There is nothing either good or bad, but thinking makes it so

Chyba znowu będę musiała dosłodzić sobie życie jakąś guilty pleasure, bo dzisiejszy dzień wymęczył mnie niemiłosiernie.
Najpierw robota, a w tej bite osiem godzin wysiłku intelektualnego. Z końcem czułam się, jakby mi się mózg rozpuścił. Zawsze tak mam, gdy odkrywam burdel taki, że najlepiej byłoby podłożyć ogień i zbudować od nowa na zgliszczach.
Następnie wasza szanowna dostała po uszach – do pewnego stopnia zasłużenie, bo szanowna niestety potrafi czasem, jakby to delikatnie ująć, troszeczkę kogoś zlekceważyć. Czasami też, co wstyd przyznać, robi to świadomie. Na ogół wtedy, gdy czuje, że ktoś próbuje podejść do niej zbyt blisko, a ona nie ma na to ochoty.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem jakimś oziębłym monstrum, które spuszcza po brzytwie każdego, kto ośmieli się doń zagadać. Są ludzie, którzy znajdują się w absolutnym środeczku mojego wszechświata i zrobiłabym dla nich wszystko, być może nawet popełniła czyn zabroniony (większego kalibru, niż przechodzenie na czerwonym świetle) – ale do środeczka mojego wszechświata nikt nie dostaje się przypadkowo. To bardzo wyjątkowi ludzie i jest ich bardzo niewielu. Nie można ode mnie oczekiwać, że będę chciała tę strefę poszerzyć, a już na pewno nie można próbować wepchnąć się do niej na siłę. Czy można potem mówić mi, że jest się rozczarowanym tym, iż postanowiłam jednak utrzymywać dystans? Można. Czy się tym przejmę? Może.

No, ale porzućmy już tę smętną refleksję.
Dzisiaj w mieście, którego nie ma, oficjalna premiera CumberHamleta – o północy naszego czasu zdejmują embargo na recenzje, więc bardzom ciekawa, czy będzie powszechnie pianie, czy powszechne ostrożne „hmm”. Nawiasem mówiąc, kolejna aferka zdążyła wybuchnąć i przygasnąć, bo w pierwotnej wersji spektaklu Ten Słynny Monolog padał na początku. Trochę to się prasie nie spodobało (dotykać czegoś u Szekspira? grzech!). Monolog został zatem nazad przeniesiony we właściwe miejsce. To także prasie się nie spodobało (ulegać sugestiom mediów? grzech!). Różne są komentarze na ten temat – że racja, bo świętego barda nie wolno przerabiać na własną modłę, gdyż jest to bluźnierstwo i będą wam za to przez wieczność podpiekać pięty w piekle; że może i racja, ale zarazem reżysera prawo i jeśli będzie chciał, to może sobie osadzić akcję w środowisku LGBT na Seszelach; że bzdura, bo teatr musi iść z duchem czasu i jeśli będziemy kręcić nosem na śmiałe pomysły – nawet średnio udane – to naprawdę w końcu zostanie nam zmurszała nuda i pięć osób na widowni. Ja tam się w sumie cieszę z tego drobnego zamieszania, bo głos w sprawie zabrał nawet jeden z moich ulubieńców (zaprawdę powiadam, bardzo chcę pójść z nim na kawę któregoś dnia) i oczywiście się z nim zgadzam. Zawsze, gdy ktoś domaga się klasyki wystawianej klasycznie, zżymam się i mam wielką ochotę wdać się w polemikę, i czasami niestety to robię. Naprawdę nie znoszę podejścia w stylu „na kolanach, w muzealnych papućkach i z miotełką do kurzu”.
Zanim pójdę z Crystalem na cappuccino (jeśli oszczędza struny głosowe i nie pija kawy, wino też będzie okej), robię sobie szybki test okołotematyczny – przy okazji w ramach guilty pleasures również. Wyszedł mi Jude Law. Bardzo dobrze, osobiście jestem zadowolona. Najprzystojniejszy z całej ferajny. Gdyby tylko nie miał coraz wyższego czoła, ale ech, co poradzić, nawet bóstwom licznik bije.

12 thoughts on “There is nothing either good or bad, but thinking makes it so

      • Ano🙂 nic to, Mark Gatiss powiedział, że byłam ‚magnificent’. zasadniczo chyba Guardian pojechał najbardziej, a drugie to, że Ben świetny, tylko całość niehalo. Pójdzie Pani, stwierdzi i napisze🙂

        • Idzie 6 października, to napisze.
          Czułam w sumie, że tak będzie – oczekiwania były tak kolosalne… Tak czy inaczej, nagrody za najlepszą rolę męską, zwłaszcza przyznawane przez publiczność, niniejszym zostały rozdane😉

  1. cóż, ja chyba jednak bardziej preferowałabym to łyse czoło, które podobnież o wysokiej koncentracji testosteronu w organizmie świadczy, niż jakieś peruczki, zaczeski, czy przeszczepianie cebulek włosowych z innych części ciała…😉

    • Podobno tak🙂 Zresztą nawet gdyby całkiem wyłysiał, to i tak będzie wyglądał lepiej niż 98% ludzkości. Niemniej osobiście jestem znaną fanką mężczyzn, których cechą charakterystyczną są włosy😉 Moja przyjaciółka od zawsze się nabija, że jest gotowa założyć się o stówę o to, który facet w grupie kilku(nastu) mi się spodoba. Nie zakładam się, bo szkoda mi stu złotych.
      Ten mój blogasek robi się coś monotematyczny ostatnio…

      • 🙂 tia… moje znajome też zazwyczaj mogły obstawiać kto wpadnie mi w oko, jak też to, że najczęściej podrywał mnie będzie ktoś zupełnie odmiennego wyglądu😛 , a Jud to mnie swoimi oczyma przeraża…

        e tam – no to co, że monotematyczny… przeszkadza ci to? Mnie nie przeszkadza, dziewczynom powyżej też raczej nie – więc nie ma problemu… albo jak kto woli – taki problem, to nie problem🙂🙂

        • Ja mogłabym godzinami prowadzić analizę krytyczną włosów i oczu różnych ludzi i, Bogiem a prawdą, czasami muszę się przed tym powstrzymywać🙂
          Fakt, rzeczywiście gały ma osobliwe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s