I met a traveller from an antique land

Najbardziej lubię wyjeżdżać w piątki wieczorem. Ot, przychodzę niewinnie do biura, z nieco tylko większą niż zwykle torebką. Siadam. Klepię w klawiaturę. Przy kawuni i rozmowach o planach na weekend nie wyrywam się z własnymi. Gdy wybija siedemnasta, składam moje zabawki i wychodzę, i jadę prosto na lotnisko.
Owszem, docieram do celu w stanie właściwym dla konia po westernie.
Ale jest w tym coś z przygody, tak po prostu wyjść sobie po szychcie i udać się prosto do innego kraju. Ma się rozumieć, to nie Spitsbergen czy inna Amazonia, ale wszystko w swoim czasie. Poza tym, jak przekonałam się wielokrotnie, przygoda, jeśli się uprze, dopadnie człowieka wszędzie.
Stoję sobie zatem parę godzin później w kolejce pod wielkim napisem UK BORDER, w dłoni dowód, pod pachą książka, na ramieniu mój cały bagaż na 3 najbliższe noce. Za szybkami trzech stanowisk troje urzędników – jeden sympatyczny (na oko) starszy pan, jedna ponura baba z trwałą i jeden młody, uroczy okularnik. Błagam, losie, pchnij mnie do okularnika, myślę, jednocześnie kalkulując swoje szanse. I wyobraźcie sobie, że dwa pozostałe okienka jakoś się zakorkowały, więc oto młody, uroczy okularnik zamachał wesoło do niżej podpisanej, coby doń podeszła.
No przecież nie odmówię.

Ale najpierw był sen.
Sen, który sprawił, że dźwięk budzika – choć bardzo łagodny, nie znoszę terkoczących budzików – przyjęłam z najwyższym niezadowoleniem.
To było coś takiego, jakby moja podświadomość postanowiła na chwilkę wyciągnąć mnie z rzeczywistości, w której robiłam nieco bokami, i osłodzić mi trudy nadchodzącego – teraz już minionego – dnia. Sen, który zgromadził wszystkie moje fetysze, miłości i fascynacje w jednej całkiem realnej historii. Ot, koncert życzeń damskiej wyobraźni. Aż by się chciało, by choć jeden wątek był proroczy.
Usiadłszy na łóżku i przetarłszy oczy – ostrożnie, żeby całego snu nie wytrzeć – stwierdziłam, że wezmę to za dobrą monetę i zapowiedź udanej ucie… wycieczki.
Zaczęło się o tyle przyjemnie, że tuż przed wyjściem z biura przeczytałam, iż planowany na ten weekend strajk w metrze został odwołany. No ba. Jakby wiedzieli, że przyjeżdżam.

Zobaczymy, jak będzie.
Dziś najpierw przedstawienie, o którym pisano, że jest nieprzyjemne, brutalne i poruszające – czyli coś dla mnie – a potem przedstawienie, którego wcale nie chciałam oglądać… do momentu, gdy przeczytałam, że trzeba na nie zabrać tonę chusteczek. Czyli coś dla mnie. 
A pomiędzy… Hmmm, sama nie wiem. Dokądś mnie pewnie nogi poniosą.

14 thoughts on “I met a traveller from an antique land

  1. Hej, podejmie ryzyko zadania glupiego pytania. Jak sie odnosisz do recenzji krytykow teatralnych? Maja wplyw na twoj wybor? Ja sie wybieram na kilka sztuk w najblizszych miesiacach. The Master Builder zebral pochwaly od wielu krytykow ale komentarze pod recenzja said mniej pochlebne. Tak czy inaczej, nie moge sie doczekac.

    • Tak dość ostrożnie się odnoszę. W sumie chyba ze wszystkich źródeł krytykom ufam najmniej ☺ u nas często jadą po spektaklach, bo nie lubią reżysera i choćby zrobił arcydzieło, to i tak będą na nie. W UK za to krytycy są często nadmiernie życzliwi i tym bardziej jestem sceptyczna wobec ich opinii.

      Na mój natomiast wybór wpływ ma (kolejność bez znaczenia)
      – kto gra
      – kto reżyseruje
      – kto napisał
      – o czym to.
      Ale przede wszystkim mam swoje „radary” w postaci kilkorga ludzi, których gustowi ufam bezgranicznie i jeśli im coś się podoba, łapię bilet. To sprawdza się najlepiej.

      Biorąc wszak pod uwagę, że to Fiennes, byłabym spokojna😉

  2. Rozumiem, że pakujesz się tylko w podręczny? Masz już pewnie opracowany „zestaw minimum” na pobyt na 2 noclegi? Dajesz radę „w limicie”? Ja mam zawsze problem z tym😦

    • Tylko w podręczny. Rekord to 8 nocy, ale to było latem, więc wiadomo, łatwiej się spakować. Mam nie tylko zestaw, ale „wyjazdowe” półki w szafie – z ubraniami, które lubię zabierać. Z płynami bywa trudniej, ale jeśli zasuwam na dłużej niż weekend, to po prostu kupuję pastę do zębów czy balsam do ciała na miejscu. No i powroty, jeśli zrobi się zakupy, są nieco kłopotliwe, ale na to też już opracowałam sposoby😉
      Nigdy nie przekroczyłam limitu. Jak lecialam do Japonii, moja walizka z zawartością ważyła 7 kg.

    • Tak i nawet w ubiegłym roku dostałam ofertę pracy w Brytfannie, ale się wycofałam.
      Nie żałuję, bo dokąd bym wtedy uciekała?😉 Oczywiście bycie na miejscu wiele by ułatwiło pod względami i kulturalnymi, i towarzyskimi, ale są też sprawy, które mnie trzymają w PL.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s