Haal de baack

To nie był łatwy dzień, o nie.

Wyjątkowo lubię, gdy człowiek przed lub po zasadzeniu paskudnie chamszczastego i seksistowskiego tekstu zastrzega, że to ironia. Otóż nie. Ludzie, którzy umieją w ironię, nie muszą okraszać wypowiedzi taką informacją, albowiem jest to dla odbiorcy oczywiste. Ludzie, którzy są aroganckimi mizoginami o dowcipie subtelnym jak Panzerfaust, muszą się jakoś asekurować. A gdy zwróci im się uwagę, że mogli tę błyskotliwą myśl zachować dla siebie, w odpowiedzi słyszy się coś o poczuciu humoru, kijku w wiadomym miejscu i generalnie wyluzuj, stara. Nie uważam się za osobę, która ma problem z poczuciem humoru, bardzo trudno mnie obrazić i urazy nie chowam, ale są obszary, których moje poczucie humoru nie obejmuje. Tak, jestem feministką – mimo ogolonych nóg, braku wąsów, słabości do mężczyzn i faktu, że posiadam życie seksualne. Nie, nie mam dobrego zdania o facetach, którym zdarza się mówić o kobietach lub do kobiet tonem irytująco protekcjonalnym i obleśnie słodkim, jak do jakichś przygłupów, które nie marzą o niczym innym niż by uwiesić się na ich muskularnym ramieniu. Chłopie. Ja ci mogę bez namysłu wymienić przynajmniej dziesięciu facetów, na których ramieniu z rozkoszą bym się uwiesiła i wisiała tak przez cały wieczór, ale ciebie wśród nich nie ma i nigdy nie będzie.
A mówią niektórzy, że feminizm nie jest już potrzebny. Będzie, dopóki takie teste di cazzo będą poprawiały sobie samopoczucie, traktując kobiety jak umiarkowanie sprawne umysłowo dekoracje.
To pierwsza z dzisiejszych refleksji z cyklu „ludzie to są…”. Mam jeszcze drugą.

Otóż po moim nieocenionym osobistym Jamesie Bondzie przyszło mi pracować z osobnikami, których naprawdę, NAPRAWDĘ źle znosiłam. Ja może nie jestem jakąś wielką fanką rodzaju ludzkiego w ogólności, ale na ogół nastawiam się życzliwie i nie mam problemów z dogadywaniem się z innymi. A tu zderzyłam się ze ścianą. Zwłaszcza jeden z tych przypadków wpychał mnie w objęcia coraz większego stresu. Nie żeby to był jakiś cham i prostak. Nie żeby wrzeszczał czy rzucał przedmiotami. To po prostu człowiek z wiecznie, całodobowo marsowym obliczem. Cienia uśmiechu. Żart jeden tygodniowo. Odzywa się w stanach najwyższej konieczności i tonem takim, że herbata wam w kubku zamarza. Nigdy nie wiadomo, w jakim jest humorze, ale ponieważ nieustająco wzdycha, można założyć, że raczej w złym. Czy można się dziwić, że gdy tylko widzę, że do mnie dzwoni (cóż za ulga, że już nie siedzimy obok siebie), żołądek boleśnie mi się kurczy?
To taki, wiecie, trochę dementor. Stuprocentowa skuteczność w psuciu atmosfery. Rozmawiałam z innymi i z ulgą – jeśli w ogóle można o niej mówić w takiej sytuacji – przyjęłam, że nie ja jedna źle się czuję w jego obecności i nie mnie jednej jego zachowania masakrują humor oraz przyprawiają o trudne do uciszenia zdenerwowanie.
Makabra.
Zachodzę w głowę, czy takie indywidua zdają sobie sprawę z tego, jak szkodliwy mają wpływ. I jak bardzo ułatwiłyby życie sobie i innym, gdyby poczyniły choćby minimalny wysiłek – zapytały kurtuazyjnie, jak kto się czuje, powiedziały coś zabawnego, takie tam. Dla ludzi nieśmiałych, jak ja, obcowanie z takimi jest jeszcze trudniejsze, bo nieustanna obawa o to, czy taki człowiek nie jest przypadkiem na nas obrażony (choć nie wiadomo, za co), zastanawianie się, czy kot mu może zdechł, mandat dostał albo po prostu jest totalnym socjopatą i tak ma, wpędza nas w kompletny paraliż i tremę. Nie wiem jak wy, ale ja nie czułabym się dobrze ze świadomością, że na kogoś innego moja obecność działa deprymująco.
Tak czy inaczej, ten projekt zamykamy, a nowy prowadzi człowiek, którego już uwielbiam. Po pierwsze, bardzo komunikatywny. Po drugie, bardzo wyluzowany. Po trzecie, dużo się śmieje. Autorka lubi, gdy ludzie dużo się śmieją. Autorka po minucie rozmowy zrozumiała, że najbliższe tygodnie mogą być bardzo przyjemne. Trudne i męczące, owszem, bo roboty będzie w pi…, ale przyjemne. A jest przecież prawdą powszechnie uznaną, że największą udrękę znacznie łatwiej przeżyć w dobrym towarzystwie.

Ach, jeśli o towarzystwie mowa.
Kolega Luksemburczyk wczoraj do mnie zadzwonił – pogadać o dupie Maryni, jak mi się najpierw zdawało. Jest to bez dwóch zdań człowiek, który zna Józefa, ale mniejsza o to. Tak sobie gawędzimy, po czym mój nowy kumpel z dziwnego kraju nagle mówi:
– A wiesz, ja nigdy nie byłem w Polsce. To może bym wpadł.
– Jasne. Zapraszam. Nie masz daleko.
– No, już sprawdzałem… Jest taki lot z Brukseli prosto do Krakowa…
– Owszem – odpowiadam i zaczynam się zastanawiać, czy gość ma jak ja, to znaczy sformułowanie „tylko sprawdzam” oznacza „tak ściemniam, żeby nie było, że podejmuję nieprzemyślane decyzje, a tak naprawdę już wszystko zaklepane”.
– Czy jest jakiś weekend tego lata, który by ci nie pasował?
Zatem jednak ma jak ja.
Bilet został nabyty podczas żarliwej telekonferencji i tak oto niebawem mój grajdołek będzie musiał wkrótce znieść włóczącego się po nim koleżkę mówiącego z bardzo uciesznym akcentem, ale za to pięcioma językami.

Poza tym easyJet uruchamia loty z Krakatau do mojego ukochanego Neapolu – od listopada dopiero, niestety – a ja pojutrze o tej porze będę zapadała w sen w mieście, którego nie ma. Jeśli, ma się rozumieć, zasnę. Zwykle zasypiam tam doskonale, choć gdy ruch uliczny cichnie, zaczynają hałasować śmieciarki.
Wcale się nie cieszę.
Wcale.
Wogle.

4 thoughts on “Haal de baack

  1. osobiście, to zastanowiłabym się, czy owemu koledze chodzi tylko i wyłącznie o czysto koleżeńskie zapoznanie się z naszym miastem od smoków… ja wiem, że smoki nadal w cenie i inne takie, ale czy oby na pewno nie chodzi o to o czym przed 22 mówić nie wypada głośno…😉

  2. Osobniki, o których piszesz, są niestety święcie przekonane o swojej doskonałości. I mają gdzieś to, jaki wpływ wywierają na innych. Unikać najlepiej, ale wiadomo, nie zawsze się da…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s