A woman’s face with Nature’s own hand painted

Tak się złożyło, że dziś przypadł jeden z tych dni, gdy każdy człowiek pracujący czuje się, jakby był panem świata. Wszyscy wiemy, o co chodzi i wszyscy wiemy, że jak nietrwałe to uczucie. Pomyślałam zatem, że może od razu, dla spokojności kupię sobie bilet na na jesienne finałowe czytanko – byłam dwa lata temu i w ubiegłym roku, więc i teraz będę. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że większości miejsc na parterze już nie ma, łącznie z tym, na którym siadywałam w poprzednich latach. Ktoś mi normalnie miejsce zajął. Ludzie to wilki.
Nie drgnęłaby mi brew, gdyby chodziło o przebojowy spektakl z gwiazdą w głównej roli. Ale obsada nie jest znana i nie jest powiedziane, że w ogóle zostanie ujawniona zawczasu, obecność gwiazd mało prawdopodobna, mało tego – nie wiadomo nawet, co to będzie za sztuka. A jednak ludzie wykupują bilety siedem miesięcy wcześniej i być może stukałabym się w czoło, gdybym nie zrobiła tego samego.

pit

Trzeba być. Dla atmosfery.
Nawiasem mówiąc, gdyby nie towarzystwo z czytanek, nie dowiedziałabym się dziś, że Google zdigitalizowało XVII-wieczny podręcznik ars amandi (linkuję na wypadek, gdybyście nie mieli co czytać w święta). I że oczywiście ktoś ze zbereźnym poczuciem humoru od razu uruchomił na Twitterze konto z najbardziej soczystymi cytatami zapisywanymi w oryginale. Coś pięknego.

lua

Tak, wiem. Ale mnie bawi, co poradzę.

Zapewniwszy sobie wjazd na najważniejszą (w pewnych osobliwych kręgach) imprezę roku, spłaciłam dług zaciągnięty u przyjaciółki w ubiegłym tygodniu, gdy to podczas konwersacji narzekałyśmy, jak to dawno nie byłyśmy na prawdziwych wakacjach – takich wiecie, w walizce tylko pareo, japonki i krem z filtrem. Od paru lat marudzę, że chciałabym w końcu spędzić urlop na plaży, po czym i tak trafiam do Wielkiej Brytanii. Albo Norwegii. Albo w Beskid Niski, który uwielbiam, ale pechowo zwykle trafiam tam, gdy leje. Marudziłam, marudziłam, aż opatrzność stwierdziła, że dość ma tego rzężenia. Akurat podczas mojej z przyjaciółką rozmowy stanęła mi przed oczami absurdalna wprost promocja biletów w całkiem ładne i zdecydowanie ciepłe miejsce. Od słowa do słowa i jakoś tak się okazało, że wszystkim zainteresowanym promocyjny termin pasuje. Decyzja została podjęta w trymiga („To kupować te bilety?” – Szlag… nieważne, będziemy kombinować później, kupuj!”) no i wygląda na to, że lecimy. W grudniu co prawda dopiero, niemniej jakoś się wytrzyma. Nigdy nawet nie sądziłam, że wyląduję akurat tam – to nie był punkt do odhaczenia na mojej liście marzeń. No, ale takie właśnie niespodzianki są najlepsze. Po raz pierwszy od dawna będę podróżować w towarzystwie większym niż ja i mój plecak, więc to też będzie ciekawe, ale na wycieczkę udają się ludzie, których ogromnie lubię, z którymi niejedną beczkę nie tyle nawet soli, co dziegciu zjadłam i daliśmy radę, i o których wiem, że można z nimi zupełnie się wyluzować, że nie mają ciśnienia na spędzanie całego czasu razem i ciągłe mówienie czegoś, byle tylko krępująca cisza nie zapadła, wprost przeciwnie. To będzie turnus introwertyków.

A poza tym wydarzyło się to, na co czekałam od dwóch lat, mianowicie wreszcie wypuszczono ścieżkę dźwiękową z American Psycho: The Musical – dostępną w Spotify, jeśli komuś nie w smak zamawianie krążka z daleka – i jestem bardzo szczęśliwa. Matt Smith wybitnego głosu nie ma, co nie zmienia faktu, że jest to beznamiętnie zimne, jest kiczowate, jest groteskowe i jest cudowne.
Rise and shine, don’t waste time
Head to your terminals, head to the mines
Present yourself as someone who knows
In which direction capital flows.
Make it happen, make it rain
With conjuring a legerdemain
Flash your smile, bare your teeth –
– they’ll never guess what’s underneath…

Ale do łóżka i tak dziś idę z kimś innym, z absolutnym cudem. Uwielbiam Rufusa, chociaż zarazem go nie znoszę, bo często zmusza mnie do ganiania po mieszkaniu w poszukiwaniu chusteczek. Ma przepiękny głos, jest przystojnym mężczyzną i teraz zabrał się za wyśpiewywanie sonetów Szekspira. Jak tak można.

3 thoughts on “A woman’s face with Nature’s own hand painted

  1. Rufus przystojny bardzo, ale głos mi za diabła nie pasuje
    gdyby tak ktoś to śpiewał ciepłym, głębokim, aksamitnym, to by mi gatki spadły a tak zero wrażenia, bu…

    • Moim zdaniem baryton Rufusa jest wcale aksamitny i ciepły. Ale mnie też zachwycają głosy kontratenorów, czy głos Anohni. Gatki nie spadają, a jednak czysty zachwyt, łzy nawet.

      • mamy inaczej🙂 mi też niektóre kontratenory robią, ale u mnie chyba też zależy w czym, w sensie, że Balsamo w Gethsemani wyciska łzy, ale w czym innym niekoniecznie
        poza tym my często mamy różny gust muzyczny😉
        a często podobny
        jakby nie było Balsamo odkryłam przez twój zachwyt Judaszem z tegoż spektaklu😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s