotycznymi albo bitewnymi chociaż, a nie jakichś gadających ludzi, którzy od czasu do czasu wymachują rękami albo robią dziwne miny. Trzeba mieć coś z głową, żeby wolny, słoneczny piątek spędzić w taki sposób. Pocieszam się, że z pewnością chodzą po tym łez padole ludzie, którzy mają dziwniejsze zainteresowania. Bardziej niezdrowe również. Moje może są umiarkowanie pasjonujące dla postronnych, ale przynajmniej nikomu nie szkodzą.
Wreszcie, późno wieczorem, doczekałam się tego, na co czekałam od rana. Żywię cichą nadzieję, że ten wycięty fragment streamingu został może opublikowany przynajmniej półlegalnie, za przyzwoleniem kierownictwa teatru i samego wykonawcy (jaaasne…). Tak czy inaczej, jeszcze długo nie przestanę piać nad obezwładniającym talentem tego faceta. Z pewnością są w szołbiznesie przystojniejsi i bardziej popularni, i wiecie co, weźcie ich sobie.

Na zielonej trawce było cudownie, dopóki znienacka mnie, zagłębionej w lekturze na leżaku, ubranej tylko na tyle, żeby sąsiedzi zza płota się nie gorszyli, nie zaniepokoiła podejrzana kropla, która mi spadła z nieba na czytaną akurat stronę. Podniosłam głowę, żywiąc cichą nadzieję, że to przelatujący kos nasiusiał. Zamiast kosa zobaczyłam piętrzące się cumulonimbusy. Chwilę potem wiałam w popłochu, ciągnąc za sobą leżak. A przed zmierzchem mamy już jesień pełną gębą.

Ale, ale. Żebyście nie myśleli, że ja taka ambitna, tylko starożytni, niedziele nad opasłymi tomiszczami i podobne nudziarstwa. Otóż drugim wspaniałym odkryciem minionych dni jest to, iż szczególnie ceniony przeze artysta (dufam, iż nazwisk już nie muszę podawać, ale tak, tak – znany miłośnik sztuk wizualnych, sam zarazem będący sztuką wizualną) założył sobie konto na Instagramie. Chciałabym powiedzieć, że non stop tej aplikacji używam; niestety słabo ją kumam – wiem, nędzny ze mnie bloger, skoro nie jestem oblatana w social media i nie informuję wszelkimi dostępnymi kanałami, w jakiego koloru piżamie sypiam (dla zainteresowanych, w cielistej, hmhm). Niemniej jeśli sprawy tak się mają, to spróbuję się przekonać, bo przecież sobie nie odmówię. Zawartości na rzeczonym profilu na razie niewiele, ale ta, która jest, przyprawiła mnie o szczery kwik. Ot, siedem sekund cenionego artysty miziającego małe, puchate źrebaczki i wybuchającego swoim rozbrajającym gulgotem – i nasza bohaterka od razu jest bardzo zadowolona z życia. Ludzkość by od razu złagodniała, gdyby takie wrzuty pojawiały się w sieci codziennie. Jak to niewiele trzeba do szczęścia…

7 thoughts on “Magic to make the sanest man go mad

  1. ja tam wierzę – sama uruchomiłam toto na kilka godzin, dzieciom, do życia, w tle miast muzyki, a potem po ósmej i🙂 Pana Carvel’a widzę i słyszę🙂 i powiem, że mówiący zyskuje na atrakcyjności baardzo. przesłuchałam potem jeszcze podlinkowany przez Ciebie wywiad z BBC i ponownie si🙂 nie żebym miała się na chłopaka na wyścigi z Tobą rzucać, ale brzmi niewątpliwie przyjemnie. do tego ekspresja (oceniając po współczytaczach chociażby piątkowych) wyjątkowa. tylko czy mojej ocenie można wierzyć, skoro ja – jak ta Wanda od rybki – gdy tylko słyszę brytyjski akcent, mdleję łamane na eksploduję😀

    • Moja ocena jest tym bardziej zaburzona🙂 To znaczy, on zaszczytnego pierwszego miejsca na mojej sekretnej liście raczej nie zajmie, ale faktycznie urasta w moich oczach i uszach coraz bardziej. Gwoli ścisłości, to nie oznacza, że ja już laurki z serduszkami gryzmolę, niemniej pozostaję w szczerym podziwie.
      Odnośnie akcentu – w książce mojego innego pięknogłosego ulubieńca, pana Crystala, jest taka fajna historyjka o tym, jak poleciał do USA z serią wykładów. Historyjka całkiem jak z „Love Actually”. Nawijał słuchaczom przez długie godziny o Szekspirze, aż wreszcie nadeszła pora pytań od publiczności i oto podniosła się jedna nieśmiała ręka. Pytanie brzmiało „Can you say water?” Trochę się zdziwił chłopak, ale odpowiedział, na co spragnieni arystokratycznej wymowy słuchacze od razu go poprawili, że to ma brzmieć „watuh”🙂 I wtedy ruszyła cała lawina, wszystkie podobne – „can you say London? can you say banana? can you say tomato?”😀

      • dobre🙂 przymierzam się do zakupu tej książki od jakiegoś czasu i czy przy okazji mogę mieć głupie pytanie: czy rzeczywiście kupując w/na (?) bookdepository niezależnie od kwoty nie płacę za przesyłkę? Love Actually uwielbiam🙂 a o gryzmolenie serduszek Cię nie posądzam (przy całym zrozumieniu oraz szacunku dla poziomu świra, jaki prezentujesz)😀

        • Nie płacisz za przesyłkę, to prawda. Ale oni pakują każdą część zamówienia osobno i wysyłają zwykłą pocztą – trzeba mieć na uwadze, że każda z zamówionych książek przyleci oddzielnie. Niemniej fakt, koszt przesyłki biorą na siebie.

  2. Co do social mediów, to nie jesteś sama. Też słabo orientuje się w niektórych aplikacjach, chociaż jestem prawie cały czas na bieżąco przez moją przyrodnią, młodszą siostrę.. Instagram to przeżytek. Teraz modny jest snapchat 😯 hehe

    • W mojej części internetu takie wynalazki przyjmują się z dużym opóźnieniem🙂 Przy czym ja i tak jestem stosunkowo nowoczesna. Znam aliści osoby, które nie korzystają z absolutnie żadnej społecznościowej aplikacji – pracując jednocześnie w mediach, o ironio.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s