Don’t you ever worry that you’re on the devil’s side without even knowing it?

Jak wszyscy wiedzą, ja mam bardzo pojemne serce i bardzo szybko się zakochuję. Niedziele służą temu, by swoje zakochy z lubością pielęgnować. Przy jednoczesnym czytaniu i spożywaniu na drugie śniadanie różanych lodów (ćśś, jestem dorosła, wolno mi), które odkryłam w moim osiedlowym sklepiku. Tu muszę dodać, że ogromnie lubię robić zakupy w moim osiedlowym sklepiku, choć parę kroków dalej mam tańszy dyskont z owadem w logo, bo pan za ladą w moim osiedlowym sklepiku jest arcymiły. A ja cenię miłych ludzi. Takie smutne czasy nastały, że modnie jest być cynicznym arogantem, a ten pan zawsze mnie wita, pyta, czy dobrze się mam i pogawędzi nawet chwilkę. Ale do rzeczy, do rzeczy.

Pisałam kiedyś, że uwielbiam Luthera? Otóż uwielbiam Luthera. Idrisa Elbę takoż (co prawda gusta muzyczne straszliwie nam się rozjeżdżają, ale miłość jest ślepa i takie drobiazgi lekceważy) i naprawdę mam nadzieję, że zostanie nowym Bondem, bo któż, jeśli nie on? Muszę nawet powiedzieć, że troszeczkę bym chciała go poznać. Na swoje szczęście facet nie grywa raczej w teatrze. Nawiasem mówiąc, mimo że zdaję sobie sprawę z faktu, iż aktorzy w cywilu rzadko mają cokolwiek wspólnego z postaciami, które grają (i całe szczęście), to oglądanie go uśmiechniętego budzi dziwne wrażenia… Detektyw Luther (ci, co nie widzieli, tu przestają czytać) ma duży problem z nerwami, żonę mu zabili, partnera też, a jego najlepsza przyjaciółka jest psychopatką z krwią własnej rodziny na rękach. Trudno się dziwić, że nie uśmiecha się prawie nigdy.
No, w każdym razie ten nowy sezon Luthera, którego pierwszy odcinek właśnie obejrzałam, zaczyna się jak rasowy horror. A ja z tych raczej łatwo przestraszalnych, którzy nie mogą oglądać scen z gatunku „kobieta sama w domu wieczorem słyszy skrzypienie podłogi”, bo potem mają pół nocy nieprzespane. Zaczyna się jak rasowy horror i dalej wcale nie jest lepiej, gdyż złoczyńca wyjątkowo odrażający, ale na szczęście wkracza DCI Luther, który nie dość, że ma wyjątkową intuicję, to jeszcze posługuje się metodami raczej bezkompromisowymi, to znaczy podejrzanego wali się po ryju i wrzuca do bagażnika, co się człowiek będzie certolił.
To taki typ, który może nie wzbudza wielkiej sympatii – choć niewątpliwie ma dobre serce – ale oglądacie to i myślicie sobie, że gdyby kiedyś wasze życie było zagrożone, to chcielibyście, żeby taki Luther was z opresji wyciągał. Bo by wyciągnął. Metodami nieco dyskusyjnymi, ale jednak.
Kocham.

A z innej beczki.
Człowiek myśli, że ma fajną pracę, może nawet komuś potrzebną, a potem ogląda takie coś i uświadamia sobie, jak mało znaczy.
Są anioły na tym beznadziejnym świecie.

6 thoughts on “Don’t you ever worry that you’re on the devil’s side without even knowing it?

  1. ja kiedyś bardzo, bardzo dawno temu zaczęłam Luthera, i porzuciłam z niewiadomych przyczyn po pierwszym sezonie. kilka miesięcy temu odkryłam na nowo, i wszystko, co dostępne, połknęłam w bodaj dwa tygodnie. jeden z najlepszych seriali w ogóle.

  2. Luther to genialny serial… uwielbiam, czekam na nowy sezon który ponoć ma być dość mroczny.. Aaaaa i ja uwielbiam jeszcze tą psychopatkę która gra równie dobrze. No ale Idris.. wiadomo🙂

    • Jest megamroczny. Przynajmniej sądząc po pierwszym odcinku (dziś wieczorem emitują drugi, ale raczej nie doczekam, bo inaczej rano nie wstanę). Naprawdę zaczyna się jak horror, a to, co robi czarny charakter, jest naprawdę obrzydliwe, żeby nie powiedzieć – drastyczne. Na pewno nie dla ludzi, którzy źle reagują na widok przemocy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s