Adultery is a most conventional way to rise above the conventional

Dziś mam dzień z gatunku „panie doktorze, wszystko mnie wkurwia” (plusem takich dni jest to, że zszargane nerwy są znakomitym wytłumaczeniem dla nabycia nowych kolczyków i/lub zjedzenia frytek na kolację – tych drugich wyczekuję tym bardziej, że zostawiłam portmonetkę we wczorajszej torebce, ergo nie miałam czym zapłacić za obiadek, ergo nie było obiadku; zresztą zapewne nie byłoby go i tak ze względu na kalendarz zawalony z góry na dół).
Jeden z moich ulubionych bohaterów literackich zwykł mawiać: My good opinion once lost is lost forever.
No. I właściwie mogłabym dziś te słowa wytatuować sobie na czole.
Znacie zapewne to jakże przyjemne uczucie, ten nieopisany komfort, gdy dowiadujecie się przypadkiem, że ktoś nie umie języka za zębami utrzymać, tylko musi nim klepać, nie poświęciwszy nawet minutki na refleksję, czy w ogóle powinien. Gadulstwo irytuje mnie niezmiernie, zwłaszcza gadulstwo połączone ze wścibstwem. A można było zastanowić się przez dwie sekundy, czy klekocząc niepowstrzymanie dziobem, nie postawi się kogoś w bardzo niewygodnej sytuacji. Jednak moja zasada oszczędności w słowach i ograniczonego zaufania przydaje się bardzo.

Gdy już się pozłościłam na cholerną pleciugę, a żeby ją opryszczka dotknęła, wydarzyła się kolejna ciekawa sprawa. Pamiętacie tego pana, co przede mną tygodni temu znienacka roztoczył przed niżej podpisaną frapującą wizję wycieczki w obce kraje? Na swój koszt?
No, to już wiem, czemu chciał takiej wspólnej eskapady. Tak podejrzewałam i się potwierdziło.

To jest jednak zabawne momentami, jak taki myśli, że kobieta nie jest w stanie skojarzyć faktów. Większość z nas potrafi sobie dodać dwa do dwóch; pewne zachowania prowadzą do oczywistych wniosków. Nie potrzebujemy widzieć obrączki na palcu, żeby zorientować się, że mamy być dla pana skokiem w bok. Istnienia żony można się bardzo łatwo domyślić, naprawdę. A ja, chociaż kręgosłup moralny mam niezbyt sztywny, mam taką zasadę, że się nie zabawiam z żonatymi (owszem – raz ją złamałam, jeden jedyny raz, lat temu dziesięć). Po pierwsze nie lubię czynić drugiemu, co mnie niemiło, po drugie nie znoszę konkurencji i myśl o życiu w trójkącie raczej mnie odrzuca, po trzecie wreszcie cenię sobie spokój i nie pakowałabym się w układy wymagające jakichś kombinacji i uników. Nigdy mnie nie kręciły schadzki w samochodach, parkach i hotelach, krótkie, żeby facet mógł wrócić do domu na noc. Wolę móc normalnie, spokojnie zasnąć z nosem wciśniętym w bark i pożegnać się dopiero rano. Po czwarte wreszcie, mam duży problem z wiarą w głodne kawałki pod tytułem „już ze sobą nie sypiamy, moje małzeństwo to fikcja/ruina/tragedia et cetera et cetera”. W moim osobistym przekonaniu, na bazie moich osobistych doświadczeń ludzie nie zdradzają tylko dlatego, że im w związkach źle. Czasami po prostu nadarza się okazja, ot i wszystko.
Tak czy inaczej – w tym konkretnym przypadku jeszcze zanim moje przypuszczenia okazały się słuszne, wykręciłam się uprzejmie. Bo i sytuacja niezbyt zręczna, i jakiś taki dziwny pomysł trochę. Miła propozycja, ale nie, dziękuję, kawa wystarczy.
Zastanawiają mnie w tym wszystkim dwie rzeczy. Primo – zaufanie zdradzających lub chcących zdradzać żonatych do innych kobiet; trudno przecież o pewność, że potencjalna lub faktyczna kochanka pozostawi sprawę w tajemnicy, ba, że nie zacznie grać do przeciwnej bramki. Drugie primo – mam podejrzane szczęście do stawania się obiektem zainteresowania zajętych chłopów i nie mogę dociec przyczyny. Może mi z oczu tak jakoś patrzy.
Chyba mam ochotę odświeżyć sobie Strach przed lataniem w związku z tym.
Ale najpierw – frytki.

Żeby zakończyć pozytywnym akcentem, piosneczka na dziś, dość dobrze odzwierciedlająca stan mojego umysłu. Wersja chóralna też jest cudna, a jeszcze cudniejszy jest ktoś, kto zapętlił ją na dziesięć godzin. Zważcie moje słowa, za pierwszym razem stwierdzicie, że autorce rzeczywiście musiał wybuchnąć niedawno mózg, za dziesiątym będziecie sami śpiewać o kokosach.

10 thoughts on “Adultery is a most conventional way to rise above the conventional

    • Uwaga, bo to się strasznie wżera w uszy i potem człowiek cały czas słyszy w głowie „It’s the coco fruit of the coco tree from the coco palm faaamiiiilyyyyy!”🙂

  1. Kokosy super, „teledysk” idealny😉
    Pan żonaty… rzygi. Pomyśleć, że gdzieś tam jest kobieta, której facet wywala ciężkie pieniądze na wyjazdy zagraniczne z różnymi pannami. I masz rację, ich małżeństwo to pewnie wcale nie ruina, po prostu pan jeździ w… delegacje. No rzygi.

    • Znam dziewczynę, która przeżyła ładnych parę lat w układzie z żonatym i przez tych parę lat ciągle było mówione, że małżeństwo to już tylko na papierze istnieje. A tu nagle ups, oficjalna żona powiła dzieciątko. Klasyka gatunku🙂

      Ogólnie dla mnie sprawa jest prosta – chcesz korzystać z wdzięków więcej niż jednej osoby, chcesz mieć erotyczną wolność, to się nie żeń. Tyle.

  2. no ale z drugiej strony, jesli sie tylko trzymac literackich pierwowzorow, „Emma retrouvait dans l’adultère toutes les platitudes du mariage”😉

  3. ja ostatnio mojego ex usiłowałam przekonać, że jeśli nie chce się ograniczać do jednej kobiety w jednym czasie, to może warto znaleźć takie, które się będą dobrze czuły w otwartym związku, a nie mieć niby jedną na stałe, a przy okazji kilka na boku, o których ta jedna nie wie.
    cóż, NIE. to by wymagało jednak jakiegoś tam większego zachodu. opcja zdrady jest organizacyjnie – o dziwo – prostsza.
    bleh.

    i jak mogłaś te kokosy?! wczoraj pół wieczoru słuchałam, a drugie pół nuciłam😀

    • Prostsza do momentu, gdy sprawa się rypnie…😉

      Kokosy mi podrzuciła znajoma, gdy się wyżaliłam, że po całym shitstormie tego i minionego tygodnia mam w głowie kompletną sieczkę. Teraz przynajmniej wiem, że kokosem mogę zaatakować złodzieja😉

  4. Mnie wyszedł Rory Kinnear – ale nie znam człowieka🙂
    Ja z żonatym też raz, kilkanaście lat temu – a żeby było bardziej cliche, to był moim wykładowcą literatury amerykańskiej na anglistyce, nosił marynarki z łatami na łokciach i wełniane kamizelki, potrafił ta ładnie opowiadać o tych pisarzach ekhem… to jest dopiero klasyka gatunku!🙂
    Ale od tamtej pory już nigdy. To była dobra lekcja życia🙂

  5. rano mazda nie odpaliła. potem zobaczyłam, jak panowie rozbierają torowisko, przy użyciu którego miałam dotrzeć do pracy. całą drogę rozważałam „tell me why I don’t like Mondays” po przekroczeniu progu siedziby. ale po odpaleniu kompa olśniło mnie, że polecałaś ostatnio jakąś ryjącą mózg piosenkę. „no to da’waj”, myślę … /kokofrrrrut/ i /kokotrrri/ dotknęło kości. reset tak intensywny, że siedzę i zastanawiam się cojarobiętu😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s