100% dyskrecji

Co zrobiłam w weekend?
Brwi.
I właściwie nic poza tym.
No, przeczytałam półtorej książki. Pół o Philbym (dawno nie wspominałam, że chciałabym być szpiegiem, prawda?… fascynująca postać, nawiasem mówiąc – aż trudno uwierzyć, że człowiek o czarującej osobowości przyczynił się do śmierci tylu ludzi) i całą o Annie Dymnej, którą oczywiście kocham, bo jak nie kochać. To jest jedna z tych osób, które się widzi i od razu chciałoby się spytać, czy można się do niej przytulić. Nie dość, że oczu od niej nie można oderwać, gdy jest na scenie, to jeszcze poza nią przywraca wiarę w ludzkość. W odróżnieniu od hord celebrytów skaczących do wody, czy co tam teraz w telewizji na topie.
Jest w tej książce rozdział z listami, które ludzie do niej piszą. Fascynujący. Wzruszający, bo wiele z tych listów to nieśmiałe, a zarazem bardzo dramatyczne prośby o pomoc. Z innych wyziera straszna samotność – ludzie upatrują w aktorce przyjaciółki, której bardzo potrzebują, a nie mają. Nieważne, że nigdy w życiu jej nie poznali, ona i tak jest im bardzo bliska. Ale nie wszystkie listy są takie. Niektóre są autorstwa głęboko zakochanych, którzy co prawda na przykład obecnie odbywają karę pozbawienia wolności i jeszcze nigdy nie ten teges, ale proponują romans, 100% dyskrecji. Albo bez certolenia się od razu proponują pożycie (wyobraźnia wyobraźnią, konia z rzędem temu, kto nigdy nie fantazjował o mizianiu się z kimś z kinowego ekranu, ale żeby obcą przecież osobę, nie przebierając w słowach, zachęcać do seksu, to jednak…). Oferty matrymonialne od święcie przekonanych, że oto znaleźli swoją drugą połówkę, będą w Krakowie wtedy i wtedy, w tym i tym hotelu. Są też wielbiciele doskonali w pasywnej agresji, którzy pouczają obiekt uwielbienia, że powinien schudnąć i wziąć się za siebie, chudy twarożek i tak dalej. I tu znowu mnie zastanawia, jak można czuć się na tyle pewnie, żeby komuś, z kim się w życiu ani pół słowa nie zamieniło, sadzić porady życiowe. Są listy od obrażonych, bo przecież w relacjach międzyludzkich powinna obowiązywać wzajemność, toteż oni już więcej nie będą pisać, skoro idolka dotychczas im nie odpowiedziała na żadną pocztówkę – foch!
Jest też list od pana, który pyta o środek na porost oczu i włosów. Tak, dobrze przeczytaliście.
Cudowne, cudowne.
Świrów to jednak nie brakuje na świecie.
Przez pewien czas, kilka lat temu, nazwy przystanków w krakowskich tramwajach czytali tutejsi aktorzy. W tym Anna Dymna właśnie. Ona mówiła „Dworzec Główny” tak szelmowsko, że człowiek aż się cieszył, że na wycieczkę jedzie. Niestety zarzucono ten obyczaj, a obecny lektor mówi do bólu beznamiętnie.
Całkiem niebawem premiera z nią w Starym; jasne, że będę.

Nawiasem mówiąc, pojawia się w tej książce uroczy wątek o Władysławie Hańczy, który był ponoć wielkim sybarytą i lubił korzystać z uroków życia; razem z młodziuchną koleżanką podczas kręcenia Kochaj albo rzuć w Chicago chodzili na lody – zamawiali sobie rządkami, żeby po kolei wypróbować wszystkie smaki.
Sprawdziłam.
Hańcza był zodiakalnym Bykiem.
Ma się rozumieć.

No dobrze. Czas stawić czoła oburzająco pracowitemu poniedziałkowi. Niech nam tydzień lekkim będzie.

2 thoughts on “100% dyskrecji

  1. Dymna Ania niezapomniana z „Kochaj, albo rzuć”. Piękna osoba, i fizycznie, i duchowo, czarująca, dyskretna, wybitna aktorka! I taka silna, fundację prowadzi!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s