Hitchin’ a ride

Powróciwszy.
Nie będę dużo gadać, bo jestem troszkę zmęczona. Troszkę bardzo. Jest to wszakże ten typ zmęczenia, który wyjątkowo lubię.
Pokażę wam za to obrazki, co? Zaznaczam, że moje bezdyskusyjne arcydzieła fotografii nie są w żaden sposób obrobione, bo wierzcie mi, że to za duży wysiłek dla mojego umysłu, który jest chwilowo skupiony li na prysznicu, szlafroczku i lampce wina.


Tak, panie i panowie, wygląda nasz kraj (i zarazem jeden z krajów ościennych po części, bo jeden ze szlaków na zdjęciach wiedzie dokładnie wzdłuż granicy państwa, możecie obchodzić sobie słupki z której strony chcecie). Można zaniemówić chwilami.

Jakby widoczków było mało, natura dostarczyła też nieco dźwięków, bo rykowisko.
Żadnego jelenia się nie wypatrzyło – niestety lub na szczęście – ale powiem wam, że dość to niesamowite, gdy idziecie szlakiem przez las i słyszycie te potężne ryki to z lewa, to z prawa, czasami daleko, czasami jakby tuż… Ale wtedy rozumiecie, że to nie są wasze góry i to nie wy jesteście tu u siebie.

I jakby tego było mało, spełniło się jedno z największych marzeń autorki. Marzenia autorki lubią spełniać się znienacka i z przytupem, dlatego chyba powinna zachować ostrożność w wypowiadaniu ich na głos – bo zwykle zaraz potem klepią ją w ramię, hej, wołałaś mnie, to jestem.
Otóż widzicie, ja nigdy nie jechałam autostopem. Nie jechałam też na pace pickupa, a zawsze okropnie chciałam – wiecie, jak w amerykańskich filmach. Chciałam i już nie muszę chcieć, bo oto mam tę przygodę za sobą! W dość spektakularnym zresztą wydaniu, bo wlekliśmy się szlakiem zmordowani i w nadziei na palec boży, który nas uratuje od kolejnej godziny marszu w kierunku cywilizacji, aż wtem zatrzymał się obok nas wypasiony terenowy samochód z paką, a gdy już mój zmęczony tyłek został wrzucony do tejże, samochód ruszył. Zmierzchało już, a w górach o tej porze roku temperatura spada w mgnieniu oka, więc ciepło nie było. Samochód, jak wspomniałam, ruszył. Och, jak on ruszył. W dół po wybojach Doliny Chochołowskiej, nie zwalniając na zakrętach. Chciałabym powiedzieć, że była to jazda bez trzymanki, gdyby nie fakt, że bez trzymanki człowiek by zwyczajnie wypadł na wirażu. Dojechaliśmy do asfaltu i wtedy nasz kierowca jakby jeszcze przyśpieszył. Lodowate powietrze prawie nam włosy z głowy wyrywało.
Pan zjeżdżał z prędkością, gdyby kto był ciekaw, 90 kilometrów na godzinę.
Z górki na pazurki, nieprawdaż.

Nie podobało mi się tylko jedno – moja kondycja, która wyraźnie nieco siadła w ostatnich miesiącach, bo o ile wczoraj dawałam radę, o tyle dziś wlokłam się noga za nogą, sapiąc raczej żałośnie. Nie wiem właściwie czemu; droga była prostsza niż poprzedniego dnia. Ale za to poznałam na szlaku miłego pana, z którym ciągle nawzajem się wyprzedzaliśmy, pozdrawiając się za każdym razem i wymieniając uprzejmości. I to też jest piękne w górach – każdy jest znajomym.

13 thoughts on “Hitchin’ a ride

  1. och. który to szlak? chętnie bym poszła Twoimi śladami, bo przepięknie.
    a w Tatrach na porządnym szlaku nie byłam całe wieki, nie kojarzę już, nie pamiętam😦 smutno i wstyd.

    • Większość zdjęć jest ze szlaku Chochołowska-Grześ-Rakoń-Chochołowska. W górę żółty, w dół zielony – tego drugiego nie polecam, nużący i męczący jak cholera.

      • dziękuję! znam, przeszłam, 16 lat temu:/
        ten w dół owszem, dłuży się potwornie, a jak potem łydki bolały!
        myślałam o zrobieniu Czerwonych Wierchów szczytami, z wjazdem na Kasprowy. oby ładna pogoda dotrzymała do weekendu,

        • Masakra. Kolana mnie bolą do tej pory. Przyszłego lata może zejdę na słowacką stronę, widoki z góry kuszą, a szlak podobno przyjemny.
          Plus tego zejścia – widziałam kozice🙂

  2. Przepieknie. W ogole – piekny kraj, ta nasza Polska, naprawde! Zaluje (ale na szczescie to do nadrobienia!) ze w „mlodosci” wiecej nie podrozowalam.

  3. A czy jegomość – kierowca jeepa, nie okazał się przystojnym góralem mieszkającym w zbytkowej zagrodzie z 1895? Takiego to ja bym mogła spotkać….

  4. Też zawsze chciałam przejechać się na pace pick up’a! W Polsce wydaje mi się to takie nierealne – przepisy, mandaty itd.🙂
    Piękne zdjęcia i…. zazdroszczę tego szlafroczka i lampki wina🙂

    • Toteż nigdy nie sądziłam, że mnie to spotka. Na szczęście w środku tygodnia, o zmierzchu i na górskim szlaku nie było nikogo, kto mógłby nam mandat wrzepić🙂 Potem mi się przypomniało, że w tej dolinie zdarzały się wypadki samochodowe, i to nawet śmiertelne… ale tak czy inaczej, mimo cykora i obitego tyłka dawno się tak dobrze nie bawiłam.

  5. Aaaa! Wyję wewnętrznie do tych miejsc i widoków i do gran-padano-na-ryj i do tej nieopisanej rozkoszy, jak się przysiądzie odpocząć na parę minut i do tego jak wiatr chłodzi pot i jak cisza się mieni… A jazdę stopem, która trafiła mi się może ze 3 razy w górach, choć mniej hardkorowo niż Tobie, to też czysta poezja😉 Pyszne zdjęcia.

  6. Polska jest piękna. Dlatego smutno mi, że tu za zachodnią granicą, gdzie mieszkam, wolą wciąż naśmiewać się i opowiadać stare kawały, zamiast pojechać, zobaczyć, przeżyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s