Funny how life can unfold

Tak z czytanej wczoraj w drodze książki, jeszcze nawiązanie do tego, o czym pisałam poprzednio:
Pod co najmniej jednym względem nasze życie naprawdę jest jak film. Główną obsadę tworzą rodzina i przyjaciele. Role drugoplanowe grają sąsiedzi, współpracownicy, nauczyciele i znajomi, których widujesz na co dzień. Są też aktorzy epizodyczni: ślicznie uśmiechnięta kasjerka z supermarketu, przyjazny barman w pobliskiej knajpie, kumple, z którymi trzy razy w tygodniu ćwiczysz na siłowni. Do tego dochodzą tysiące statystów – ludzie, którzy przemykają przez świat każdego jak woda przez sito, raz zobaczeni i zapomniani (…). Czasem jednak w twoje życie wkracza osoba niemieszcząca się w żadnej z tych kategorii. To joker, który przez długie lata wyskakuje z talii wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewasz. W branży filmowej taką postać zwie się piątą osobą dramatu albo agentem zmiany. Kiedy widzisz kogoś takiego na ekranie, wiesz, że jest tam, bo tak chciał scenarzysta.
Zamknęłam książkę i zamyśliłam się.
Wielu takich agentów przez moje dotychczasowe życie przeszło. Właśnie poprzedniego ranka korespondowałam z jednym z nich. Nie jest to gość jakoś szczególnie mi bliski – nigdy nie mieliśmy okazji do tego, żeby lepiej się poznać. Tak czy inaczej, spędziliśmy nieco czasu, pracując wspólnie, zdarzyło się kilka towarzyskich spotkań, ale trzymaliśmy się na uprzejmy dystans (choć niezmiennie dobrze się rozumieliśmy i miałam wrażenie, że on mnie – jeśli wiecie, co mam na myśli – WIDZI). Zawsze mnie trochę deprymował, jak wielu mężczyzn, ale też zawsze traktował mnie dość delikatnie i wreszcie poczułam, że przy nim mogę zupełnie się wyluzować. Tak czy inaczej, to był gość, który mnie zmotywował do zakręcenia się za nową robotą, do wyruszenia z tego mojego wygodnego, ale nudnego do bólu trzewi barłogu. Po kilku miesiącach nasze drogi się rozeszły, albowiem któregoś dnia oznajmił, że właśnie złożył wypowiedzenie (czego absolutnie nic nie zapowiadało) i wyjeżdża w świat, bo zawsze chciał. To było jakoś późną wiosną. Zaraz potem sama zaczęłam rozważać opcje. W podejrzanym przypływie śmiałości parę dni temu napisałam do niego, dziękując mu za tego nieświadomie danego mi kopa, a on mi na to: „no no, proszę mi żadnych zasług nie przypisywać, bo sama to zrobiłaś, ale cieszę się – trzeba czasem dupsko ruszyć!”.
Jak to on. Bez zbędnego słodzenia.
Teraz próbujemy umówić się na obiad.
Rzeczywiście, jak w scenariuszach, są tacy, którzy grają jakiś tam niby drobny epizod, a po czasie okazuje się, że to przez nich – nie przez tych, którzy stale wam towarzyszą – dokonały się w tym filmie, którego tytułem jest wasze imię i nazwisko, największe zmiany.
Mówię wam, im dalej w ten las, tym bardziej potwierdza się moja teoria, że ludzie nie pojawiają się w naszym życiu przypadkiem. Zawsze po coś. Może nie dotyczy to wszystkich, na przykład arcyniemiłej baby w dworcowej kasie chyba jednak nie, ale ogólnie coraz częściej mam wrażenie, że to wszystko tutaj to coś w stylu kolosalnej partii szachów.

Z innej beczki, wreszcie rozpoczął się tydzień, który będę mogła zakończyć wyjazdem do Londynu (kolejny sprint – w poniedziałek jak zwykle będę przy swoim biureczku). Już się odprawiłam, hotel zarezerwowałam i w ogóle. Co więcej – i co dowodzi, że mnie już naprawdę Bozia opuściła – bardzo mocno rozważam nieplanowane udanie się ponownie w to samo miejsce niedługo później. Pisząc „niedługo” mam na myśli NAPRAWDĘ „niedługo”.
Nawiasem mówiąc, twarzoksiążka dziś mi przypomniała o tym, że dokładnie dwa lata temu z wielkim zachwytem oglądałam American Psycho (odtwórca głównej roli, Matt Smith niejaki, był mi wówczas całkowicie nieznany – nie znam się przecież za bardzo na Doktorze Who – i nie bardzo rozumiałam, dlaczego widownia składała się w 80% z ogromnie podekscytowanych młodych kobiet). Niestety wiem, o czym twarzoksiążka przypomni mi jutro, mianowicie o tym, jak to się wybrałam na czytanie sztuki. Bardzo dobrze to traumatyczne popołudnie pamiętam. Nie wracajmy do tego. Inna rzecz, że aż chciałoby się westchnąć, jak ten czas…

Ale, ale – wyobraźcie sobie, że niebawem pojadę w inne miejsce! Nie na tę zimną wyspę! Naprawdę! Nie w celach wypoczynkowych jednakowoż, bo te chyba dopiero we wrześniu…

One thought on “Funny how life can unfold

  1. Czasami to właśnie coś, co wydaje nam się epizodem, odgrywa w naszym życiu niezwykle ważną rolę… Popieram teorię o tym, że są ludzie, którzy pojawiają się na naszej dordze nieprzypadkowo…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s