La famiglia

No i się zaczęło. Smuteczek.
wpid-2015-09-27-17.02.10.jpg.jpeg

Dostrzegam jedną dobrą stronę tego wszystkiego – w weekendowe poranki będzie można wymknąć się tylko po herbatę i wrócić z nią do łóżka, ściągnąwszy po drodze z półki odpowiednio grubą książkę albo schwyciwszy laptop, żeby obejrzeć coś stosownie zabawnego i delikatnie melancholijnego, o małomiasteczkowych dziwakach.

Kasztany na Plantach zbierałam wczoraj, idąc na spotkanie z nowo zdobytą rodziną. Tak, tak.
Złożyło się tak zabawnie, że mniej więcej rok temu moja przyjaciółka i ja doszłyśmy przypadkiem do wniosku, że jesteśmy chyba jakby trochę spokrewnione. Przyjęłyśmy to z lekkim niedowierzaniem, ale okazało się, że to prawda – jesteśmy odległymi kuzynkami. Cieszy mnie to tym bardziej, że moja rodzina jest raczej mała i rozrzucona po kraju. Nie ma wielkich jubileuszy, okolicznościowych zjazdów, rodzinnych legend; tylko szczątki historii z odległej przeszłości, bo znikła razem z tymi, którzy zginęli podczas wojny. W dokumentach są czarne dziury. Odkopujemy co możemy, ale łatwo nie jest.
A tu wczoraj – dzięki poszukiwaniom wytrwale prowadzonym przez mamę mojej przyjaciółki – dowiedziałam się, że mój pradziadek (ojciec dziadka, którego znałam zdecydowanie zbyt krótko, a który zbudował mi obłędny domek dla lalek; zbił go z desek zwiniętych z huty, w której pracował; wytapetował i umeblował) pochodził ze szlacheckiego rodu – zubożałego, bo tej gałęzi rodziny pieniądze nigdy się nie trzymały; byli co prawda przedsiębiorczy, ale lubili sobie pohulać i zamiast pomnażać majątek, z chęcią go wydawali. Tak, zdecydowanie czuję coś z tej krwi w moich żyłach…
To dość niesamowite, gdy dowiadujecie się, jak głęboko sięgają wasze korzenie. Że wasi przodkowie kręcili się po kraju w XV wieku. W PIĘTNASTYM WIEKU.
A to tylko strona ojca mojej mamy. Dla równowagi mama mojego taty – której niestety nigdy nie poznałam, a po której noszę drugie imię i do której zdaniem papy jestem podobna (niestety zachowało się tylko jedno jej zdjęcie) – założyła amatorski teatr w szkole, w której uczyła na przełomie lat 40. i 50. minionego wieku. Podobno umiała pilotować kukuruźnik. Drugie imię, jak widać, ma swój wpływ.
Jej mąż, spędziwszy parę lat na robotach w Rzeszy, zbyt szybko został wdowcem i wychował samotnie trójkę dzieci, pracując jako nauczyciel na wsi. Jeden z jego synów przetańczył całe studia w zespole ludowym. Tańczył tak zapamiętale, że pewnego razu scena się pod nim zarwała. A potem urodziła mu się córka, o jednakowo niebieskich oczach i jednakowo nieznośnie uparta.
Gdy następnym razem poczuję się samotna, postaram się pamiętać, jak wielu ludzi i jak wiele niepospolitych biografii za mną stoi. To niebywałe. To bardzo piękne i wzruszające. Ubolewam, że nigdy nie usłyszę tego, co mogliby mi opowiedzieć ci, z którymi nie mogłam porozmawiać – ale same skromne kawałki, z trudem zszywane w całość, składają się w niezłą powieść. Jest szansa, że dowiem się więcej i bardzo mnie ta wizja ekscytuje.

Żebyśmy się tu wszyscy nie popłakali, zostawiam was z nową, spektakularną adaptacją Dumy i uprzedzenia. Myślałam, że już sobie wybrałam ulubionego Darcy’ego, ale po przemyśleniu jednak nie…

6 thoughts on “La famiglia

  1. piękna historia.
    od dawna myślę o spróbowaniu dokopania się do przeszłości. wiem tylko, że pradziadek – dziadek mojej mamy był dolnośląskim Niemcem, który (jak? dlaczego?) przeflancował się na Mazowsze. kiedy miałam kogo spytać (moja Prababcia dożyła prawie 92 lat z jasnym umysłem i doskonałą pamięcią), nie pytałam, a teraz już nie ma kogo. człowiek taki głupi, jak młody.

    Pan Darcy!❤

    • Tak – myślę, że nieustająca dysputa nad tym, kto jest najlepszym odtwórcą tej roli w dziejach ludzkości, została niniejszym rozstrzygnięta raz na zawsze😀

      U mnie cały problem też w tym, że nie ma kogo spytać. Mama mojej przyjaciółki/kuzynki przekopuje dokumenty od 12 lat i naprawdę dużo już znalazła, ale są czarne dziury. Niemniej dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy w sobotę – na przykład tego, że mój przodek zasłynął jako jedna z pierwszych osób ukaranych za jazdę pociągiem bez biletu. Skądś jednak mam ten uśmiech szelmy😉

  2. Wow, ileż to historii może kryć nasza linia rodzinna. Ileż zapomnianych sukcesów i porażek. Rzeczywiście udałoby Ci się spisać z tego całkiem niezłą powieść. Może jak tylko zdobędziesz więcej informacji spróbujesz? Chętnie poczytałabym coś tak niezwykłego. No i słuchanie „duchów przeszłości” to coś co kocham całym serduchem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s