Poteflon

Miałam dzisiaj – szok i niedowierzanie – pójść do teatru, bo nowa rzecz w Starym, w dodatku z bardzo interesującą obsadą, między innymi z jednym z moich ulubieńców, o którym w recenzji napisano, że jest fenomenalny. No pewnie, że jest. Ma się rozumieć. Wszyscy moi ulubieńcy są fenomenalni, dlatego właśnie nimi są. Tak się trafia do nieskończenie pojemnego serduszka autorki. A że autorka jest bardzo lojalna wobec ludzi, którym udaje się zaskarbić sobie jej szczególne względy, to wiernie za nimi podąża.
Ubrałam się rano ładnie, w sukienusię. Cały dzień czekałam niecierpliwie.
Idę odebrać bilet. Kolejka jak jasny pieron. Masa wyczekujących na wejściówki.
– Ale to bilet nie na dziś – mówi pani sympatyczna w okienku. – To na jutro.
Tom się zdziwiła…
Byłam istotnie święcie przekonana, że kupiłam bilet na dzisiejszy wieczór. Faktem jest, że kupowałam je (jak zwykle – pierwszy czwartek miesiąca) hurtowo i mogło mi się coś pomerdać, ale na ogół daty mi się nie merdają. Może to już ten wiek. Cóż. Dobrze, że pomyliłam się w tę stronę, a nie w przeciwną.
Prawdą jest, że jestem dość (dość?!) roztargniona i trzymam rzeczywistość na bezpieczną odległość, żyjąc sobie w swoim świecie. Zdarzyło mi się raz – ale tylko raz – zająć komuś miejsce na widowni. Bo ja też z tych ślepawych raczej i zawsze mam problem z odcyfrowywaniem numerów miejsc i rzędów (to drugie ryzyko łatwo zmitygować, celując w jeden z trzech pierwszych, co na ogół robię, jeśli się da; z drugiej strony czasami przecież pierwszy rząd jest w istocie rzędem czwartym, bo scena jest rozbudowana, i człowiek znowu skonfundowany). Usiadłam zatem na miejscu właściwym, owszem, ale kilka rzędów dalej i gdy prawowity najemca siedzenia na ten wieczór uprzejmie wygonił mnie bliżej sceny, to się szczerze ucieszyłam. W Londinium byłam raz świadkiem podobnej sytuacji, gdy pani weszła zadowolona, usiadła, siedziała, wraz z towarzyszem zachwycała się sufitem, gdy wtem pojawiła się inna para z żądaniem zwolnienia miejsc. No i wystąpił pewien problem, gdyż jedni i drudzy mieli bileciki na te same fotele, nie zamierzali ustępować, do podniesienia kurtyny coraz bliżej, więc w końcu zawezwano na pomoc biletera. Ten poświecił sobie latareczką, podumał, w końcu go olśniło i rzekł do pani, która przyszła pierwsza i jej towarzysza:
– Tak, wszystko się zgadza. Z wyjątkiem daty. Państwo mają bilety na za tydzień.
Zawsze to drobna pociecha – wiedzieć, że nie tylko ja tak mam.

A żeby było śmieszniej, rano w biurze postanowiłam zaparzyć sobie herbatki. Biorę torebkę, wrzucam do kubka, podchodzę do ekspresu do kawy, podstawiam kubek, gapię się tępo przez chwilę, jak kawa spływa na moją torebkę herbaty, po czym plaskam rączką w czoło.
Nie mój dzień.

Winię pana i władcę, który mi ostatnio spać nie daje, i wcale nie dlatego, że zachowujemy się bezecnie, tylko dlatego, że sobie po prostu gadamy. Do późna. Tak jakoś. P&W zawsze był bardzo ciekawym i wdzięcznym rozmówcą, choć nigdy nie było łatwo przebić się przez jego słowotok – człowiek otwiera usta, a tu zamiast własnego głosu słyszy męski baryton, bardzo ładny, ale jednak… Po latach nauczyłam się być wyczekiwać przerw, w których bierze oddech i wtedy prędziutko się wciskać, nauczyłam się też mu przerywać. Ale lubię te wspólne rozmowy aż pośniemy, czasami głębokie, czasami o byle czym.
Się pozmieniało…

6 thoughts on “Poteflon

    • To chyba jednak nie jego wina.
      Dziś wyszłam z domu w bluzce włożonej lewą stroną na wierzch i zanim się zorientowałam, zdążyłam paru ludziom się pokazać. Poziom zażenowania własną osobą rośnie, a jeszcze parę dni w tym tygodniu zostało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s