Pop! goes my heart

Wczoraj, kiedy już spałam, pan i władca wysłał mi, wyobraźcie sobie, walentynkę.
Nie wiem, zmalował coś albo gorączka go trapi. A może to przez okrągłe urodziny, które mu w tym roku przypadają, tak okrągłe, że nie dowierzam, i wskutek tego nastąpiły zmiany w jego światopoglądzie objawiające się rzutami sentymentalizmu. Wiecie, smuga cienia itepe.
Dobra, drwię sobie, ale miło było się obudzić w poniedziałek i przeczytać taką a nie inną wiadomość.

Pan i władca otóż, odkąd go znam, ma takie samo nastawienie do wszelkich tego typu imprez jak ja (bo ja z tych wrednych, co 14 lutego chodzą po mieście i liczą ludzi podążających jakże oryginalnie z jedną czerwoną różą – ale jak wiadomo, moją ulubioną pisarką jest Dorothy Parker, też bardzo cięta na wędrowanie po linii najmniejszego oporu w sprawach damsko-męskich). Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie odmawiam nikomu prawa do cieszenia się okazją, zresztą każda możliwość okazania komuś, że się go być może ewentualnie troszeczkę czasami w porywach lubi, jest dobra. Po prostu nie czuję potrzeby świętowania tego dnia jakoś szczególnie. Mam swoje daty, znacznie dla mnie ważniejsze. Trzydziesty maja na przykład, dzień, w którym parę lat temu wychodziłam z domu zupełnie normalna i zdrowa na umyśle, a wróciłam w takim stanie, że do tej pory nie wiem, jak doszłam do domu na tych nogach, którymi się wskutek nagłego coup de foudre nakryłam. Albo dwudziesty dziewiąty lipca. Albo dziewiętnasty stycznia. Jeszcze parę by się znalazło.
Pan i władca nie jest też osobnikiem zbyt skłonnym okazywać uczucia. W każdym razie nie za pomocą słów..
Ale mimo to pozostaje jednym z najczulszych ludzi, jakich w życiu poznałam, choć dokopanie się do tej warstwy chwilę zajmuje i zapewne gdybyście go poznali, pomyślelibyście, że temu to lepiej z drogi schodzić. Dosłownie. Bo gdy się z nim podróżuje samochodem, to on ma dość ciężką stópkę, a poza tym „niech tylko sobie okulary przeciwsłoneczne znajdę, miałem w schowku” i rączki z kierownicy, i gmera w tym schowku cholernym, a autorka zbielała wpatruje się w osobę niewinnie wkraczającą na pasy przed nami (gwoli ścisłości, chłopak nigdy nikogo nie rozjechał – przynajmniej ja o żadnym takim przypadku nie wiem).
((Nie wiem też, czemu o tym wszystkim piszę, wszak jakiś czas temu postanowiłam odpuścić sobie wątki mocno prywatne – ale, jak już zostało ustalone, ja też z wiekiem mięknę i uznałam, że udzielę sobie dyspensy)).

Z innych nowości, zaniosłam do krawcowej ten mój kaftanik z lumpeksu, żeby go trochę zwęzić. Ona popatrzyła fachowym okiem i powiedziała, że a) świetna wełna, b) ktoś to ręcznie uszył, c) ktoś bardzo zdolny to ręcznie uszył.
Świetnie. Znowu będę miała płaszcz, jakiego nikt inny nie ma. I to tylko dlatego, że idąc na dworzec, kątem oka zauważyłam to cudo na wystawie. Anonimowemu twórcy jestem ogromnie wdzięczna.
Nie mogę się doczekać, żeby w tym wyjść na miasto. Tylko niech wreszcie przestanie padać nad Krakowem…

11 thoughts on “Pop! goes my heart

  1. Ja też walentynkowa nie jestem – i po stokroć wolę świętować to, co dla mnie jest ważne, a nie to, co jest modne.
    A w lumpeksach to można niekiedy istne cuda ustrzelić…

    • Prawda. Nigdy nie miałam cierpliwości do lumpeksów i nie jestem zbyt dobra w wynajdywaniu tam pereł, ale ten płaszczyk zobaczyłam i po prostu musiałam mieć.
      A że przy okazji znalazłam trzy fajne torebki, to inna sprawa, o której nie chcemy mówić, bo torebek już i tak mam za dużo😉

  2. Ręcznie szyty i wełna… cudo. Fotkę poproszę w linku już po przeróbce🙂 Z powodów „ideologicznych” postanowiłam jakiś czas temu w takim zakresie, w jakim to możliwe zrezygnować z sieciówek (takie tam miałam różne przemyślenia ekhem życiowe też z powodu okrągłych urodzin). Więc kupuję w lumpeksach realnych i internetowych – oraz ewentualnie zamawiam „rękodzieło” od osób trudniących się takim procederem…🙂

  3. Poszlam na Goodnight Mr Tom. Bardzo mi sie podobalo ale chyba mam serce z kamienia bo nie uronilam ani jednej lzy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s