When we said our first hello, little did we know

Dzień dobry. Jak wasza niedziela? Osobiście spędzam ją z Dehnelem (nawet trochę się zgadzam z kąśliwymi uwagami o 33-latku wydającym dzienniki i od niechcenia wzmiankującym, gdzie to go znowu zaprosili, ale tak czy inaczej przepadam za jego sposobem pisania), dałam pieniądze na nową willę wiadomego wroga publicznego i najeździłam się co niemiara na lodzie w drodze do sklepu o poranku, bo mamy w Krakowie troszeczkę ślisko. Wracałam do domu na bezczela jezdnią, gdyż chodnikiem iść się nie dało.

Nie potrafię wam powiedzieć, ile razy w ciągu ostatnich kilkunastu godzin wysłuchałam tego Wichita Lineman i mój zachwyt ciągle rośnie. Ja tak mam. Gdy mi się coś spodoba, ale tak naprawdę spodoba, potrafię zamęczać to w nieskończoność, aż doprowadzę się do stanu przedawkowania i muszę na chwilkę przestać.
Toteż postanowiłam zrobić sobie odwyk. Sięgnęłam po ciężki kaliber, czyli po Franka.
Franka darzę wielką miłością i uważam, że ci wszyscy współcześni croonerzy mogliby mu w najlepszym wypadku buty czyścić, a i to za pozwoleniem. Jest w tej postaci coś fascynującego – wiecie, Hollywood lat 50., Rat Pack, wytworne garnitury, imprezy z JFK w Las Vegas, małżeństwa z aktorkami, romanse, piszczące fanki, hazard, jakieś tajemnicze mafijne historie… To jest życie, nie? Nie jakaś tam rurka z kremem.
Ale, ma się rozumieć, Frank nie był znany z tego, że był bon vivantem pełną gębą, tylko z tego, że miał głos. GŁOS. Jakby wam kto masował uszy aksamitem. Jakby was trzymał za rękę, śpiewając. We Franku nie sposób się nie podkochiwać, nawet jeśli urodziło się w czasach, gdy był już sędziwym dżentelmenem. Nikt nie śpiewa Franka piosenek lepiej niż Frank – on był też w końcu aktorem i nie wyśpiewywał tych wersów tak po prostu, żeby ładnie brzmiały; on coś opowiadał przy okazji. Ten głos sprawia, że natychmiast czujecie się niepokojąco romantycznie, jakoś wam miękko i widzicie la vie en rose (to akurat jego kolega, też błyskawicznie robiący z słuchacza budyń). Frank ociepla stosunki międzyludzkie i pomaga, gdy wam samotnie, a gdy cierpicie na wkurw, to was uspokoi. Ogólnie jest bardzo skutecznym lekarstwem na wszystko.
Szczególnie uwielbiam to. A jeszcze bardziej w wersji na żywo, gdzie chłopak idealnie frazuje, nie przeszkadzając sobie przy tym w piciu i paleniu (i robiąc to wszystko z wielką klasą – tak, on miał coś, czego u wielu współczesnych facetów mi brakuje, bo jakoś wyszło z mody: luz mianowicie). Znalazłam kiedyś w sieci wersję nagraną podczas jednego z jego ostatnich koncertów i ta piosenka miała wówczas rozdzierająco inny wydźwięk…
Ale wczoraj wieczorem, kopiąc pomiędzy niezliczonymi klasykami, znalazłam coś innego. Jakimś cudem nie słyszałam wcześniej tej piosenki. Nie mam pojęcia, jak to możliwe, ale to prawda. Wyczytałam, że to ponoć był jeden z prywatnie Franka ulubionych kawałków. Mogę to zrozumieć.
I zrobiłam sobie coś bardzo złego.
Jest czasem tak, że słuchacie czegoś i macie wrażenie, że oto ktoś napisał tekst o kawałku waszego życia, a ktoś inny dopisał do niego muzykę. Otóż te skromne trzy minuty rozwaliły mnie w drobny mak. Wróciło wszystko, co sobie starannie, przez ponad rok zakopywałam, mając nadzieję, że w końcu da się uznać za niebyłe. Otóż nie da się. Czasami człowiek nawet nie wie, jak tęskni. Czasami człowiek myśli, że może jednak podjął złą decyzję?… Cóż, nie da się odwrócić. Stało się. Ale – przynajmniej się stało. Przynajmniej coś niesamowitego się przeżyło.
Siedziałam, słuchałam i płakałam. Mówię wam przecież, coś jest nie tak z tym rokiem, ciągle się mazgaję.
A później, o ironio, okrutne Spotify wrzuciło mi to.
Muszę w lepszy krem pod oczy zainwestować, bo doprawdy. Znacie jakiś porządny?…

3 thoughts on “When we said our first hello, little did we know

  1. co więcej, czasem cała płyta taka jest. „How Big, How Blue…” Florence. calutka. każde słowo. na koncercie popłakałam się kilka razy. słowa piosenek plus to wszystko, co o nich mówiła w wywiadach, o procesie powstawania, o towarzyszących mu emocjach, przyczynach takich, a nie innych, tekstów…
    ale chyba, cichutko powiem, ten fragment życia udało mi się w końcu jakoś emocjonalnie uporządkować, przeżuć, przetrawić, zamknąć.

    czas na nowe piosenki. i mają być same radosne, ewentualnie leciutko nostalgiczne!🙂

  2. Kremu nie znam, wiekszosc odmawia wspolpracy z moimi podocznymi worami, ale… żyworódkę pierzasta polecam… listek na oczka i pomyziac pod oczkami… poezja i kosmetyczne czary mary🙂

    To bardzo wyrozumiala i tolerancyjna roslinka jest. Do tego rosnie jak dzika, a mnozy się… przez „paczkowanie” z listków. Poszukaj, postaw na oknie i raz na tydzien postaraj sie podlac🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s