Smoke and mirrors

Bardzo dobrze się ten rok zaczyna. Same małe rzeczy, a cieszą. Oczywiście jest upiornie zimno – no, dobrze, że napisałaś, bo by ludzie nie zauważyli… – a ja w akcie poniedziałkowego napadu tępoty postanowiłam wyłączyć ogrzewanie, wychodząc rano z domu (i zastało mnie w tymże po powrocie 14 stopni, ale to i tak małe miki w porównaniu z aktem mojego znajomego, który zostawił również otwarte okno i wyjechał w Sylwestra, by wrócić wczoraj i nieco się zakłopotać). Niemniej, poza temperaturą, wszystko inne jest piękne.
Najpierw ten pan Kelly, daj mu Boże zdrowie,

MFOL

potem ten kuriozalny odcinek Sherlocka, który zawiera coś, co darzę wielkim uwielbieniem, a następnie to, co zawiera coś, co darzę uwielbieniem nawet większym (jak również coś, co mam jeszcze do zrobienia; może kiedyś się uda, życie się zabawnie plecie). Bo jak wszyscy wiedzą, nabawiłam się onegdaj pewnej niegroźnej dolegliwości. I nasza bohaterka w przypływie ułańskiej fantazji podczas jednej z wizyt za Kanałem postanowiła przedstawić się tej chorobie i nawet się z nią jakby zakolegowała wskutek dalszych wydarzeń, co mnie ciągle dziwi, ale widocznie tak miało być. Wobec moich słabości jestem niebywale lojalna, zatem w godzinie zero odpaliłam stronę ITV – a żeby im krowy wyzdychały za te reklamy co chwila – i zawczasu przezornie splotłam rączki w zachwycie.
To jest dokładnie to, czego się spodziewałam. Nie chcę nikomu psuć zabawy, więc tylko napiszę, że tym razem żyjący chwilowo na sielskiej prowincji konstabl Morse (musi tam to normalne, że się drewno rąbie w krawacie) zawiązuje osobliwą przyjaźń z mieszkającym nieopodal milionerem o czarującym usposobieniu, z zamiłowaniem do bicia rekordów prędkości i skłonnością do nadużywania pewnego określenia, ale też dość enigmatycznym, jakby nie do końca odnajdującym się wśród zepsutych i zblazowanych wyższych sfer. Tymczasem na pobliskiej leśnej drodze znalezione zostają zwłoki kobiety, która wpadła pod samochód, tylko że po wielokroć wpadła.
Bardzo lubię, gdy jestem troszeczkę wodzona za nos jako widz i czuję, że coś jest nie tak, ale nie wiem co – i, gdy już prawie wydaje mi się, że kumam, o co chodzi, scenarzyści wyciągają królika z kapelusza (w tym przypadku niemal dosłownie). A cały ten odcinek – właściwie porządny półtoragodzinny film – udowadnia wam, że to, co widzicie, niekoniecznie jest tym, co naprawdę przed wami stoi. Ot, iluzja. Et voilà!
Można co prawda odnieść wrażenie, że sponsorem odcinka był L’Oréal, ale tym przyjemniej się to ogląda. Niektórych ludzi włosy powinny być oddzielnie wymieniane w liście płac. A całość spięta jest bardzo ładnie sfilmowaną klamrą, przy czym jedna z końcowych scen, króciutka doprawdy, całkowicie mnie oczarowała i myślę, że jak sami zobaczycie, to zrozumiecie.
I zawsze uważałam, że pałace strachów to nieciekawe miejsca.
Inna sprawa, że błyskawiczne rozpoznanie kogoś pojawiającego się w ciężkiej charakteryzacji przez sekundę na drugim planie świadczy chyba o tym, iż jako pozornie poważny człowiek spędzam chyba za dużo czasu na błogim nurzaniu się w kulturze masowej. Ale dzięki temu drobiazgowi bliżej końca uświadomiłam sobie, że scenarzysta, zdolny człowiek, ciągnąc widza głównymi wątkami na manowce, tak naprawdę od początku podrzuca drobniutkie szczegóły, z gatunku „mrugnij, a przeoczysz”, które podpowiadają rozwiązanie zagadki, kogoś przełażącego przez plan w tle albo odbicie w szybie, drobne napomknienie jednego z bohaterów: one was damned and one was saved. Innymi słowy – oglądać uważnie, nie wychodzić do toalety ani po herbatę, nie bawić się telefonem. Cały ten odcinek jest napisany jak magiczna sztuczka; odwraca waszą uwagę od tego, co macie przez cały czas przed oczami. Nic więcej nie powiem. Obejrzyjcie. Można zrobić pyszny kryminał bez strzelanin i pościgów.
No, a poza tym wszystkim jutro Shakespeare’s Globe publikuje mój grafik urlopowy, to znaczy swój repertuar na przyszły rok. Mówię przecież, że dobrze się zaczyna.

4 thoughts on “Smoke and mirrors

  1. Jeju uwielbiam Endavoura!😉 Dobrze że już jest, uff. Ja czekam na dvd, jeszcze tylko miesiąc i będę oglądać do upojenia🙂

    • No. Fajne. Co prawda jestem dość stronnicza, ale naprawdę dobry jest ten odcinek, zwłaszcza zakończenie, takie raczej z gatunku WTF… Można z uciechą krzyknąć „HA! Wiedziałam!”. To jest naprawdę bardzo dobrze napisane.
      No i Endeavour ma bardzo fajną chałupkę nad jeziorem ☺ i w ogóle jest raczej uroczy.

      • O tak, uroczy🙂 Zarzucano Endavourowi, że sprawy się ciągną, a zakończenia są „z dupy”, a ja właśnie takie lubię ;P

        • No to będzie Ci się podobało. Internety mówią, że to jest wariacja na temat „Wielkiego Gatsby’ego” i faktycznie liczba podobieństw jest spora. Przynajmniej do połowy, bo potem następują, nazwijmy to, pewne komplikacje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s