I shall take what is mine

Ubolewam, ale już mi się Bateman nie śni. Dziś za to śniło mi się, że powiłam bliźniaczki. Dwie dziewczynki. Z ciekawości postanowiłam wyszukać sobie znaczenie. Nie zdziwiłam się zbytnio, gdy w miarę sieriozne psychologiczne analizy (stres przed nadchodzącą dużą zmianą, coś podobnego; supeł w żołądku z wolna przesuwa się do gardła, więc nie mam cienia wątpliwości co do rosnącego stresiora) ustąpiły miejsca czystemu wróżeniu z gwiazd i cóż moim oczom się ukazało:
narodziny chłopca: szczęście w interesach
narodziny dziewczynki: bolesne doświadczenia

Nie no, jasne.
Całe życie pod górkę.
Zaintrygowana jęłam szukać dalej i w jakichś mrocznych zakątkach trafiłam na wniosek, że sny o wydawaniu na świat dziewczynek zwiastują klęskę. No oczywiście. Od urodzenia przynosimy pecha.
Wystarczy mi tych senników. Weź się wypchaj, astrologio.

Obejrzałam sobie wczoraj z wieczora pierwszy odcinek The Last Kingdom. Początek taki sobie, potem znienacka mnie wciągnęło, ostatnie dziesięć minut przyssało do ekranu. Jeśli nie lubicie przemocy, całym sercem odradzam. Nie jest to może Tarantino, mózgi nie bryzgają, ale są sceny, podczas których można lekko się wzdrygnąć. Rżną się na potęgę (nie w TYM znaczeniu), no, ale takie czasy to były, nieprawdaż. Na stronie BBC stoi ostrzeżenie, że serial zawiera upsetting scenes. Istotnie. W dwudziestej pierwszej minucie poczułam się upset, bardzo upset. Jak można… nieważne, nie będę wam psuć zabawy. Dodam jeszcze tylko, czysto faktograficznie oczywiście, że odtwórca głównej roli jest raczej taki dość, no powiedzmy, że w tłoku ujdzie, jak się bliżej przyjrzeć, to nawet obleci – i swego czasu krył się goły w krzakach przed londyńską policją, więc już go lubię. Duży plus za imię również.

Na dobry weekend jeszcze piosneczka dla szanownych, znajomy mi podesłał, daj mu Boże zdrowie. Dawno czegoś równie dziwnego nie widziałam. Ze znajomym poznaliśmy się przy okazji Read Not Dead – taki właśnie gust mają uczestnicy tych uroczych wydarzeń…
A jutro wiecie, co macie zrobić. Wziąć w kieszeń ten plastikowy prostokącik z niekorzystnym zdjęciem i przejść się na spacer. Po drodze zahaczyć o najbliższe miejsce z wywieszoną flagą – niestety nie serwują tam darmowej kawy, ale moim skromnym zdaniem warto zajrzeć.

8 thoughts on “I shall take what is mine

  1. pan, rzeczywiście, całkiem niczego sobie i zarost dodaje mu uroku nawet😉
    również wyprowadziłam swój plastikowy prostokącik na spacer dziś.

  2. Najpierw myślałam, że będą grać w „Mam chusteczkę haftowaną”, potem że to kolędnicy, a potem to już nie myślałam za dużo😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s