Lazing on a Sunday afternoon

Nie cierpię niedzielnych popołudni. Uważam, że powinno się je zlikwidować.
Uważam też, że nie ma lepszego wynalazku nad kocyk z rękawami.
Ponieważ uprawiał wczoraj człowiek życie towarzyskie, dziś obudził się człowiek z globusem arcypotężnym i uświadomił sobie, że już chyba nie te lata (dodajmy, iż nie była to jakaś oszalała impreza do piątej rano, tylko przedłużona kolacja z piwkiem i o północy już leżałam w łóżku). Tym bardziej nie jestem tą niedzielą jakoś bardzo zachwycona. Postanowiłam nieco ją sobie umilić samymi grzesznymi przyjemnościami. Dla waszego dobra nie będę wchodzić w szczegóły. Spośród przyjemności mniej grzesznych mogę wymienić książkę wykopaną w Waterstones ubiegłej soboty, zachwycającą. To zbiór wywiadów z aktorami grającymi główne szekspirowskie role w przedstawieniach, które w taki czy inny sposób zapisały się w historii. Dla samej uciechy czytania, jak Ian McKellen mówi o swoim Makbecie, odpowiadając na każde pytanie osiemdziesięcioma linijkami tekstu pełnego bogatych przemyśleń, warto nabyć. Innym z wywiadowanych jest Jude Law. I Helen Mirren też. W świecie, w którym aktorzy coraz częściej wypowiadają się o zbawiennym wpływie lewatywy na urodę przy okazji prężenia się w majtkach podczas przypadkowej sesji fotograficznej na Bali, to cudowna odmiana. Inteligencja jest seksowna, prawda? Jest. Erudycja też. Zwłaszcza że wzrasta jej deficyt.

I czy już cały tydzień minął, naprawdę?
Och.
Nadal pamiętam ten promienny uśmiech.
Mam nadzieję, że nadarzy się kolejna okazja, by się przywitać. Już ja tak zrobię, żeby się nadarzyła. Jak wiadomo, trafienie na moją listę słabości sprawia, że nie da rady się ode mnie opędzić.

Tymczasem przedstawienie we Wrocławiu się odbyło, porno nie stwierdzono, a pierwsze recenzje bardzo dobre. Protestujący muszą być niepocieszeni. Swoją drogą, chętnie bym zobaczyła historię ich przeglądarek internetowych.
Zdjęcia bardzo obiecujące, więc z chęcią się wybiorę. We Wrocławiu byłam tylko raz, za młodu i niewiele pamiętam, a piękne miasto podobno.

6 thoughts on “Lazing on a Sunday afternoon

  1. ja jeszcze do poprzedniego posta – nie mogę na to wszystko patrzeć. jestem absolutnie przerażona tym chamstwem, butą, tym, co się do dwóch tygodni w tym kraju dzieje.

    i tak! niedzielne popołudnia są słabe, ale gorsze wieczory. szczególnie, kiedy zaczynają się po 15:/
    Wrocław podobał mi się średnio, chociaż chciałabym pojechać na dłużej, bo być może po prostu miałam zbyt mało czasu, żeby poznać jego uroki…

  2. No widzisz? A nie chciałaś iść pod SD🙂 Ja w ogóle staram się nie myśleć o polityce teraz, niedobrze mi. Udałam się na wewnętrzną emigrację do świata, który zaludniają aktorzy. Głównie brytyjscy.

    • No, nie chciałam. I następnym razem pewnie znowu do ostatniej chwili będę toczyła wewnętrzną walkę. Ale czego się spodziewać po kimś, kto ma problem już z takim banałem, jak dzwonienie do ludzi…
      Co do polityki, to się jeszcze gotuję co chwila, ale liczę, że to długo nie potrwa. Na szczęście zaraz przybędzie mi pracy, więc nie będzie czasu myśleć o dobrej zmianie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s