„Is it true that this world will be destroyed?”… „It’s already happened. And it will happen again. And again”.

Po sobocie przyszła niedziela, jak to na ogół bywa.
W niedzielę wiadomo, co się robi. Idzie się na czytanko i tak też było tym razem.
Dzień był wyjątkowo ładny, choć prawie mnie z mostu do rzeki zwiało. Zanim udałam się na południowy brzeg, poszłam na obiad z moją przyjaciółką. Na Sunday roast, bo cóż innego. Kilka dni później nadal zachodzę w głowę, jakim cudem udało mi się samodzielnie zeżreć pół kury, poprawiając pieczonymi ziemniaczkami. I popić to wszystko rioją. Grzeszne. Albion, widzicie, to nie jest kraj dla dbających o linię.
To bardzo fajna osoba jest, ta moja przyjaciółka. A my się w początkach naszej znajomości wcale jakoś bardzo nie lubiłyśmy. Fakt, że mieszkamy chwilowo w dwóch różnych krajach, nie jest szczególnym problemem. Zresztą widuję ją częściej niż wielu zawsze-bardzo-zajętych znajomych w moim grajdołku, co mi daje do myślenia – ona zawsze niechby godzinę na kawę gdzieś po drodze wykroi, wiedząc, że przylatuję, a z innymi, mieszkającymi parę przystanków tramwajem dalej, nie mogę się spotkać miesiącami, bo ciągle odwołują.

– A może byś poszła ze mną? – spytałam. Przyjaciółka uniosła brew i spytała, co to za przedstawienie. Wyjaśniłam, że to właściwie nie jest przedstawienie, tylko jakby hm, czytanie sztuki (noweli właściwie, napisanej w XVI wieku, która Szekspirowi posłużyła za inspirację podczas pisania „Zimowej opowieści” – bo on, jakby wam to powiedzieć, niewiele swoich fabuł wymyślił zupełnie sam), w warunkach dość spartańskich.
– Nie spodziewałabym się po tobie niczego normalnego – odrzekła. – Ale widzisz, muszę mieszkanie posprzątać…

Tak, to nie jest najbardziej fantastyczna rozrywka w mieście, które ma London Eye i The Shard, i kolejkę linową, i dinozaury, i w ogóle. Ale to niewątpliwie jedna z rozrywek najmilszych. Oto nieźli aktorzy poświęcają swój jedyny wolny dzień w tygodniu (w brytyjskim teatrze to niedziela, nie poniedziałek jak u nas), żeby wam poczytać i przed wami zrobić z siebie durniów. W tym wydarzeniu brała udział tylko piątka aktorów, a ról było wiele – włączając zwierzęta oraz jedno niemowlę – więc oczywiście wszystko się rozjechało, i powiem wam, że nie ma wielu radośniejszych widoków nad człowieka o urodzie amanta i aksamitnym barytonie (ten po prawej na zdjęciu), który wygłasza żarliwy monolog, a jego towarzysze zabawy wyglądają na dziwnie skonfundowanych, i on wtedy spogląda na nich, na trzymany w dłoni skrypt, znowu na nich, znowu na skrypt, by powiedzieć: „Oh fuck… Sorry, wrong page!”.
Walor edukacyjny tych wydarzeń jest oczywisty, walor zabawowy również (im większa tragedia, tym więcej śmiechu), ale czytanka moim zdaniem pełnią też funkcję terapeutyczną. Jeśli wstydzicie się interakcji, boicie się pierwszego rzędu, przeraża was myśl o tym, że aktor mógłby spojrzeć wam w oczy albo nie daj Bóg usiąść obok was i poklepać w kolano – okaże się, że ten wasz stres jest zupełnie niepotrzebny. Bo to wszystko zabawa. Spędzamy sobie razem miło czas. Przez tych kilka godzin macie wrażenie, że jesteście wśród swoich. I jesteście. Bo oto jeden z dwojga pierwszych pracowników Shakespeare’s Globe, mózg tej inicjatywy, zsuwa okulary na koniec nosa i puszcza wam oko, bo już waszą pyzatą twarz rozpoznaje. I to jest naprawdę bardzo fajne. A poza tym jeśli macie doła, to też uczestnictwo w tym wydarzeniu wyjdzie wam na zdrowie, bo intensywny masaż przepony w cenie.

A potem znowu stukot metra z powrotem do pokoiku.

Następnego dnia poszłam na Battlefield.
Na motywach Mahabharaty.

wp-1455150725806.jpeg

Oryginał trwał dziewięć godzin. Ta wersja, okrojona do wątków bitewnych, ale reżyserowana przez tego samego Petera Brooka, absolutnie największe nazwisko w teatralnym świecie, trwa nieco ponad godzinę. I ta godzina pozostawia widza nietomnym z wrażenia. To tylko kilkoro aktorów snujących się boso po pustej scenie i jeden Japończyk wybijający rytm na swoim bębenku – a szczęka opada. Niczego więcej nie trzeba.
Niesamowite. Poruszające.
To było moje wielkie marzenie, zobaczyć coś, co ten bez dwóch zdań wybitny reżyser, już teraz 90-letni zrobi.
Udało się przypadkiem, bo bilety oczywiście były wyprzedane, ale postanowiłam z ciekawości zaglądać, bo może a nuż coś się zwolni – i tym sposobem zdobyłam miejsce w pierwszym rzędzie. Bo się zwolniło.

Poszłam, zobaczyłam, przejęłam się.
Ciary, powiadam. Rzecz tak prosta, tak czysta, ale tak intensywna…

wp-1455145061598.jpeg

Tak się składa, że wyjście dla personelu przypadkiem znajduje się na parterze Young Vic i zarazem w świetnej knajpie pod nazwą The Cut (tak też się nazywa londyńska ulica, na której oba Viki – Young i Old – się znajdują, i tak też się nazywa serwowany w ichnim barze drink z malinami, polecam). Innymi słowy, wykonawców można po wszystkim złapać w kolejce po piwo i powiedzieć, że są świetni. Ponieważ to jest właśnie oczywista rzecz, którą mówi się nieznajomym, nieprawdaż.
To zabawne, zobaczyć kogoś, kto przed chwilą na scenie wydawał wam się potężny, a pod tymi drzwiami ledwo wam do ramienia sięga.
Ot, czary.

2 thoughts on “„Is it true that this world will be destroyed?”… „It’s already happened. And it will happen again. And again”.

  1. „Mahâbhârate” w calosci przezylam dawno temu w trakcie festiwalu w Avignonie. Brook w swoim geniuszu wybral jako tlo opowiesci kamieniolomy , sluznie twierdzac, ze nie ma lepszego miejsca do grania tego poematu, „ktory wyrosl z ziemi”. Pozostanie ono w mojej pamieci jako jedyne zdarzenie teatralne, w ktorym tak silnie czulo sie role przyrody (wiatr, zapachy ziol prowansalskich), ze o wschodzie slonca nie wspomne. W miedzynarodowej obsadzie byl takze Ryszard Cieslak , grajacy role niewidomego krola Dhritarashtry. Ten ponad 9-ciogodzinny spektakl zostal skrocony w serii telewizyjnej i istnieje jego 3 godzinna wersja na DVD.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s