I’m somewhere in the middle of your head

Dawno wam nie polecałam niczego dziwnego, więc dziś nadrobię.
Takie wspaniałe czasy nastały, że można za darmo, nie ruszając się z własnego fotela, oglądać na żywo coś, co wydarza się w Londynie. Oglądać, a co w tym przypadku ważniejsze – słuchać, koniecznie w słuchawkach, ze względu na efekty dźwiękowe! W pewnym momencie zresztą wykonawca poprosi o zamknięcie na chwilę oczu… Ogólnie polecam odciąć się na te dwie godziny od wszelkich bodźców, odsunąć telefon, zgasić światło. Najlepiej, żeby nic waszym uszom nie przeszkadzało.
Dostępne będzie przez cały tydzień jeszcze. Jest to rzecz cudaczna, zabawna, przejmująca i fascynująca.

Dobrze, że na tę transmisję wybrali akurat dzisiejszy dzień, bo był dla mnie wyjątkowo paskudny, od momentu, gdy wyszłam rano z domu i wiatr wyrwał mi z dłoni parasolkę. A pod koniec dnia zostawiłam ją w biurze i napadało na mnie. A pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami bardzo się wku… zirytowałam się bardzo.
Rozwój internetu przyzwyczaił ludzi do tego, że własność intelektualna to takie coś, co można szanować, ale nie trzeba. Podoba mi się zdjęcie? Skopiuję sobie bez podpisu. Podoba mi się czyjś tekst? Autor przecież się nie dowie, że go cytuję obszernymi fragmentami (no chyba że się dowie – mnie kiedyś, w zamierzchłych czasach, jeszcze gdy siedziałam w innym serwisie pod inną ksywą, ktoś życzliwy doniósł, że znalazł na jakiejś innej stronie wpisy, które już jakby gdzieś czytał; można powiedzieć, że naśladownictwo jest najwyższą formą pochlebstwa, ale nie jest to do końca prawda). Nie mam do powiedzenia nic od siebie? Nieważne. Gdy tak sobie czasem chodzę po blogach – głównie wtedy, gdy mam coś pilnego do zrobienia – nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszędzie te same tematy opisywane w ten sam sposób, z użyciem tych samych chwytów. Jakby ludziom nie zależało na oryginalności. Obawiam się, że istotnie im nie zależy.
I to rozluźnienie obyczajów, rozmywanie się granicy pomiędzy inspiracją a pospolitym wykorzystywaniem cudzych pomysłów, przenosi się niestety do rzeczywistości. Może człowieka krew lekko zalać, gdy widzi, że ktoś się podpisał pod jego robotą. Z jednej strony rozumiem – nie ma sensu robić od nowa czegoś, co już kiedyś zrobione zostało. Z drugiej można było spytać, czy ktoś, kto się nad tym onegdaj wysilał i spędził wiele godzin na rzeźbieniu w… niewdzięcznej materii, nie ma nic przeciwko. Pewnie by nie miał.
Nie znoszę. To jedna z najskuteczniejszych metod na to, żeby mi podpaść. Na długo.
W poprzedniej pracy miałam do czynienia z kimś, kto robił to stale i bez krępacji, a mnie było głupio zwrócić mu uwagę. Brał sobie moje prezentacje i przedstawiał jako swoje, nie zmieniwszy nawet słowa. Nigdy mu niestety nie powiedziałam, co o tym myślę.

Ale, żeby zakończyć miłym akcentem, dodam, że obejrzawszy drugi odcinek The Night Manager, zaczynam rozumieć, skąd się bierze powszechne damskie uwielbienie dla odtwórcy głównej roli (już nie tak wymuskanego i przyjemnego w tym epizodzie). Co prawda nadal nie grozi mu uzyskanie specjalnej przegródki w mym pojemnym sercu, niemniej doceniam, doceniam.

10 thoughts on “I’m somewhere in the middle of your head

  1. Powtarzalnosc tematow na blogach to jakas plaga.
    Jak swieta – to lista linkow do oryginalnych prezentow
    jak nowy rok – to postanowienia…I linki do drukarni albumow.
    I wygladem wiele blogow zaczyna bardzo sie do siebie zblizac.
    Takie czasy, Paniusiu…

  2. I ta moda na wyliczanki : 7 sposobów na udane święta, 12 deserów, bez których nie warto dalej żyć, 20 cech prawdziwego mężczyzny itp itd –> nie na wi dzę!!! ( pomijam ich wartości poznawcze ofkors;)
    Jeśli chodzi o zapożyczenia cudzej własności intelektualnej,to uważam, że dużo w tym Twojej winy, ze nie reagujesz i dajesz ciche przyzwolenie na kradzież. Niestety, ja też nie umiem w takiej sytuacji zwrócić uwagi i o ironio! czuję się zakłopotana sytuacją, hehehe. Doprawdy, ironia losu ( albo ofiara losu?;))

    • A to prawda. Niestety moje usposobienie pozwala mi najwyżej łypać morderczo, gdy podpadnięty nie patrzy🙂 I bardzo tego żałuję niekiedy.

      Wyliczanki, tak. 8 sposobów prasowania piżam, 15 zastosowań buraka, których nie znaliście et cetera et cetera. Masakra. Nawiasem mówiąc, kiedyś się z nudów zastanawiałam, jakie tematy sama mogłabym wziąć w ten sposób na warsztat, ale po krótkiej analizie tychże tematów doszłam do wniosku, że ci, którzy jeszcze mają jakiekolwiek wątpliwości, wtedy to już na pewno uznaliby mnie za osobę, która nie ma wszystkich w domu😉

  3. A ja pytanie z innej beczki. Wiem, że już kiedyś było szczątkowo na ten temat, niemniej jednak. Jaka jest rozpiętość, jeśli chodzi o ubiór w londyńskich teatrach – a ściślej biorąc o stopień „elegancji” i „formalności” odzienia? Pomijam oczywiście to, że niektórzy zawsze i wszędzie chodzą w swetrze plus że znajdzie się kilku ubranych wręcz absurdalnie elegancko i tak dalej. Ale tak „średnio”, patrząc na widownię, jaki obraz dominuje?

    • Dżinsy🙂 Generalnie jak tam się człowiek ubierze do teatru tak, jak to jest u nas przyjęte, to może poczuć się, jakby się urwał ze stypy. Wyjąwszy jakieś specjalne okazje, tam nikt się za bardzo nie stroi. Business casual to jest na ogół maksimum.

  4. jesli chodzi o ochrone praw autorskich do prezentacji to PowerPoint 2010 i PowerPoint 2013 daja kilka mozliwosci (zapisanie nieedytowalnej wersji ostatecznej, zahaslowanie lub zapisanie w formacie PowerPoint Show (.pps)).
    Rozwiazaniem doraznym jest prezentacja w formacie pdf.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s