We will never be respectable. We’re actors.

No dobrze. Nie samym Bertiem człowiek żyje (chociaż w zasadzie to jakby trochę tak przez ostatnie kilkadziesiąt godzin).

Muszę powiedzieć, że Londyn tym razem wcale mnie dobrze nie powitał. Po pierwsze lało i wiało – nie pojmuję, dlaczego w tym kraju te dwa zjawiska pogodowe po prostu muszą występować w duecie, inaczej nie potrafią, w związku z czym natychmiast zepsuła mi się parasolka. Po drugie czułam się jakoś tak nieswojo, a wprowadzone naprędce kontrole torebek w Royal Academy wcale mi nastroju nie poprawiły, wprost przeciwnie, poczułam się jeszcze gorzej.
Taki jakiś smutny był ten Londyn. I gdy mijałam tę rzeźbę, musiałam zrobić jej zdjęcie, bo idealnie odzwierciedlała mój stan ducha.

wpid-wp-1447794405438.jpeg

Ożywiłam się nieco, gdy znalazłam się w suchym i ciepłym Theatre Royal Haymarket – teatrze stojącym od XVIII wieku, w którym nie można płacić kartą w barze, bo mają zbyt słaby zasięg sieci, a od czasu do czasu spod podłogi wydobywa się dziwny łoskot. To nie duchy, to przejeżdżające pod wami metro.
Sztuka, wystawiana uprzednio w niezbyt dużym teatrze w Hampstead, miała świetne recenzje i bardzo ubolewałam, że nie udało mi się kupić na nią biletu. Jakże zatem się ucieszyłam, gdy wyczytałam, że postanowiono przenieść ją na West End. Do teatru, który na nią czekał. Do teatru, którym 250 lat temu kierował Samuel Foote we własnej osobie. Ciekawa postać. Bo widzicie, Samuel Foote stracił nogę wskutek wypadku konnego. Wielu ludzi by się załamało, ale Foote był komikiem i uznał, że to dość ironiczne, gdy komuś o takim nazwisku amputują nogę (w XVIII wieku to musiało być raczej przykre doświadczenie…), więc postanowił zrobić z tego swój atut.
Mało tego, Foote po wypadku przeprowadził się do teatru. On w nim nie tylko pracował, ale też mieszkał.
To jest teatr o teatrze. Taki metateatr (kochana, daruj sobie mądre słowa, i tak wszyscy wiedzą, że w twojej przestrzeni między uszami za dużo nie ma). Momentami przypominało mi to Zakochanego Szekspira – te same rozwiązania, aranżowanie sceny w taki sposób, że widz ma wrażenie, iż podgląda przedstawienie zza kulis. Zresztą dokładnie ta sama piosenka błazna z Wieczoru Trzech Króli pojawia się w obu spektaklach – present mirth is present laughter, what’s to come is still unsure, youth’s a stuff will not endure

Simon Russell Beale jest cudowny w tej roli – jego Samuel wzbudza wielką sympatię, rzuca od niechcenia kąśliwe uwagi, przygląda się światu z sympatią, ale i bezlitosnym sarkazmem i nie uznaje świętości. Ale wzbudza też… nie tyle litość, nie lubię bardzo tego słowa, co współczucie i troskę. Bo to się tylko tak wydaje, że on nie cierpi. Cierpi, i to bardzo. Nie tylko ze względu na fizyczną ułomność i jej konsekwencje, w tym nieustający ból, ale też dlatego, że jego sława i zamiłowanie do kontrowersyjnych dowcipów obracają się przeciwko niemu. W czasach, gdy teatry nie mogły działać ot, tak sobie i wystawiać, co by tam chciały, Foote uciekał się do przeróżnych sprytnych i irytujących władze forteli, by móc robić swoje wbrew widzimisię decydentów. Ale w końcu obraził czyjeś uczucia (widzicie, to całkiem aktualna historia…) i zrobiono to, co robi się od wieków, żeby kogoś się pozbyć, czyli dobrano mu się do życia prywatnego. Oskarżono o homoseksualizm – wystarczy powiedzieć, że w Anglii tamtych czasów to oznaczało stryczek.
Przyznaję, trochę zbyt skrótowo przejeżdżają po biografii tego pana i jeśli wcześniej troszkę się o nim nie poczyta, to można momentami mieć drobny kłopot z nadążeniem. Inna rzecz, że nie wszystkie wątki są prawdziwe. Ale – to dobra, z wdziękiem zagrana sztuka – nie ma złej roli; wygląda, jakby całe towarzystwo czerpało pewną frajdę z grania ze sobą. Konkurentem i przyjacielem Foote’a zarazem jest David Garrick, inna bardzo znacząca postać w historii europejskiego teatru, taki trochę mydłek i Gigi Amoroso bolejący, że wygląda na swój wiek (34 lata!), ale też człowiek owładnięty tą samą obsesją, niby śliski, a jednak wyciągający rękę do kolegi po fachu w potrzebie. Garricka gra Joseph Millson, Makbet z Shakespeare’s Globe i nieprzyjemna osoba z The Last Kingdom. Foote szydzi z Garricka niemożliwie, nazywa go słodko i z wyraźną satysfakcją „Davey”, idzie z nim trochę na wojnę w pewnym momencie, ale gdzieś w skrytości ducha zdaje sobie sprawę, że to jeden z najbliższych mu ludzi.

To spektakl bardzo zabawny i bardzo wzruszający. Spektakl o tym dziwacznym miejscu, w którym niby wszystko jest udawane, na niby, a całkiem prawdziwie nas dotyka, i które w niedobrych czasach pozwala ciągle się śmiać, choć niekiedy trudno; które potrafi nas doskonale oczyścić z całego brudu tego świata – przynajmniej na kilka godzin. O tym, że humor jest jednak mocnym orężem. Treść wyjątkowo zagrała z okolicznościami.
Piękne, piękne popołudnie spędziłam.

Wyszłam uśmiana, owszem, ale i dziwnie poruszona.
A gdy dotarłam do hotelu, zobaczyłam w telefonie coś takiego.
Józio.
Też miło.

Reklamy

9 thoughts on “We will never be respectable. We’re actors.

  1. Nie tylko w Londynie. Na mojej górce to samo-wicher+deszcz, zawsze razem. I tak już od paru dni. Zamiennie z mgłą od rana do nocy. Oby do wiosny.

      • Z parasola to już dawno zrezygnowalam. Teraz mam porządną kurtkę z kapturem po nos:) Może nie nadaje się do stroju wyjściowego, ale kołtun na głowie i maskara na policzkach też nie:)
        Tu taki wiart i widoczne Alpy zapowiadają zmiany, czyt. śnieg, hy hy.

  2. pamiętam, jak w Londynie moja przywieziona z Polski parasolka rozwaliła się przy pierwszym podmuchu. o, ja głupia! nie sądziłam, że trzeba aż tak specjalistycznego sprzętu na angielską pogodę 😀

  3. Bardzo mi się ta sztuka podobała. Bardzo. Simon jest Mistrzem.
    Josepha Millsona nie złapałam, śpieszył się na pociąg, o czym powiedział mi przemiły autor sztuki. Też zatem napisałam twitt. I dostałam like’a. Jaram się 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s