Asleep, my love? Dead, my dove?!…

Jestem, jestem.
Powiem wam, że dziś i wczoraj budziłam się odpowiednio o pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej i piątej, a o szóstej już dzwonił budzik (akurat wtedy, gdy wrócił mój jakże natrętny sen…), po czym przeżegnałam się przed wyjściem z domu, chuchnęłam w mój wisiorek z Buddą, spojrzałam w lustro i uniosłam oba kciuki, i ze ściśniętym żołądkiem podążyłam na przystanek. Nie bój nic, myśl o czymś przyjemnym, powiedziałam sobie. Niestety gdy zaczęłam myśleć o czymś przyjemnym, ciśnienie jeszcze mi podskoczyło – trzeba było myśleć o czymś UMIARKOWANIE przyjemnym, a nie od razu… Nieważne.
Powiem wam, że podoba mi się, ale ostrego wkuwania i ślęczenia nad papierami przez najbliższe miesiące będę miała po kokardki. Obawiam się, czy podołam, ale z drugiej strony cieszy mnie ta perspektywa, bo nic gorszego nad pracę, która absolutnie niczego od was nie wymaga. To jednak ważne, by mieć poprzeczkę ustawioną nieco wyżej niż możecie sięgnąć. Wiem, brzmię jak nawiedzony mówca motywujący, ale to niechcący. Człowiek potrzebuje wysiłku i potrzebuje się uczyć, po prostu, inaczej gnuśnieje, dupa mu przyrasta do fotela i staje się takim babonem z filmów Barei. Jeśli będę musiała spędzać zimowe wieczory na czytaniu o czymś, o czym dotychczas pojęcie miałam dość mizerne, to tak je spędzę.

Obejrzawszy dla relaksu kolejny odcinek „Jekyll and Hyde„, czuję się ździebełko rozczarowana, bo choć protagonista cudny, to jednak bardzo to komiksowe. Ale za to ponownie zakochał mnie w sobie McKellen. BBC udostępniło bowiem Garderobianego w pięknym wydaniu sir Iana i Anthony’ego Hopkinsa. To jest tour de force dwóch aktorów, którzy zęby zjedli na swojej profesji, piękna, wzruszająca historia o teatrze; przedstawienie musi trwać, choćby nie wiadomo co. Do końca.
Uwielbiam McKellenowe oczy. Ten figlarny błysk, spojrzenie chłopca w twarzy siedemdziesięcioletniego mężczyzny. Jeśli go kiedyś spotkam – oby! – to zapytam. czy mogę go uścisnąć. Oczywiscie wątpię, żebym się odważyła powiedzieć cokolwiek przy nadarzającej się okazji, ale pomarzyć można.
Tymczasem idę spać. Zapraszam, mój natrętny śnie.

9 thoughts on “Asleep, my love? Dead, my dove?!…

  1. ja mam poprzeczkę tak nisko, że przestało mi się chcieć do niej ruszać. nie znoszę tego, a tak bardzo nie mam odwagi tego zmienić.
    zazdroszczę Ci, i cieszę się, że idziesz do przodu.

    • Wierz mi, to był zupełny Zufall. Ja naprawdę tak z głupia frant wysłałam aplikację, bez większego parcia czy nadziei. Boję się bardzo, ale mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie żałuję – przynajmniej dotychczas – zrobienia ani jednej rzeczy, której bardzo się bałam🙂

  2. Ja jednak lubię pracę, która za wiele ode mnie nie wymaga. Już piszę dlaczego. Ano, ponieważ jak w pracy ustawiają mi wyżej poprzeczkę niż zwykle to towarzyszy mi ogromny stres. Ogarniam nowinki, ale pod wpływem wielkiego stresu. A w pracy, w której wymagają mniej, człowiek nie żyje w wiecznym stresie, a dokształcać się i sięgać wyżej może po pracy😉
    Moje podejście spowodowane jest tym, że pracę traktuję bardzo poważnie i stąd ten stres.

    • o, jak bardzo inaczej, niż ja! ja uwielbiam pracować w biegu, stresie, zamieszaniu, pod presją czasu. mieć masę rzeczy do zrobienia i dużą odpowiedzialność. po prostu lubię!🙂
      dlatego dobrze, jeśli można pracować w warunkach, które są dla nas najlepsze.

      • Ja tez Lubie pracować w biegu i mieć dużo do zrobienia, ale w momencie kiedy rzeczy, które mam do zrobienia są dla mnie już dobrze znane, a nie w momencie kiedy muszę poszerzyć swoją wiedzę i to w trybie natychmiastowym i wprowadzić ja od razu w życie. Tego nie znoszę.🙂

      • Mam podobnie. Przez parę lat zajmowałam się gaszeniem pożarów – gdy przychodzisz do pracy i zamiast dzień dobry słyszysz „jesteśmy w czarnej d…”, to po prostu siadasz, podwijasz rękawy i zasuwasz🙂 To był hardkor niekiedy, ale muszę przyznać, że czerpałam z tego większą satysfakcję, niż z pracy bardzo spokojnej i lekko poniżej moich możliwości (a taka mi się trafiła, paradoksalnie po awansie). Nie ma nic gorszego niż robota, w której człowiek się nudzi. Poza tym bycie rzuconym na głęboką wodę uczy znacznie szybciej i dużo więcej uczy.
        Inna rzecz, że ja jestem z natury raczej leniwa i bardzo potrzebuję czynników, które motywują mnie do podejmowania wysiłku. To jak ze skakaniem w gumę – okej, kolanka się udały, to podniesiemy wyżej…😉

        • tak, z tym lenistwem podobnie! a przy okazji szybko się uczę, więc doskonale znane mi jest „osiadanie na laurach”, jeśli nic mnie nie motywuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s