Eyes must be open and clearly visible

Wyszłam wczoraj do miasta po drobne zakupy, ściślej po soczewki kontaktowe.

Czy to są soczewki kontaktowe, koleżanko?
wp-1456675330812.jpeg
Do oczu ich raczej nie włożysz… I nie przyznawaj się, że kupiłaś KOLEJNĄ małą torebusię, co prawda przy twojej częstotliwości wizyt w teatrze KOLEJNA mała torebusia znajdzie zastosowanie z pewnością, ale zadaj sobie wreszcie pytanie, ile właściwie można mieć torebek? I ile ty ich masz? Nie pamiętasz, co? No, właśnie.
Rzadko noszę szpilki, bo jestem dość wysoka i obcasy nie służą moim po wielokroć kontuzjowanym kolanom, ale te akurat aż miło wzuć.
W drodze powrotnej zalazłam do księgarni.
Nie to, żebym nie miała w domu sporego zapasu nieprzeczytanych książek. Tym razem jednak złapałam tylko tę, po którą przyszłam.
Przeczytałam ją dziś po południu. W całości. Nie jest długa; niewiele ponad sto stron.
Reporter i fotograf, obaj obywatele Unii Europejskiej, postanowili odbyć podróż z uchodźcami z Egiptu. Oczywiście po drodze zostali złapani, aresztowani, ambasady ich wybroniły i odesłały rejsowymi samolotami do domów. Jakiś czas później, gdy dowiedzieli się, że ich dawni towarzysze podróży jakimś cudem dostali się do Europy (tylko dlatego, że włoskie wojsko patrolowało rejon, w którym tydzień wcześniej zatonęła łódź, i ewakuowało tę ich, przepełnioną potwornie), postanowili pomóc im dostać się dalej – innymi słowy, sami stali się przemytnikami. Znów złapała ich policja. Tak czy inaczej, w końcu cała trójka ludzi, z którymi najbardziej się zżyli, dotarła do swoich wymarzonych krajów, żeby zacząć nowe życie. Trudne, bo z daleka od rodzin, wśród ludzi, którzy mówią niezrozumiale i nie kryją antypatii do obcych. A jednak.
Jest w tej książce moment, gdy autor wiezie dwóch syryjskich braci z Włoch przez Austrię. Jeden z nich nagle się dziwi – to już jesteśmy w innym kraju? Jak to? A gdzie była granica? Jeszcze pamiętam z dzieciństwa paszport, w którym wbita była taka wielka pieczątka z listą krajów, do których można z tym dokumentem wjechać, a potem pojawiła się inna pieczątka z magicznym napisem „wszystkie kraje świata”. Niemniej od kilkunastu lat unijne prawo mnie rozpieszcza i przekraczanie granicy – jeśli ona istnieje – to czysta formalność, dzień dobry, dowód proszę, dziękuję, bezpiecznej podróży. Właściwie mogłabym wyjść z domu tak, jak teraz siedzę, z tym, co mam w kieszeniach i ruszyć do Portugalii. Mogę sobie pojechać, dokąd tylko zechcę. Nie muszę łamać prawa, kupować fałszywych papierów, dawać komuś w łapę. Nie muszę znosić niewygód w jakiejś norze, czekając na moment, gdy wreszcie będzie można ruszyć dalej. Ani na te cholerne łódki wsiadać, sterowane przez ludzi, których akurat najmniej obchodzi to, czy pasażerowie dotrą do celu, czy nie. Byle zapłacili. Ten wątek jest najbardziej przerażający. Wiadomo oczywiście, że cały ten przerzutowy biznes jest niesłychanie lukratywny – człowiek zdesperowany spienięży wszystko, co ma. I w pewnym momencie uświadamia sobie, że płaci pospolitym przestępcom. Zwykłej mafii, nawet nie dość wyrafinowanej, żeby udawać, że nią nie jest. Człowiek człowiekowi wilkiem niezmiennie.
To nie jest wybitny reportaż. Zwłaszcza że autor, złapany w połowie drogi, już nie miał szans doprowadzić sprawy do końca incognito. Niemniej jest to rzecz przejmująca ogromnie. Z finalną tezą wiele osób się nie zgodzi, jestem pewna, ale.
Ale.

Jest jedna rzecz, uważam, której bardzo nie doceniamy, żyjąc sobie pod naszymi dachami. Człapiąc na bosaka rano – nie wiem jak wy, ale ja mam taki zwyczaj, że lubię w weekendowy poranek zaparzyć sobie herbatę i wrócić z nią do łóżka. Jadąc tramwajem, który nadjeżdża co – och, aż! – pięć minut i naśmiewając się z idiotycznych newsów w tramwajowej telewizji. Złoszcząc się, że ekspres do kawy w biurowej kuchni nie działa. Wracając z pracy w swoje cztery kąty i włażąc pod gorący prysznic.
Spokój mianowicie.
Mamy spokój.

5 thoughts on “Eyes must be open and clearly visible

  1. Wszystko co mamy staje sie bardzo oczywiste. Kiedys moja mama prala moje jedyne rajstopy co wieczor, buty o 2 numery za duze do 1. komunii przyplynely z Kanady od ciotki, jadlam czesto chleb z cukrem, telefonu w domu nie bylo. Dzis mam w zasadzie wszystko, choc nie potrzebuje. Wojny co prawda nie ma, jednak spokoju tu, gdzie jestem, coraz mniej. A myslec musze juz nie tylko o sobie.

  2. Cudne. Niestety lakierki nie sa dla mnie. Pamiatka po polamanych we wczesnej mlodosci paluchach… (nastolatkow zabawy na basenie) i w zwiazku z tym krzywe stawy paskudnie sie odcinaja… ale matowe szpilki🙂 to jest to🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s