Though she be but little, she is fierce!

W foyer Shakespeare’s Globe stoi maszyna do pisania.
Maszyna pisze.
Dokładniej, pisze dzieła wszystkie Szekspira. Za każdym razem, gdy ktoś na Twitterze napisze słowo znajdujące się w dramacie Willa, maszyna to słowo znajduje. Ot, taki sprytny gadżet.

Podejrzewam, że znalazłby się ktoś oburzony taką koncepcją. Bard i nowe technologie, świat się kończy.
A jednak.

Piątek był w Londynie okropnie chłodny. Przyjechawszy niemal prosto z kraju, w którym temperatury osiągają wartości absurdalne, bardzo się zasmuciłam, gdy o poranku telefon poinformował mnie, że na zewnątrz jest raptem 10 stopni. A ja miałam przed sobą ładnych parę godzin w plenerze.
Jezuniu, jak ja zmarzłam. Dopóki oglądałam przedstawienie, nawet jakoś bardzo tego nie czułam, ale gdy się skończyło, dotarło do mnie, że jestem sztywna z zimna. Warto jednakowoż było narażać się na zapalenie płuc czy coś, bo spektakl jest po prostu czarujący. Prawdziwy sen nocy letniej. Gdybym miała opisać go jednym słowem, słowo to brzmiałoby „sexy”. To przedstawienie jest barwne, głośne, uroczo kiczowate, przeładowane, niegrzeczne i zmysłowe, i przypomina raczej burleskę niż Szekspira. Co mnie absolutnie zachwyciło. Ale nie każdy zareagował tak samo. Po premierze obóz zwolenników Tradycji przez duże T okopał się na swoich pozycjach i jął protestować – a zważcie, że Wielka Brytania jest jednak dużo bardziej wyluzowana, jeśli idzie o podejście do klasyki – no bo jak to? Czerwony neon z napisem ROCK THE GROUND w świątyni sztuki? Kula dyskotekowa?! Bhangra?!?! Helena jest mężczyzną?!?!?! Gender, ruja, porubstwo i upadek.
Dla niektórych.
Dla innych sama radość.
Obóz tradycyjnych był zgorszony nawet tym, że aktorzy mają mikroporty. No dobrze, ja też tego nie lubię. Co nie zmienia faktu, że ma to nawet sens, gdy gra się pod gołym niebem, gołym i bardzo ruchliwym, bo czasami przelatujący samolot całkowicie zagłusza człowieka. Powiedziałabym zatem, że plusy dodatnie przeważają nad plusami ujemnymi w tym przypadku.

Po kolei.

Puk w tym spektaklu jest śliczny i nieznośnie figlarny – nie ma cienia litości dla publiki. Strzela do niej z pistoletu na wodę, tarmosi za włosy, szczypie w policzki, rzucił(a) też w kogoś nadgryzionym bananem. Tytania jest nieprawdopodobnie sensualna (zrobiło się pewne zamieszanie pod sceną, gdy poprosiła widownię o pomoc w zdjęciu pończoch). Dwie pary kochanków są bardzo zabawne – jeden jest troszeczkę słabym ogniwem, ale za to przystojnym – natomiast jest też, ma się rozumieć, Oberon. I Oberon, psze państwa, jest powodem, dla którego autorka niemal zemdlała. Gdy przeczytała, kto go gra.
Bo gra go niejaki Zubin Varla.
To nazwisko już się tu pojawiało po wielokroć. Otóż Zubin Varla jest aktorem, którego głos autorkę zafascynował ładnych kilkanaście lat temu, gdy była jeszcze w liceum. Nieprawdopodobny głos, niemożliwy. Tak potężny, że aż trudno uwierzyć, że wydobywa się z nie tak znowu dużego człowieka. Zubin onegdaj grał Judasza – naprzeciwko lubianego przez niektóre czytelniczki Steve’a Balsamo – w Jesus Christ Superstar na West Endzie. To jest trudna rola, i wokalnie, i emocjonalnie, bo Judasz, postać kojarzona przecież z czystym złem i zdradą, jest narratorem tej rock-opery i nie sposób nie poczuć doń sympatii. Zubin uprzednio specjalizował się raczej w dramacie, ale wygrał casting i śpiewał tego Judasza z chorym zaangażowaniem. Wydawało mi się, że to musiało go kosztować parę lat życia. Aż w piątek usłyszałam ten szorstki, surowy, nieziemski wokal na żywo. On się z niego wydobywa niemal od niechcenia. Bo tak, on śpiewa w tym spektaklu, ale nawet gdy mówi, ten dźwięk jest… och. Powiadam, gdyby Globe miał sufit, to tynk spadałby widowni na głowy.

Jak wszyscy wiemy, w Śnie nocy letniej najważniejsi są Rude Mechanicals. Trupa aktorów-amatorów złożona z samych nieudaczników, którym trafia się jedyna w swoim rodzaju okazja wystawienia swojego wątpliwego dzieła przed parą królewską. W tym spektaklu są przebrani za obsługę Globe – w koszulkach i fartuchach. Przed spektaklem kręcą się wśród widowni, sprzedają jej wino i orzeszki, upewniają się, że każdy wie, którędy do wyjścia ewakuacyjnego (prosząc przy tym, by najpierw wypuścić aktorów, bo oni nie zachowują się jak normalni ludzie…). Ale tuż przed ich kluczowym występem jeden z nich zaintonował Space Oddity i zerwała się kosmiczna owacja, ludzie klaskali, tupali i gwizdali z całych sił. Co jeszcze dziwniejsze, nad widownią akurat wtedy latał jakiś samotny gołąb. David może wysłał się z powrotem na Ziemię na chwilę?… To był niesłychanie przejmujący moment.

I jig. Jig był fenomenalny. To chwila, na którą każdy w tym teatrze czeka, bo oto widzicie aktorów tańczących i wygłupiających się, i wy też możecie zatańczyć z nimi; i na krótki czas zaciera się granica między sceną a widownią, świat na zewnątrz przestaje istnieć, jest tylko ten okrągły, drewniany budynek i wy w nim.

Pomaszerowałam stamtąd do nieodległego National Theatre, zobaczyć, jak Helen McCrory próbuje popełnić samobójstwo – po wielokroć – a następnego dnia znów wróciłam do tego betonowego monstrum, zobaczyć świetną Operę za trzy grosze (to jednak troszeńkę dyskomfort, gdy aktor, którego nie lubicie – nic wam nie zrobił, po prostu wam nie pasuje – gra tak wyśmienicie, że jakby chcecie się w nim zakochać), ale o tym wszystkim będzie osobno… Lub też nie, bo kogo to interesuje.

Reklamy

11 thoughts on “Though she be but little, she is fierce!

  1. Czyli polecasz bilet za 5 funtów? Od kilku dni rozważam zakup, ale zawieszam się przy wyborze miejsca, niestety. I przy okazji – może jako Osoba Doświadczona pomożesz? Bo zawieszam się też przy wyborze godziny (13? 18.30?), rozważając (głównie ze względu na Twoje relacje :)) również Read Not Dead, skoro i tak będę w okolicy.

    • POLECAM! To nie są wygodne miejsca, ale w SG nie ma wygodnych miejsc tak czy inaczej, bo te ławeczki drewniane też potrafią dać w kość. Niemniej będąc tuż pod sceną, prawie bierzesz udział w przedstawieniu (albo i nie prawie…). Z miejsc za piątala masz lepszy widok niż z każdego miejsca siedzącego w tym teatrze, bo jesteś w sercu akcji. Tylko usiąść możesz wyłącznie w czasie antraktu, na to trzeba brać poprawkę. Lepiej mieć wygodne buty 😉
      Godzina nie ma znaczenia, przedstawienia popołudniowe w niczym się nie różnią od wieczornych (tyle że jest jasno, ot i wszystko).

      A Read Not Dead to jest naprawdę wydarzenie głupie i radosne, taka rozkoszna, bezpretensjonalna zabawa, i będę się ogromnie cieszyła, jeśli pójdziesz. Tylko że to się odbywa nieregularnie (chociaż w tym roku dużo częściej niż dotychczas), więc trzeba z terminem wycelować.

      • Ech, jednak będę najpierw czytać to, co napisałąm, a później klikać „opublikuj” 🙂 Zapomniałam dodać, że problem z wyborem godziny polega na tym, że na Read Not Dead chciałabym się wybrać tego samego dnia, o 16. Jak myślisz, da się to jakoś pogodzić?

        • Ach. To szłabym najpierw na przedstawienie (pod warunkiem, że istotnie zaczyna się o 13), a potem pędziła biegiem na RND (jeśli wybierasz jedno z tych w Sam Wanamaker Playhouse, raczej zdążysz, bo to tylko trzeba przez foyer przelecieć – te, które są opisane jako „At the Globe” wcale nie są w Globe, tylko ulicę dalej). Odwrotnie nie ma szans, to zawsze trwa około 3 godzin, raz tam siedziałam ponad 4, więc wieczornego przedstawienia nijak się z tym nie pogodzi.

  2. interesuje! mnie! bardzo!
    gdyby nie twoje rozpiski nigdy bym nie trafiła na Steve’a, i nie zobaczyła go później w tej roli na żywo
    i nie miałabym teraz biletu na dwóch cudownych starszych panów na wrzesień
    pisz!

    • Ale widzisz, przez to moje pisanie to Ty tylko pieniądze wydajesz, więc ja nie wiem, czy to takie dobre… 🙂
      To zobaczysz dwóch starszych panów wcześniej niż ja. A wrzesień to już całkiem niedaleko!

    • No. Skarpetki spadają.
      A ten podlinkowany numer to jest może 70% jego możliwości. Scena, w której Judasz popełnia samobójstwo i wrzeszczy „you have murdered me” tak przeraźliwie (to jest w sumie bardziej skowyt niż wrzask), że człowiekowi włosy stają dęba na całym ciele, to jest dopiero!
      Nie spodziewałam się, że go zobaczę, bo byłam tak podekscytowana Meow Meow w głównej roli, że nie doczytałam, kto inny jest w obsadzie i dopiero na parę dni przed spektaklem to odkryłam… I wydałam z siebie dźwięk, który rzadko wydaję 🙂

  3. Wróciłam do tego wpisu, bo cały czas się zastanawiam, który kochanek był tym słabszym ogniwem niby… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s