Have gun, will travel

Ledwo wlazłam do biura, powłócząc smętnie nogami, i od razu się okazało, że mój grafik na najbliższe miesiące podczas mojej nieobecności uległ dramatycznym zmianom i będzie ulegał dalszym. W sumie nie wiem, czy mądrzej byłoby prewencyjnie spakować walizkę i ustawić w kącie, na wypadek gdyby z dnia na dzień miała okazać się potrzebna, czy jednak kupić sobie sadzonki na balkon i bilet na czerwcowy koncert Bobby’ego McFerrina w Krakowie.
Sama chciałaś, dziołszka.
Sama chciałaś.

Tymczasem, proszę ja was, mimo całego zmęczenia piątkową podróżą (a dokładniej, lotniskiem Tegel, na którym nawet nie próbujcie się przesiadać, jeśli nie macie dobrego czasu na setkę, i nie pijcie niczego, bo toalet jest mało i paskudne; na usprawiedliwienie tego miejsca trzeba dodać, że ono miało zostać zamknięte dawno temu, ale budowa nowego berlińskiego lotniska ślimaczy się okrutnie, więc staroświeckie Tegel ciągle działa, nieszczególnie radząc sobie z kolosalnymi liczbami pasażerów, którzy jak jeden mąż dostają ostrego rzutu socjopatii) zdołałam powadzić się ze znajomym w podróżnej sprawie.
Koleżka otóż stwierdził, że latanie z małymi dziećmi zahacza o buractwo.
Bo się innym przeszkadza. Płacze toto i w ogóle.
A poza tym, co mnie szczególnie rozbroiło, koleżka stwierdził, że to „takie polskie”.
Powaaażnie?…
Nie, to nie jest takie polskie, ludzie wszędzie na świecie zachowują się tak samo.
Owszem, przyznaję. To jest irytujące, całkowicie obiektywnie jest, zwłaszcza o – dajmy na to – szóstej rano, gdy człowiek wsiada i ma nadzieję przespać czas do lądowania. Kiedyś również należałam do frakcji antyniemowlęcej, gdy idzie o awiację, ale z wiekiem nieco mi przeszło. W końcu taki niemowl na ogół nie wybiera się w podróż z własnej woli, nieprawdaż. Jeśli mnie bolą uszy, to niemowla tym bardziej. Niemowl nie wie, co się z nim dzieje, a to niezbyt komfortowe uczucie. Poza tym niejeden dorosły ma ochotę płakać wniebogłosy w podróży, zwłaszcza gdy leci tanią linią, która zmusza go do owinięcia sobie nóg wokół szyi i wydania jednej czwartej pensji na przynoszący chwilową ulgę kieliszek wina. Jak tu się dziwić niemowlu? Dużo mniej empatii mam dla rozkosznych chłopaczków kopiących w mój fotel albo biegających w tam i nazad przez dwie godziny ku uciesze zachwyconych rodziców.
O ile zatem, jak każdego, wytrąca mnie z równowagi dziecięcy płacz, ale raczej współczuję takiemu maluchowi, niż się na niego – czy też jego rodziców – złoszczę, o tyle zachowania dorosłych ludzi w drodze załamują mnie wielce. Jestem ogólnie dość odporna, nauczyłam się odcinać za pomocą książki i/lub muzyki, ale są chwile, gdy modlę się o jak najszybsze dotarcie na miejsce. Dla mnie bowiem prawdziwa buraczaność to pospolita nieżyczliwość. Obojętność na współtowarzysza niedoli. Bieg z tratowaniem ludzi do samolotu, choć miejsca teraz już wszędzie przydzielają. Guzdranie się z fochem na ustach podczas kontroli bezpieczeństwa, jakby w kolejce do tejże nie zdążyło się po wielokroć obejrzeć filmiku tłumaczącego, że tak, pasek też trzeba zdjąć, a to i owo wyjąć z torebki, ach, i jeszcze to, ojej, o zegarku się zapomniało (zgodnie ze złośliwym prawem rządzącym światem, na takich wyluzowanych trafia się zawsze wtedy, gdy wam się bardzo, ale to naprawdę bardzo śpieszy). Zajmowanie czyjegoś fotela (zdarzyło mi się tak, i owszem: „Przepraszam, ale to moje miejsce…” – „Ale ja tu byłem pierwszy”, odparł zwięźle wyraźnie obrażony osobnik i ani myślał się ruszyć; odpuściłam, niemniej obiecałam sobie, że gdy następnym razem spotkam kogoś równie uroczego, wyznam mu, że zależy mi na właściwej identyfikacji zwłok w przypadku katastrofy, ponoć to działa). Chlanie. Nie wspomniany przynoszący chwilową ulgę kieliszek wina czy nawet dwa, tylko chlanie, bo pół litra żołądkowej to akurat w godzinkę się zrobi, nikt nie zauważy. Zajmowanie dwóch siedzeń w autobusie i udawanie, że nie widzi się wsiadających, którzy rozglądają się za wolnym fotelem. Nawijanie do telefonu przez całą drogę. Zwykle o czyimś pogrzebie, chorobie jelit lub przykrym rozwodzie koleżanki.
W podróży każdy z nas jest dość delikatny. Gdy to podróż dość długa, a tym bardziej gdy samotna z tłumem obcych ludzi, nasza wrażliwość na bodźce jeszcze wzrasta. Nikt z nas nie jest pasażerem idealnym*, ale że większości z nas nie stać na Jaguara z kierowcą na ziemi i prywatnego Embraera w niebiesiech, musimy sobie jakoś radzić. Troszkę nawzajem się znosić, troszkę nawzajem ułatwiać sobie życie.

*A propos – jak być może niektórzy pamiętają, zawsze marzyłam, żeby mnie w samolocie usadzono obok arcyprzystojnego młodziana. Marzenie się spełniło, tylko nie przewidziałam pewnego drobiazgu – że on usiądzie przy przejściu, a ja przy oknie i on zaśnie… na osiem godzin…

10 thoughts on “Have gun, will travel

  1. Wszystko prawda, plus płacz dziecka jest naprawdę stresujący dla jego rodziców (pewnie, że nie wszystkich, niektórzy olewają albo udają, że olewają – wyjątki są wszędzie), bo oprócz kwestii „dobrostanu” dziecka nikt nie lubi nienawistnych spojrzeń wokół. Ja sama przy ostatnim locie do Norwegii zaczęłam się łapać na irytacji z powodu płaczu dziecka 3 rzędy przed naszym, ale potem przypomniałam sobie, że i moje dziecko było małe… a choć akurat na pokładzie nigdy nie płakało, miało fobię toalet lotniskowych, w związku z czym wszystkie drzwi „pośrednie” na drodze do kabiny (choćby było ich i troje) nie mogły być zamknięte, ale musiały być „przystawione” naszą torbą/plecakiem/książką/miśkiem – byleby była szpara jako gwarancja, że się z toalety wydostaniemy. Wyobraź sobie te tłumaczenia kierowane do osób wchodzących/wychodzących: Could you, please, leave that bag as it is? I’d really appreciate it…. my daughter is really scared of being locked in here, so…… – byleby dziecko bez stresu załatwiło sprawę i ręce umyło, czujnie omiatając wzrokiem wszystkie drzwi wokół🙂 P.S. Na szczęście wyrosła🙂

  2. M.in. z tego powodu na urlop jedziemy, nie lecimy, żeby ograniczyć sobie stres związany z oburzeniem, że dziecko RÓWNIEŻ potrafi być głośne😉 No, i jeszcze mamy w pamięci spóźnienie lotu o 6 godzin, co „wynagrodzono” nam paczką czipsów o godzinie 7 rano, pycha.

    Nowe lotnisko w Berlinie to chyba już nigdy nie zostanie otwarte, trochę wadliwe okazało się, teraz sprawa bardzo przycichła, ale nie sądzę, by tam coś dobrego się jeszcze działo😉

  3. Już nie mówiąc o tym, że w bardzo wielu przypadkach podróż z małym dzieckiem to nie kaprys, tylko konieczność. Można na przykład mieszkać z rodziną na drugim końcu świata i móc się wybrać do dziadków na wakacje czy choćby i na pogrzeb tylko i wyłącznie samolotem…

  4. Ludzie to dziwna rasa. Dzieci sa pelnoprawna czescia spoleczenstwa, (podobnie jak ludzie starsi), a coraz czesciej zdarza mi sie czytac debaty na temat tego czy im wolno, czy nie wolno przebywac w samolocie, hotelu czy restauracji. Smutne to jest, bo bez dzieci to jakby nasza wspaniala ludzkosc raczej daleko nie zajdzie🙂
    W ogole – najlepiej zeby publicznie pokazywali sie tylko mlodzi i ladni. A reszta niech siedzi cicho w domu. Bo komus moze przeszkadzac.

    Calkowicie zgadzam sie co do podroznikow klepiacych cala droge w telefon, przepychajacych sie itd, brrrr…

    • Mam jeszcze jedno – słuchanie muzyki i oglądanie filmów bez słuchawek. Gdy ostatnio wracałam do Polski, facet w lotniskowej restauracji oglądał tak mecz. Nie bacząc na to, że przy sąsiednich stolikach siedzą ludzie, a w lokalu gra muzyka. Myślałam, że uduszę.

  5. Miałam takie same refleksje odnośnie Tegel. Ono nie jest skonstruyowane jak standardowe lotnisko. Wydawało mi się bardziej skomplikowane i nielogiczne, ale może to kwesia przebiegnięcia maratonu kilka godzin wcześniej.
    A co do księcia. Od 7 lat latam. Co tydzień, najrzadziej co dwa. I jeszcze nie uświadczyłam. Ale ciągle mam nadzieje😉

    • Pod względem czysto architektonicznym – ja się na tym nie znam, ale wiem, co mi się podoba – to lotnisko jest super. Natomiast jest kompletnie nieprzystosowane do tak kolosalnej liczby pasażerów, jaka się przez nie teraz przetacza i na pewno nie było budowane z myślą o przesiadających się (co w praktyce polega na tym, że wychodzisz na zewnątrz z jednego terminalu i pędzisz biegiem do drugiego).
      Książąt nie polecam po moim przykrym doświadczeniu. Dochodzę do wniosku, że najlepsze ze wszystkiego jest puste miejsce obok😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s