I suppose it’s like forgetting

Przywiozłam sobie teraz z wycieczki Billy Elliot Live – mówiłam przecież, że National Theatre ma sklep, którego należy za wszelką cenę unikać, choć i tak uważam, że dział poświęcony teatrowi i kinu w Foyles jest nie do pobicia.
Włączyłam sobie wczorajszego popołudnia.
No i znowu…
Uwielbiam wersję filmową, widziałam wiele razy, finałowa scena mnie zawsze rozwala tak samo (ciekawostka taka – dorosły Billy to facet, który naprawdę tańczył w Jeziorze Łabędzim Matthew Bourne’a; wybitny tancerz i choreograf i oczywiście, że można sobie całość zobaczyć w internecie, gdyby ktoś odczuwał głód baletu w niedzielny wieczór). Wersją sceniczną nigdy nie byłam jakoś szczególnie zainteresowana, bo nie jestem wielką fanką musicali. Nawet jeśli muzykę do nich pisze Elton John. Niemniej ponieważ lubię sprawdzać, czy moje uprzedzenia aby nie są na wyrost, kupiłam, włączyłam i powiadam, moi sąsiedzi musieli tony cebuli kroić, albo może soczewki mi podrażniły oczy…
Nie wiem, witamin za mało spożywam czy co. Płaczę z zatrważającą regularnością.
Prawdą jest jednak, że jest to rzecz obiektywnie raczej wzruszająca.

No dobrze. Dość już o teatrze i innych smętach.
Troszkę jest mi gorzko dziś, drodzy państwo, bo wyjątkowo nie lubię kończyć znajomości, ale.
Jako osoba z natury miła i cierpliwa mam skłonność do dawania ludziom kolejnych szans. Niemniej mam swoje granice. Nie jest łatwo je przekroczyć, ale nie jest to niemożliwe. I gdy się to zrobi, to już nie ma powrotu. Gdy mnie ktoś wkurwi, ale tak naprawdę wkurwi, tracę skrupuły zupełnie. Jak zwykł mawiać pewien bohater literacki – „my good opinion once lost, is lost forever”. Dziękujemy, do widzenia. Nie znajduję rozsądnego powodu, dla którego miałabym pokornie znosić wdupiemanie. To nie chodzi o to, że raz, dwa czy cztery odwoła się kawę, bo po pierwsze wypadki się zdarzają, po drugie każdy czasem zwyczajnie nie ma ochoty wypełznąć z domu. Okej. Zrozumiałe. Sama to robię. Ale jeśli ludzie, którzy mnie znają mnie krócej i znacznie słabiej, bez problemu znajdują dla mnie czas, to mi daje do myślenia. Nie znoszę gwiazdorzenia, mam alergię, nie trawię zachowań w stylu „och, jestem taki zajęty i ważny”. To sobie bądź. Szkoda, bo wiele przyjemnych i nieprzyjemnych chwil razem się przeżyło, niemniej to już niewątpliwie pieśń przeszłości.
Szkoda.
Ale jakoś nie lubię siedzieć w czyjejś poczekalni. Naczekałam się w życiu dość.

2 thoughts on “I suppose it’s like forgetting

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s