Just let go

To głupie. Ledwo człowiek troszeczkę się zadomowi, a już trzeba pakować walizkę (nawiasem mówiąc, czy ktoś może wytłumaczyć mi pewien fenomen – jak to się dzieje, że bagaż ZAWSZE jest cięższy i bardziej kłopotliwy do wleczenia w drodze do domu, nawet jeśli nic się nie kupiło, poza butelką wina i czekoladkami?). Nad chmury i do domu.


Pożegnania, powitania. Namiętność nie do opanowania i błoga nuda weekendu. Zimna buła z marchewką (z marchewką! TARTĄ, o zgrozo!) na kolację w Lufthansie. Kolega Luksemburczyk – ten od korkociągu i alfonsa – informujący mnie bezczelnie, że wyjechałam i od razu nad tym mokrym kraikiem rozbłysło słońce, czy mogę to jakoś wytłumaczyć? Ubolewam, że stosownie cięta odpowiedź przyszła mi do głowy dopiero dziś rano.
Czy wspominałam, że ów mój nowy znajomy wlazł na Mont Blanc i własnymi ręcami sklecił wszystkie meble w swojej chałupce, łącznie z lampami? Nie? Owszem, to pozornie nudne miasteczko roi się od ciekawych ludzi, gdy zajrzy się pod powierzchnię.

A teraz, panie i panowie, byle do piątku.
W sobotę rano nazad do samolotu, na tę moją nieplanowaną wycieczkę. Cieszę się na nią ogromnie.
Bo Royal Court. Teatr-przygoda, teatr bez zadęcia i pozowania na ważną instytucję kulturalną (którą, tak się składa, jest), w samym sercu ohydnie zamożnej dzielnicy, z lokalnym piwem z kija i wspaniałą księgarnią.
Bo Open Air Theatre i moja ukochana rock-opera. Nadal mam w którejś z licznych czarnych torebek bilet na przedstawienie trzy lata temu, w nieznośnie upalny wieczór. Jak trzy lata temu, sprawdzam codziennie, czy tego dnia będzie dobra pogoda. I obym się nie zgubiła, wracając po ciemku (Regent’s Park jest ogromny, a z oświetleniem po zmierzchu tam słabo, to znaczy nie ma go). Żywię słabą nadzieję, że tym razem się nie zakocham; panie Bennett, lepiej żeby pan nie śpiewał w moim kierunku. Na szczęście tym razem siedzę dość daleko od sceny. Swoją drogą, Duma i uprzedzenie wraca na tę scenę tego lata, ale z inną obsadą i ten Darcy jest… Jest, no. Tyle powiem. Nie wiem, jak tam wasza opinia i wiem, że mój osąd jest tak obiektywny jak wiadomości TVP ostatnimi czasy, ale… no.
W niedzielę czytanko. Przecież bym nie przegapiła.
A potem nad chmury.
I do domu.

3 thoughts on “Just let go

  1. Nie przepadam za samolotowym żarciem… ale wino jest ok xD
    Bagaż… he.. to jest chyba jakiś error w systemie. Ta waga. Teraz musiałam dopłacić jak leciałam do Szwajcarii, bo wiozłam prezenty. Będę wracać z najwyżej pudełkiem czekoladek i butelką wina. Jaka będzie waga? Dam znać.😛
    PS: teraz było 26,7. Poczekamy do sierpnia, zobaczymy😉 Może zużyję wystarczająco mydła, szamponu i pasty do zębów ^^

      • Jeśli wirtualnie się liczy, to znasz już jedną osobę😉
        Wyobraź sobie, że po roku w Chinach wsiadasz do KLM i w ramach przekąski dostajesz kanapkę. Kanapkę składającą się z prawdziwego chleba i prawdziwego sera. I majonezu bez dodatku cukru. Stanowczo wspominam to jako jeden z najlepszych posiłków w życiu!
        Poza tym chińskie linie na trasach krajowych konkurują ze sobą głównie jedzeniem i całkiem nieźle to działa (polecam Sichuan Airlines), a bento z Peach Aviation mogłabym się żywić codziennie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s