I’d rather be home alone than out with some guy who sells socks on the internet

Czy wy też tak dzisiaj na autopilocie? Bo ja bardzo. Przyłapałam się na siedzeniu z podbródkiem wspartym na dłoni i tępym patrzeniu przed siebie. Mam w związku z tym szczerą nadzieję, że zamknęłam za sobą drzwi mieszkania, nie zostawiłam mleka na gazie (to akurat na szczęście niemożliwe) i nie wpadnę pod autobus w drodze powrotnej. Piątek na szczęście, więc będzie można spędzić wieczór leniwie i delikatnie. Może zabrałabym się od nowa za moją powieść gotycką, ale nadal nie mam laptopa. I co tu począć, poza tym, że jeść?
Kiedyś, gdy byłam dzieckiem i zostawałam sama w domu, udawałam, że jestem aktorką i gram w filmie. Wymyślanym na gorąco oczywiście. Scenariusze to się, rzecz jasna, kupy nie trzymały ani trochę, ale niżej podpisana zawsze była heroiną. Oczywiście miała burzliwe romanse (burzliwe w skali jedenastoletniej wyobraźni, no i oczywiście z niewidzialnymi amantami, ale to drobiazg – bujna wyobraźnia naprawdę wiele w życiu ułatwia). Podejrzewam, że gdyby ktoś przypadkiem obserwował te rozrywki, kwiczałby ze śmiechu. Teraz właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żebym dalej się w ten sposób bawiła, ale myślę, że poprzestanę jednak na czytaniu książki.

Wyczytałam, że ma powstać sceniczna adaptacja Brokeback Mountain.
Uhm, wspaniale. Nie wiem jak wy, ale ja już w swoim rozumku obsadziłam główne role. Należy przy tym nadmienić, że moje pobożne życzenia nigdy się nie sprawdzają, niemniej pomarzyć zawsze można.
Raczej będę chciała to zobaczyć, jeśli się uda. Jak przecież wiadomo, ja najbardziej lubię rzeczy niewygodne i dołujące. Znajomi mnie czasem pytają o fajne spektakle w Kraku, a gdy im z entuzjazmem polecam to i owo, patrzą na mnie przez chwilę w milczeniu, po czym mówią: „Okej… dzięki… a takie coś, wiesz, bardziej zabawnego?”.

Wczoraj zdarzyło mi się lekkie starcie z osobą, która lubi zaczynać tyradę od „jestem tolerancyjna, ale”. Nie tyle może starcie, co śmierć dysputy wskutek mojego natychmiastowego zniechęcenia. Mam alergię na tę frazę, bo wiem, co następuje po „ale” – wyjaśnianie, że darzy się nieskończoną miłością cały świat poza gejami, ciemnoskórymi, Żydami, ludźmi w związkach partnerskich, czytelnikami Wyborczej (czy czego tam), miłośnikami science-fiction, mieszkańcami Radomia, leworęcznymi, ryżymi, łysiejącymi, kobietami z małym biustem i posiadaczami kredytów we frankach. Poza tym wszyscy są kochani.
Kiedyś zapalczywie broniłam mojej wizji świata, niemniej teraz znacznie chętniej po prostu się wyłączam. Odlatuję myślami na moją chmurkę i w najlepszym razie od czasu do czasu przytakuję, żeby nie sprawiać wrażenia kogoś, kto najzwyczajniej w świecie nie słucha gorączkującego się coraz bardziej adwersarza. I tak sobie tylko wzdycham w środku: „ech, kobito, gdybyś ty wiedziała, czego o mnie nie wiesz i czego z pewnością nigdy się nie dowiesz, bo nie zamierzam ci o tym mówić, to byś natychmiast mnie odlubiła”. I nie chodzi tu wcale o dziecięce udawanki.

11 thoughts on “I’d rather be home alone than out with some guy who sells socks on the internet

  1. wracam w poniedziałek po urlopie do pracy i wobec zaistniałej sytuacji też pewnie trafi mnie takie „jestem tolerancyjna, ale…” i już ćwiczę, jak odpuszczam i nie daję się wciągnąć w pseudo_dyskusję.

    • jak ja kocham moją pracę…jestem przekonana, że tam wszyscy jak jeden mąż są tolerancyjni bez „ale”.
      za to nie mogę już internetów.

      • Ja też nie mogę. Tablicę na Fejsie wyczyściłam tak, że zostały same naprawdę interesujące mnie wiadomości. Poruszam się w bezpiecznej bańce – tylko serwisy i fora kulturalne i podróżnicze, tylko nieliczne blogaski, ewentualnie zdjęcia piesków. Cisza, spokój…

        • Rowniez czyszcze FB systematycznie, chociaz powinnam jeszcze bardziej. Unikam dyskusji na tematy spoleczno-polityczne, zwlaszcza z tymi, ktorzy szybko zapominaja ze przyjechali tu z zagranicy i za pieniadzem.

  2. W zasadzie się zgadzam, jednakowoż po „ale” mogą się zjawić argumenty, które nie są głupie. Serio. Mogą po nich wystąpić zboczeńcy lubiący trzyletnie dziewczynki (tak, jestem tolerancyjna, ALE zboczeńców nie toleruję) albo ludzie kopiący psy dla rozrywki (jestem tolerancyjna, ALE…). Nie każde ale jest usprawiedliwieniem dla głupoty🙂

    • Oczywiście. Każdy z nas ma obszar, na który jest szczególnie wyczulony. Dlatego, uważam, bezpieczniej nie używać cytowanej frazy, bo ona jest w pewnym sensie wewnętrznie sprzeczna ☺
      I jeszcze jedna sprawa – zasadność argumentów. Bo jeśli mi ktoś mówi, że ma problem z jakimś zjawiskiem czy grupą ludzi, ale nie potrafi wyjaśnić, dlaczego go ma, to trochę mi żyłka pulsuje. Jestem dość dobra w zbijaniu nierzeczowych argumentów, ale ostatnio już mi się nie chce.

  3. Coz… ogolnie to ja nie jestem szczegolnie tolerancyjna… bywam konserwatywna, ale w zasadzie to mam gdzies kto z kim i co robi pod koldra (tak dlugo jak nie musze o tym sluchac… ), na rudo dlugo sie farbilam i gdyby nie srebrne pasemka to nadal bym sobie nie zalowala… lubie s-f i inne czary mary :p…

    Takze ten, no, jest jak jest. Ide pralke wlaczyc i sie drzemnac, bo kotu noca dzis odwalalo i dar pysk co chwile. Wole niedospanie z innych przeczyn niz kot, acz, tak, czy inaczej odespac musze.

    Co porabiasz poniedzialkowym popoludniem?

  4. masz racje z tym krokiem do tylu (czy do skorupki). Z przerazeniem stwierdzam, ze nietolerancja dotyczy w wiekszosci znajomych Polakow. Nawet rozmowy z pozornie myslacymi ludzmi staja sie bezsensowne a ich argumenty, ze wsrod fali uchodzcow z Bliskiego Wschodu sa dzijadzisci, ktorzy przeczekaja a potem beda nam podrzynac gardla , kompletnie rozwalajace. Jak pomysle, o ilez ubozsza bylaby Francja bez Offenbacha, Zoli, Kostrowickiego, Cendrarsa, Kessela, Chagalla, Goscinnego, Pereca, Vadima, Ferrata, Lustigera, Gainsburga, Cavanny, Strawinskiego, Uderzo, Gary, Kandinskiego, Charpaka, Minca, Aznavoura, Ionesco, Cortazara i tysiaca innych …

  5. Mnie się zdarza spotykać ludzi, u których nie ma żadnego „ale”. Po prostu walą wprost: „Wiesz, nienawidzę Żydów, bo…”. Przy tak stanowczej ekspresji poglądów – wycofuję się, milknę i żałuję, że nie ma żadnego „ale”…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s