I like you; your eyes are full of language

Niejako w nawiązaniu do poprzedniego wpisu i dla udowodnienia, że ja jednak też miewam swoje odpały czasami – nie mogę się doczekać momentu, gdy dotrę dziś do domu, bo niechcący (taak, niechcący, a teraz powiedz to samo do lustra, nie śmiejąc się) znalazłam w internecie coś, czego jeszcze nie widziałam, co chyba nie powinno być dostępne online i co trwa całe półtorej godziny, więc problem planów na piątkowy wieczór rozwiązany. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że jutro wychodzę między ludzi i zamierzam prowadzić prawdziwe życie towarzyskie. Na Kazimierzu.

Gawędziłam sobie wczoraj z panem i władcą, i tak jakoś zeszło na moje odczucia w pewnej sprawie.
– Tak, wiem – odparł mój drogi koleżka. – Widziałem.
– Jak to widziałeś?
– Normalnie, w oczach ci widziałem.
No. I tak jest zawsze.
Strach myśleć, co on widzi. Zapewne znacznie więcej niż chciałabym, by widział. Nie dlatego, że jest przenikliwy, choć jest, ale dlatego, że autorka jest osobą niezdolną do czegoś takiego, jak kamienna twarz. Nie mówię może dużo, nigdy nie podnoszę głosu, ale zdecydowanie nadrabiam przekazem pozawerbalnym. Po mnie widać absolutnie każdą emocję, więc jeśli mój rozmówca jest przeciętnie spostrzegawczy, bardzo łatwo się domyśli, że jestem na niego wściekła, że uważam, iż chrzani od rzeczy, że się go boję, nudzi mnie albo się w nim zakochałam. Mogę się starać to ukrywać, ale kiepsko mi idzie. Zazdroszczę nawet czasem tym, na których facjatach niezmiennie maluje się taka sama obojętność i potrafią wszystko, co w nich buzuje, zamaskować tak, by otoczenie nigdy się nie dowiedziało. A moje ócz błękity całemu światu obwieszczają, co mam w środku. Ech, naprawdę chciałabym być tajemnicza i niedostępna. Innym razem.

5 thoughts on “I like you; your eyes are full of language

  1. Ech, mam tak samo… Czasem nawet wydaje mi się, że osiągnęłam „kamienną twarz”, nawet sprawdzam w lustrze – jest, kamienna, nic nie widać – a potem ktoś pyta „a ty dlaczego taka wściekła jesteś”… Zgroza.

    • Pracowałam z kimś, kto rzeczywiście zawsze miał ten sam niewzruszony wyraz twarzy. Nic a nic nie dało się wyczytać. Ludzie się go bali – to był w sumie miły człowiek, zawsze uprzejmy, ale obojętność jego spojrzenia była jakoś cholernie deprymująca… Pamiętam, jak po raz pierwszy rozmawialiśmy prywatnie i zasunął mi żarcik. Tak się zdziwiłam, że w sumie nie wiedziałam, jak się zachować🙂

  2. A ja chciałem ostrzec wszystkich stałych czytelników bloga o możliwych skutkach ubocznych czytania wpisów, szczególnie tych teatralnych. Dzisiaj w nocy brałem udział w charakterze widza w wielogodzinnym przedstawieniu teatralnym, które odbywało się w … mieszkaniu Autorki. Aktorzy byli wymieszani z małą grupką widzów, właściwie do końca nie było wiadomo kto jest kim. No i niestety zaspałem do pracy, ale przecież nie wypadło tak wychodzić w trakcie sztuki🙂

    • Hahaha😀
      To brzmi, jakby u mnie Read Not Dead robili…
      Szczerze mówiąc, to ja bym bardzo chciała wielogodzinne przedstawienie w domu, ale zbyt wielu wykonawców by się w moim przepastnym apartamencie nie pomieściło, o publiczności nie wspominając🙂
      Mam nadzieję, że zaspanie nie było zbyt dotkliwe w skutkach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s