I’m not afraid of you. You can come down here any time and I’ll be waiting for you.

U mnie po staremu, dziękuję. Deszcz pada, zimno, złapał człowieka jakiś wirus i człowiek kaszle na potęgę. Człowiek polazł do doktora – nie bez walki, bo pani w telefonie powiedziała najpierw, że najbliższy wolny termin w poniedziałek – po czym doktor, choć ogólnie uroczy, wetknął mu ten cholerny drewniany patyczek tak głęboko w gardziel, że człowieku łzy aż z oczy trysnęły. Czy oni muszą to robić. XXI wiek, a nie mogą wymyślić mniej inwazyjnych sposobów niż ten cholerny drewniany patyczek. Nienawidzę. Podobnie mam z pigułami. Jestem jednym z tych pacjentów, którzy chętnie przyjmą każdy zastrzyk w każdy kawałek ciała, żeby tylko piguły nie musieć połykać.
Pocieszam się pod kocykiem za pomocą nieodżałowanego IT Crowd. Powiem wam, że wzbudziło to nawet u mnie pewną nostalgię za tą osobliwą branżą, w której parę lat spędziłam i zaprawdę powiadam, ten serial to właściwie program dokumentalny.
Oczywiście, że moim ulubionym, ciągle przyprawiającym mnie o spazmy odcinkiem jest ten, w którym poszli do teatru i nastąpiła seria dramatycznych wydarzeń, jaskrawo dowodzących, iż nie jest to bezpieczna rozrywka, bo oto obaj bohaterowie wskutek drobnych, ale nieprzemyślanych decyzji znaleźli się w rolach bardzo dla siebie nietypowych – jeden nieoczekiwanie dla siebie został barmanem, drugi gejem na wózku inwalidzkim (i jakby tego było mało, tak właśnie musiał zaprezentować się aktorce, która mu się podobała, więc już w ogóle katastrofa na wszystkich poziomach).
Czekam, kiedy mnie się coś takiego przydarzy, bo przy mojej częstotliwości bywania to raczej kwestia czasu. Do tej pory tylko raz mnie zapytano, czy jestem z obsady – gdy wchodziłam na czytanko w czerwcu. Przysięgam, że na kilka sekund zdrętwiałam z przerażenia i miałam wizję publiczności wyciąganej siłą na scenę (dużo się nie pomyliłam, jak się potem okazało…), ale na szczęście osobnik pytający mrugnął i zapewnił, że tylko żartował.

Jeśli natomiast chodzi o innego człowieka, w którego ojczyźnie na święta życzą wam schéi Chrëschtdeeg, i wbrew pozorom nie chodzi o jakąś straszną chorobę zakaźną czy coś, to mnie wczoraj zapytał, czy mogę mu powiedzieć, jak dotrzeć z lotniska do miasta. Objaśniłam w nader obszernej epistole, że mamy bardzo wytworny terminal i pociąg, i w ogóle, a z pociągu to już łatwizna, dziesięć minut (zamieściłam nawet instrukcję kasowania biletów w tramwaju; obawiam się, że trochę przesadziłam z tą troską), a szczegóły o tym, jak znaleźć moją kwaterę główną, podeślę później.
– Nie trzeba, podaj mi tylko adres. Znajdę.
Okej.
Po chwili dostaję wiadomość i ku swemu ogromnemu zdumieniu widzę w niej zdjęcie mojego osobistego bloku, a nawet mojego osobistego balkonu z pytaniem:
– Czy to twój dom?
Cwaniak. Tak, wiem, Street View. Niemniej jeszcze się przyzwyczajam do tego, jak łatwo nas znaleźć w internetach. Oczywiście są plusy, że nie będę wspominać pewnej wdzięcznej historii sprzed dwóch lat (przerwa na rumieniec) – ale ogólnie czasami włos mi się jeży. Co jeśli kiedyś wywieszę do suszenia te bardziej niewyjściowe z moich majtek i zostaną uwiecznione na wieki wieków?…

9 thoughts on “I’m not afraid of you. You can come down here any time and I’ll be waiting for you.

  1. cóż… hm… jakiś czas temu, kilka kilo temu również na szczęście, kocyczek mój na Włościach razem ze mną jakiegoś czerwcowo – lipcowego weekendu został uwieczniony i teraz, kiedy kolejny rok nie mam urlopu nie mogę powiedzieć, że tak było zawsze, bo każdy znający adres Włości może mi wytknąć palcem oszustwo.

    P.S. niecierpliwie liczę, że jednak coś więcej wymsknie się spod paluszków Twoich na klawiaturze z opisem bieżących stanów świadomości nachuchanej całej…

      • no na ten temat oczywiście ;):
        „– Powiedz no, coś ty taka uchachana ostatnio?
        – Słucham?
        – Nie słucham, tylko czemu się tak szczerzysz nieustannie?
        – No bo… wszystko się dobrze układa, fajnie jest, wiesz, tak w ogóle…
        – Jasne. W ogóle. Wysoki chociaż?
        – Spadaj.”

  2. 🙂 zdrówka. no i ten tego.. udanego weekendu z tym Panem co to ma nadjechać😉 ekhm.. tak se myślę że może coś z tego będzie , hę??😉

    • Podziękowawszy! Co do pozostałej treści komentarza – nie wątpię, że weekend będzie udany, bo kolo zna Józefa niewątpliwie i jest niemożebnym, kipiącym sarkazmem dziwokiem z wiecznym uśmiechem na twarzy, niemniej mieszka na co dzień 1000 kilometrów w linii prostej… Ale cóż, carpe diem😉

  3. A ja apropos Street View… parę lat temu, jak zaczęli jeździć tym swoim autem i dokumentować, wpisaliśmy naszą ulicę i ze zdumieniem stwierdziliśmy, że na Street View widać nasze osobiste dziecko biegnące sobie radośnie chodnikiem. Co jest o tyle dziwne, że wokół żadnego innego człowieka nie było, a sądząc po „odcieniu słońca”😉 pora była wczesna. Za nic nie pamiętam, co nasze dziecko robiło wówczas na ulicy… ale „capnęli” je🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s