Never sit down with a tear and a frown, but paddle your own canoe

Wiecie co, w sumie mogę wam oddać tego pana od Kevina (on przeszedł Grenlandię na piechotę… takie tam pospolite rozrywki), bo przypomniało mi się, że przecież moja wstydliwa i skrzętnie – to jest bardzo nieskutecznie* – skrywana słabość to zapalony wioślarz jest, co nawet zostało filmowo udokumentowane, ale oszczędzę linka. Gdybym zatem kiedykolwiek stanęła przed wyborem, do czyjej łódki wsiąść, nie wahałabym się jakoś długo. Oczywiście raczej nigdy w życiu wybierać nie będę musiała, ale pomarzyć zawsze można, zwłaszcza przy poniedziałku.
Który to poniedziałek niespodziewanie wrzucił mnie w tak zwany tryb standby.
Innymi słowy, jednym półdupkiem siedzę na walizkach i może się zdarzyć, i owszem, że za dni kilka lub kilkanaście będę oddalała się popracować trochę poza moim grajdołkiem. Z drugiej strony zdarzyć się może, że cała akcja zostanie odwołana i donikąd się nie oddalę. Jest to ekscytujące, nie powiem, że nie. Ale też i nieco niekomfortowe, bo chciałby człowiek wiedzieć, czy ma sens kupienie biletu do Łaźni, organizowanie urodzinowych koktajli dla przyjaciół, czy przeciwnie – lepiej byłoby powiedzieć im, że nie ma mnie do wtedy i wtedy. Jak się takie sprawy załatwia z umiłowanym, też niezupełnie wiem. Dziwna sytuacja. No, ale sama chciałam.
Ostatnio z każdym poniedziałkiem ciekawsze zmiany.
Poza tym był to również poniedziałek, w który mój pierwszy prawdziwy chłopak miał urodziny. Czterdzieste. Gdy go poznałam, miał dwadzieścia trzy lata. Proszę mi powiedzieć, jak to się stało?…

Z innej beczki, w czwartek w Multikinie transmisja Katów i wierzcie mi, chcecie na to pójść. Po pierwsze to wyśmienicie napisana i bardzo czarna komedia, po drugie świetnie zagrana, po trzecie zobaczycie absolutnie niesamowitą, zatykającą dech w piersi zmianę scenografii. Po czwarte w końcu, w jest w tym spektaklu scena, która sprawiła, że przesunięto datę pierwszego przedstawienia z publicznością, bo twórcy nie byli w stu procentach pewni, czy są w stanie zapewnić aktorowi w tej scenie całkowite bezpieczeństwo. Nic więcej nie powiem. Idźcie i oglądajcie.
A dziś w Londynie oficjalna premiera Doktora Faustusa, którego, jeśli Bozia da, obejrzę za miesiąc. Ostrzeżenie w foyer każe mi przypuszczać, że to coś w sam raz dla mnie (serio, koleżanko, twoje kryteria wyboru oglądanych produkcji nadają się na kozetkę). Tak czy inaczej, odtwórca roli tytułowej zaskarbił sobie moją sympatię ostatnio – nie dlatego, że prawie do rosołu rozebrany gra w tej sztuce, ale dlatego, że wystąpił jako on sam we wdzięcznej reklamie społecznej.
Ponoć ulica, przy której stoi teatr, jest kompletnie zatkana fankami co wieczór.

*Mam na to niestety dowody. To dość kompromitująca anegdotka, choć zarazem raczej zabawna – ogólnie jak całe moje życie, kompromitujące i zabawne, zwłaszcza dla obserwatorów, mniej dla mnie – i może kiedyś odważę się ją tu opisać. Na razie jeszcze próbuję resztki mojego dobrego imienia chronić. W każdym razie była to jedna z nielicznych sytuacji w moim życiu, gdy gwałtownie zmieniłam kolor na jaskrawoczerwony.

Wtorek
Na walizce usiadł drugi półdupek.

2 thoughts on “Never sit down with a tear and a frown, but paddle your own canoe

  1. Jestem po wieczorze z Katami. Już dawno chciałem sprawdzić wariant teatru na wielkim ekranie, ale jakoś się nie składało. Wrażenia odnośnie samej idei mam mieszane, bo z jednej strony do Londynu do teatru daleko i transmisja to jedyna okazja zobaczenia sztuki, z drugiej strony jest to jednak momentami wyrób czekoladopodobny, ale to chyba dobrze, przynajmniej dla teatrów🙂 Gdybyś w swoim wpisie nie zwróciła uwagi na zatykającą dech w piersi zmianę scenografii, to umknęłoby to mojej uwadze zupełnie i nie dlatego, że w rzeczywistości nie była zatykająca, ale dlatego, że w kinie nie dało się tego odczuć – obraz w ujęciu kamery po prostu przesunął się w dół i tyle. Sama sztuka pierwsza klasa i na pewno będę jeszcze korzystał z multikinowego kinoteatru.

    • Tak, sztuka jest bardzo dobra.
      To jest właśnie problem z teatrem w kinie, że wiele rzeczy umyka i to, co na żywo robi kolosalne wrażenie, przepuszczone przez filtr kamery blednie.
      Poza tym w teatrze widz może sobie wybrać, na kogo patrzy, a tu obiektyw wybiera za niego.
      Ale inicjatywa jest znakomita.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s