There are some who have crossed deserts

Dzielnicowy u mnie był.
Powaga.

Nie, nadal nie mam zatargów z prawem. Dzielnicowy przyszedł, bo Dni Młodzieży. Nie było mnie akurat w domu, ale że mama przyjechała na parę dni, otworzyła drzwi uporczywie dzwoniącemu i z niepokojem skonstatowała, że za progiem mieszkania córki stoi policjant. Zanim moja biedna matka zdążyła pomyśleć, że chyba nie mówię jej o wszystkim, dzielnicowy uspokoił, że on tak rutynowo, procedury i tak dalej. Zatem czy zamierzam być w domu podczas wiadomej imprezy? Czy przyjmuję gości w tym czasie? Czy karana? Czy pracuję? A gdzie? Czy sama tu mieszkam? Czy to moja nieruchomość?
Moja biedna matka udzieliła odpowiedzi na wszystkie pytania, na które odpowiedzieć mogła, by wreszcie od pana władzy usłyszeć:
– A córka panienka?…
Siedząc wieczorem nad białym winem, ukułyśmy teorię, że on nie przychodzi w sprawie żadnych tam Dni Młodzieży, tylko aktywnie poszukuje. Proszę. Akurat taka niekarana, pracująca, z mieszkaniem. Obleci.

Przynajmniej mam o czym pisać dzięki niemu. Staram się bowiem odwracać własną uwagę od leżącej w przedpokoju walizki, jakoś do połowy spakowanej. Bo nie uwierzycie, ale zaraz wyjeżdżam. Opuszczam naszą krainę mlekiem i miodem płynącą. Troszkę sobie poza nią posiedzę tym razem; nie będę wracała jutro, jak to ostatnio miałam w zwyczaju. Nie było tego kierunku w planach, ale wszyscy wiemy, że plany służą głównie temu, by je dynamicznie zmieniać, ewentualnie się z nich śmiać.
Najpierw trochę się cieszyłam. Trochę bardzo nawet. Ba, promieniałam. Później nagle coś mi w głowie przeskoczyło – podręcznikowy gradient unikania. Od poniedziałku czułam kamień w żołądku, który to kamień powoli ewoluował w mdłości i jadłowstręt, i śniły mi się okropne rzeczy (na przykład że paliły mi się włosy), i chciało mi się płakać ze strachu, a to już poważna sprawa. Ja jestem straszna trzęsidupa, ale na ogół jakoś tam trzymam się za twarz. Rzadko płaczę. Gdy czuję, że muszę gdzieś się schować i trochę się pomazać, to znaczy, że jest źle. Jest bardzo źle.
Nie wyjeżdżam na wojnę ani bić rekord w nurkowaniu bez tlenu. Jadę do pracy, robić coś, co robię od ładnych paru lat i co w dodatku lubię. Obiektywnie zatem nie ma absolutnie żadnego powodu do paniki. A jednak jakoś dałam radę sama sobie wkręcić, że sobie nie poradzę, że się nie sprawdzę, że kogoś zawiodę, wypadnę jak jakaś tempa szczała.
Tym samym przez kilka ostatnich dni moje nerwy były tak napięte, że ledwo się trzymałam. Nie pomagało nic. Ani długie marsze, które zwykle oczyszczają mi łepetynę, ani sen (bo jak wyżej), ani melisa, ani to, że w całym tym budynku pełnym okropnie doświadczonych, odpowiedzialnych i ważnych ludzi w krawatach będzie tylko jedna osoba, której Bertie Carvel powiedział, że jest słodka, więc tym samym mogą jej naskoczyć. Całkowity, obezwładniający cykor. Nie do zniesienia.
Uspokoiłam się nieco, gdy człowiek, z którym będę współpracować, zadzwonił do mnie i spokojnym głosem to i owo mi powyjaśniał. Pożartowaliśmy trochę.
– Pakuj się spokojnie, żebyś niczego nie zapomniała. Wiesz, co masz zabrać?
– Sądzę, że głowę przede wszystkim.
– Luz, dopiero w poniedziałek będziesz jej potrzebować.
I wtem nagle zobaczyłam całe to szaleństwo jako przygodę. Po prostu. Na cztery godziny przed wylotem już nawet się nie denerwuję – to znaczy owszem, nieco, ale to już inne podenerwowanie, takie właśnie, o.

Obawiam się, że kolejne wpisy będą nieco wątłe, za to może być dużo krzywych zdjęć. Na jakiś czas przestanę was dręczyć nieudolnie głębokimi powzdychiwaniami o teatrze (ale wiecie oczywiście, że Matt Smith wraca na scenę w Royal Court tego lata, i można nabyć bilet za nasze jakieś 60-70 złotych) czy innych tam moich czułościach.
Będzie dobrze, nie?
Musi być.
No, to komu w drogę, temu…

5 thoughts on “There are some who have crossed deserts

  1. Courage, mam nadzieje, ze tam gdzie jedziesz mozna bez problemu dostac whiskey, bo to swietny srodek dezynfekujacy😉

    • .No nie bardzo. Nie będę się tu zbyt często dezynfekować, jeśli w ogóle. Shot kamikaze kosztuje tu absurdalne pieniądze, a w takich zwykłych sklepach alkoholu nie ma. Jak żyć…

      • rany boskie ! Gdzie Cie ponioslo , przeciez skoro tam nie ma alkoholu to Shakespeara tez nie uzywaja ! Czuje, ze ta przyslowiowa odwaga bedzie Ci potrzebna …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s