One, two, three… To silence

Dziś będzie o rzeczach różnych, albowiem nie zdarzyło się właściwie nic, co mogłabym opisać w osobnym wpisie o długości zbliżonej do opisu przyrody w Nad Niemnem, ale parę wątków pobocznych mam i owszem, choć to raczej fidrygałki.
Zacznijmy od tego, że dziś w drodze do domu widziałam najpewniej drugą, no, może trzecią najpiękniejszą istotę ludzką. Obywatel szedł chodnikiem przede mną, więc przez dziesięć minut prowadziłam nie do końca dyskretną obserwację jego tyłu. Miał wielce atrakcyjną sylwetkę i takiż sposób poruszania się, i jeszcze zostawiał za sobą smużkę korzennego zapachu. Zaciekawiłam się tym samym, jak tam sytuacja, jeśli chodzi o przód. Dogoniłam go na przejściu dla pieszych i wykonałam ostrożne łypnięcie na profil, po czym złożyłam usteczka w zachwycony ciup.
Tak, wiem. Bywam jak lubieżny stary satyr.
Niestety obywatel skręcał w lewo, a ja w prawo. Cóż.
Warto czasem zainteresować się przechodniami. Na ogół nie zauważam ludzi na ulicy, zawsze się śpieszę, zawsze jestem zamyślona – widocznie sporo tracę.

Druga sprawa. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że zepsuł mi się w domu komputerek.
Nie winię go. Jestem i tak pod wrażeniem, że dopiero teraz, bo powiem wam, że urządzenia elektroniczne nie mają ze mną lekkiego życia. Poprzedni sprzęt zginął tragicznie, podtopiony chlustem martini, które nieopatrznie postawiłam tuż obok klawiatury. Nie do ocalenia był. Ten, który mam teraz, zdążył mi kilka razy spaść i nosi drobny ślad lakieru do paznokci. Miał też, rzecz jasna, kontakt z herbatą, ale na szczęście bardzo powierzchowny. No, ale teraz się zepsuł. Naprawa trochę potrwa, więc odkrywam uroki życia bez laptopa w domu. Nie jestem całkiem odcięta od świata – nadal mam smartfon, jak widać, choć tłuczenie na nim notki to jak oddzielanie maku od popiołu. Co nie zmienia faktu, że nagle przybyło mi TYLE WOLNEGO CZASU. Mogę poczytać wieczorem książkę (zamiast siedzieć na Book Depository i kupować kolejne). Mogę sobie coś obejrzeć – tak po bożemu, w telewizorze. Mogę wreszcie zrobić gruntowne porządki w łazience. Szok i niedowierzanie.

Trzecia sprawa jest taka, że w internetach można wyczytać różne rzeczy. Czasami nawet można się nad nimi zadumać. Gdzieś niedawno trafiłam na opinię, że teatr jest skazany na zapomnienie i śmierć, bo mamy, uwaga, KINO 3D.
Niżej podpisana przeczytała tę opinię dwukrotnie, bo za pierwszym razem nie uwierzyła, że można coś takiego naprawdę sformułować. Za drugim razem zrozumiała, że jednak można i uśmiała się szczerze, choć to w sumie śmieszne nie jest.
3D.
Jak wiadomo, trzech wymiarów w wysokiej rozdzielczości w teatrze nie ma. Bo przecież widz nie ma żywych ludzi na wyciągnięcie ręki, nieprawdaż. Bo przecież ci ludzie nie mogą irytująco zagapić się w niego, dotknąć go nawet czasem. Absolutnie.
Jeśli siedzi się odpowiednio blisko, można nawet czasem poczuć, jakiej wody kolońskiej delikwent używa, choć częściej – że będzie mu potrzebny prysznic. Można poczuć ruch powietrza. Można też oczywiście zostać przypadkowo oplutym, no niestety.
Albo o, dźwięk. Każdy słyszał wystrzał w kinie. Na żywo słyszeliście? Jeśli tak, to wiecie, że prędzej przyprawi o nerwowy podskok. Nawet sztuczna krew widziana na własne oczy, choć ciągle sztuczna, jest bardziej ohydna.
Dożyliśmy czasów, w których oglądamy świat przez szybkę. I tak do tej szybki przywykliśmy, że zdarza nam się zapominać, że to, co za nią widzimy, istnieje naprawdę. Że ten efektowny obrazek na naszym ekranie to piksele, nic więcej, bo rzeczy dzieją się poza ekranami i obiektywami.

A o tym, jak bardzo mylą się Kasandry wieszczące upadek tej gałęzi sztuk przekonuję się co roku, gdy walczę o bilety na Boską Komedię – i na ogół nie zdążam kupić wszystkich, które sobie wymarzyłam.
Skoro już mowa o zmurszałym teatrze, w opisie Wlochatej małpy pojawiła się drobna wzmianka: contains some nudity. Teatralny półświatek żyje zakładami, czy to Bertie pójdzie na całość. Mój legendarny już, choć anonimowy czytelniku poszukujący niestrudzenie golizny na scenie – chyba w końcu będę mogła dostarczyć ci trochę materiału…

10 thoughts on “One, two, three… To silence

  1. to teraz sobie wyobraź, że żyjesz bez TV i bez laptopa… w prawdzie masz tableta pod ręką, ale jest wkurzający w swej powolności i stukanie pazurkiem w klawiaturkę dotykową doprowadza człowieka do szaleństwa… więc… masz czas popatrzeć przez okno jaki piękny zachód słońca jest… i jakie to okno jest brudne (!!!) dostrzec😉 … i spokojnie można też wypić kawę patrząc niewidzącym wzrokiem gdzieś przed siebie w nieokreślonym kierunku🙂 wybiegając duszą na niezbadane łąki i pola, i góry, czy nadmorskie pieniste jesiennymi falami plaże, gdzie klify majestatem swym zapierają dech w piersiach…😉

    • Ja tak całe studia przeżyłam – telewizora to wiadomo, że się nie miało w wynajmowanym mieszkaniu, a internetu tym bardziej. No, ale to było wieki temu. Teraz, przyznaję, jestem od sieci nieco uzależniona. Gdyby mi jeszcze smartfon zabrali, byłabym szczerze nieszczęśliwa. To okropne, wiem.

  2. Od 6 miesięcy bez laptopa. Tylko smartfon, bo mi osobiście szybciej. Ale ja żyję teraz w innych okolicznościach przyrody, gdzie czasem na umycie zębów czasu nie starcza… 😉 Jestem cała szczęśliwa, że udało mi się właśnie książkę skończyć, którą już daaawno temu czytać zaczełam☺ Czeka już kolejna, zobaczymy, ile szczęścia tym razem będę miała☺

    Co do zastąpienia teatru 3D… Żenujące nieco i smutne, ale dziwisz się? Ludzie nie patrzą już na siebie live, mają twarze i życie innych na facebookach i w innych „światach”.

  3. 3d zamiast teatru…? Trudno uwierzyć. A z drugiej strony w znakomitym muzeum, gdzie można był niemalże dotknąć dzieł mistrzów widziałam grupę Japończyków, która wcale nie udała się do sal wystawowych. W hallu obejrzeli film o muzeum, wystawionych dziełach, oczywiście w wersji mocno skróconej…

  4. re BD: wreszcie dotarł do mnie Ben Crystal – jest szczęście i radość (z czytania :)) re lapek/Małpa: nie obejrzałaś pierwszego odcinka syrialu??

    • Nie, ale laptop wraca do domu jutro, więc będę mogła obejrzeć dwa odcinki naraz ☺ Czarownie!
      Crystal świetny, i książka o ziemniakach, tfu, akcentach, i o Szekspirze.

      • Czarownie, w rzeczy samej🙂 co do Crystala, to postanowiłam iść po kolei i – choć bardziej w sumie interesuje mnie temat ziemniaków – zakupiłam tosta😀

  5. Donoszę uprzejmie, że to nie Bertie. Chyba, że liczy się też klata. To klata tak. Ale nie sądzę, żeby się liczyła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s