Like a kiss in the dark from a stranger

Nie lubię horrorów. Pamiętam, jak dawno temu poszłam do kina na Innych i spędziłam większość seansu, usiłując sobie naciągnąć golf na głowę. Jeszcze dawniej temu poszłam na Blair Witch Project z moim ówczesnym chłopakiem i prawie biedakowi połamałam palce. Nie nadaję się do oglądania takich rzeczy, bo potem jest spanie przy zapalonym świetle. Jakbym miała siedem lat. Być może ma to związek z faktem – naukowo potwierdzonym, owszem – że ludzi leworęcznych znacznie łatwiej przestraszyć.
Czasami muszę zrobić wyjątek.
I akurat wczoraj zrobiłam. Mogłabym wam podrzucić link, ale w świetle ostatnich wpisów naprawdę wolę się powstrzymać, bo nie chcę was przyprawić o uczucie absolutnego przesytu, jeśli chodzi o pewne, nazwijmy to, treści. W każdym razie rzecz trwa raptem trzy minuty, a i tak zdążyła wywołać u mnie chęć wciśnięcia „stop” i/lub schowania się pod kołdrę, bo akurat oglądałam w łóżku (jak wiadomo, w łóżku ogląda się najlepiej). Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że niekiedy moja motywacja jest silniejsza od strachu, znużenia, zażenowania lub jakiejkolwiek innej emocji, i zwykle w takich przypadkach podłożem tej motywacji są moje hormony albo niemożność zamrugania w zachwycie (wychodzi na jedno). Są ludzie, których mogę oglądać w węgierskich reklamach płynu do naczyń, awangardowej pantomimie, misteriach męki Pańskiej, tańcu z policzkowaniem rybami i takich ciekawostkach też.
Tak czy inaczej, trzy minuty w sumie wystarczą, żeby się troszkę zestresować. Wszyscy znamy dwuzdaniowe horrory, które jak najbardziej włos na głowie jeżą, prawda?

Jeśli już o hormonach mowa, klepnęłam sobie bilecik na Włochatą małpę w listopadzie. Innymi słowy, czeka mnie kolejna niespełna dwudziestoczterogodzinna eskapada do wiadomego miasta. Takie wycieczki zawsze bawiły mnie najbardziej, to jak wagary. Wychodzicie z domu z niedużą torebusią, jakby może na spotkanie, jakby na ewentualną kolację ze śniadaniem; wcale nie wyglądacie na kogoś, kto zaraz rusza w podróż. Lotnisko pierwsze, lotnisko drugie, hotel, widownia, hotel, lotnisko drugie, lotnisko pierwsze i dom. A w poniedziałek rano siedzicie przy biureczku jakby nigdy nic, i nikt się nawet nie domyśla, gdzie spędziliście weekend.
Mądre to nie jest, choć rzecz jasna cieszę się bardzo. Zamierzam nawet dybać na tego Bogu ducha winnego człowieka w głównej roli, bo skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Teraz tylko będę potrzebowała męża-szejka, sponsora lub spadku (aczkolwiek to ostatnie jest przereklamowane, bo ostatni i zarazem jedyny spadek, jaki dostałam, sprowadził się jedynie do wizyt w sądach, bankach i urzędach jak Polska długa i szeroka). No i trudno, nie będzie malowania mieszkania w tym roku, trzeba mieć priorytety.
Innymi słowy – nic u mnie nowego.

PS Rzeczywistość także dostarcza gotowych scenariuszy, horror byłby pierwsza klasa. Otóż mam na balkonie taki tam niepozorny bluszcz, który, jak się okazuje, bardzo szybko rośnie. Tak szybko, że wykorzystał uchylone przez ostatnie dni okno do wpuszczenia pędów do domu. Po tygodniu wtargnąłby mi chyba do sypialni i owinął się wokół mojej kostki… Late at night while you’re sleeping, she comes creeping?

25 thoughts on “Like a kiss in the dark from a stranger

  1. istnieje szansa, ze u mnie pozostaja resztki farb… wiesz, jak juz dojde do etapu malowania… nie wiem kiedy to bedzie ale mam nadzieje ze na tym roku jeszcze… moge ci podrzucic to co sie zostanie…

  2. powiem tak: foto łóżeczka + ‚It’s the middle of the night. Someone’s hungry. It’s time to feed.’ wywołało u mnie uczucie mdłości (oczywiście, że jestem leworęczna :D). ale jakby mi dali tam Andrew Scott’a to pewnie też, w kulkę ściśnięta, ze zmrużonymi oczami, bym uruchomiła (‚Accept and play’. aż ciarki idą). odtwórca roli głównej w „małpie” wywołał u mnie uśmiech – uwielbiam, jak ktoś ma palmę🙂

    • Bo to podobno dlatego, że nami steruje prawa półkula, czyli ta, która jest odpowiedzialna za emocje pierwotne – i przez to jesteśmy takie trzęsid… zajęcze serca🙂
      Ja się poświęciłam. Jest to owszem creepy, choć krew nie sika po ścianach – w ubiegłym roku też wyszedł taki filmik i kończył się fontanną z tętnicy, ten jest zdecydowanie łagodniejszy pod tym względem. Natomiast klimacik tak trochę jeży włos na głowie. Z drugiej strony jest to pierwszy straszny film w moim życiu, który wywołał u mnie efekt przekrzywienia główki i zrobienia „awww”. Nic więcej nie powiem🙂
      Na małpę się bardzo cieszę, acz to potwierdza, że nie ma dla mnie ratunku.

      • Ano nie ma😀 Podpuszczasz, a potem małżonek musi, przez rozświetlony hol (parsknęłam, rzeczony hol ma metr na dwa) prowadzać żonę do toalety😀 ale coś czuję, że wieczorem obejrzę🙂

        • Ja nie podpuszczam, ja stwierdzam fakt.

          A już abstrahując od wątku rozczulającego, pamiętam, że raz – ale już nie pomnę, dzięki czemu – wkręciłam sobie taką korbę, że naprawdę bałam się wyściubić nos spod kołdry. Od dzieciństwa mam tak, że nie lubię leżeć ani siedzieć plecami do drzwi, zwłaszcza jeśli nie są zamknięte. Bujna wyobraźnia ma swoje plusy, ale minusów też ma trochę – te minusy lubią się pojawiać, gdy człowiek na przykład nie może zasnąć…

          • Choć nie zamieniłabym tej wielce bujnej wyobraźni na nic innego, bo to dzieki niej właśnie stać nas na totalną jazdę z samymi sobą, to efekty uboczne dopadające czasem człowieka w nocy potrafią doprowadzić na skraj zdrowia psychicznego, a czasami i dalej.

          • Prawda. Człowiek powinien w takie noce wstawać, zapalać lampkę, mówić potworom „chłopaki, wystarczy na dziś, wracacie pod łóżko i do szafy” i zapisywać wszystko, co mu wyobraźnia przez ostatnie godziny podsunęła. Już dawno bym miała moją powieść gotycką🙂
            O, już pamiętam, co mnie o korbę przyprawiło. Kiedyś pojechałam sama w góry i zatrzymałam się na obrzeżach Bukowiny Tatrzańskiej, w takim małym pensjonacie. Przed wejściem wisiały dzwoneczki, które dzwoniły, gdy wiał wiatr. Wieczorem w łóżku czytałam „Weź moją duszę” Yrsy Sigurdardóttir – thriller z wątkiem „duchowym” (wiele lat temu w miejscu akcji zaginęła dziewczynka, a bohaterowie słyszą płacz dziecka…). Najgorszy możliwy dobór lektury na samotną noc w obcym miejscu😀 zwłaszcza w połączeniu z tymi cholernymi dzwoneczkami.

          • ŁoMatko!😀 ubawiłam się podwójnie, bo tak naprawdę sama sobie to zrobiłaś😀 no i gdyby to powiedzenie „chłopakom”, że mają spadać było takie proste. pomijam, że najpierw trzeba dotrzeć do lampki. ja kiedyś nie dałam rady i nie było dobrze. od tego czasu mój wtedy-jeszcze-nie-mąż za każdym razem kiedy wyjeżdżał, organizował mi nocnego room mejta – nawet moi kumple się łapali, no to sobie wyobraź, jak musiałam popłynąć. dawne dzieje🙂 starczy tych wspomnień🙂 a generalnie ja nie czytam również „strasznych” książek. spróbowałam kiedyś na „Ringu” – na samo wspomnienie tego, jak bałam się odwrócić głowę w pokoju, zakląć mi się chce bardzo.

          • Tak, ja czasem lubię sama nad sobą się poznęcać.
            Aczkolwiek obejrzawszy ten horrorek po raz drugi (nie, nie miałam lepszych planów na wczorajszy wieczór) stwierdziłam, że on nie jest wcale straszny🙂

          • mnie niestety nie udało się obejrzeć (oglądania po raz drugi nie komentuję :)) coś kiedyś wspominałaś o potrzebnym VPNie – nie posiadam. na pocieszenie odsłuchałam sobie wreszcie ‚How many miles to Babilon’ czytane przez Andrew Scotta. nie wiedziałam, czego słucham, włączyłam dla głosu. no i historia lekko mnie przygniotła.

          • Już lata na YouTube.
            Jest też taka fajna nakładka na Chrome, Hola Better Internet – dzięki niej komputer wierzy, że jest w kraju, którego telewizję chcesz oglądać.

            Andrew rządzi. Mam nadzieję, że widziałaś Sea Wall? Rozbija na miazgę.

          • Osz Ku@wa!!!!! podskoczyłam. następnie PODSKOCZYŁAM! nie bardzo wiem gdzie tam miejsce jest na Aaw czy jak to tam się pisze. Radek – niestety – poszedł spać. się musiałam znowu otrząsnąć. Fak! że znowu sobie ulżę. słuchawki zdjęłam, coby się ogarnąć jakoś. to się dałam podpuścić, że nie straszne. Cholera! nic, dorosła jestem, dam radę. wdech. wydech. cały wieczór zarzucam Bena Crystala. fajny jest, że hej. A ‚Sea Wall’ przede mną – przymierzam się cały czas do zakupu. Fak, że zakończę🙂

          • taa, bobas, przystojniak-tatuś, blabla. dziś też już mnie to wszystko bawi (choć w nocy, jak musiałam przejść przez dom, nie było różowo AT ALL), piątkowej nocy jednak o mało nie padłam. ale nic to, uwielbiam Cię za Hola i tyle😀 a w ogóle przyznać muszę, że ten przerażający drobiazg filmowy jest genialnie skomponowany (tak sobie potem, w ramach psychoterapii chyba😀 analizowałam :D)

  3. Jestem leworęczna i nie mogę oglądać horrorów. Jak byłam mała, nawet trójgłowy pies z Harrego Pottera mnie przerażał, więc chyba coś jest w tej teorii, że leworęcznych łatwiej można przestraszyć. I jakoś mnie to nie cieszy niestety.

    • Spoko. Ja do tej pory nie lubię sceny inwazji wilków z „Akademii Pana Kleksa”, a minęło 30 lat, odkąd widziałam to po raz pierwszy. Ale to chyba całe moje pokolenie zapamiętało ten fragment jako przerażający…

        • Zabawne jest to, że oglądasz to jako dorosły człowiek i myślisz „ej, przecież to są tylko ludzie w maskach i nawet nie jest ich dużo” – a potem rozlega się to okropne wycie i koszmary dzieciństwa wracają🙂
          Jeszcze Wielkiego Elektronika bałam się bardzo. Co nie zmienia faktu, że uważam filmy o panu Kleksie za genialne.

  4. a film „To”? na podstawie książki Kinga? od czasu, kiedy obejrzałam, mam TO nieprzyjemne uczucie, zawsze, jak widzę clowna… tak bardzo irracjonalne, tak bardzo nic nie mogę na to poradzić!

    • Heh, mam dokładnie to samo. Clownów boję się od czasu przeczytania pod kołdrą podebranego mojemu tacie „To” Kinga.
      A byłam podówczas w wieku zupełnie nieodpowiednim na taką lekturę🙂

      • Klauny precz.
        Ja tacie, dzieckiem będąc, podebrałam „Medycynę sądową”, bo było dużo obrazków… Niestety nie pamiętam wyrazu twarzy mojego padre, gdy zastał swoje sześcioletnie dziecko wertujące z zapałem to tomiszcze. Następnego dnia książka znikła z domu na zawsze ☺

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s