O, Faustus, leave these frivolous demands, which strike a terror to my fainting soul!

Och, wielkie nieba.
Na opisanie wczorajszego dnia mogę użyć wielu barwnych epitetów, ale nie mogę rzec, by był miły.
Po pierwsze – prawie zemdlałam. Chciałabym powiedzieć, że z wrażenia lub podekscytowania. Nic bardziej mylnego. To w niczym nie przypomina omdleń z filmów i zwykle niestety nie stoi za wami młody przystojny mężczyzna gotów złapać was, zanim osuniecie się na podłogę (acz raz istotnie ratował mnie znajomy, który zauważył, że niżej podpisana zrobiła się dziwnie blada, po czym poinformowała go słabym głosikiem, że musi usiąść i czegoś się napić, a po chwili siedzenia dodała głosikiem jeszcze słabszym, że chyba nie może wstać; znajomy natychmiast zorganizował wodę i batonik, po czym oznajmił, że wzywa pogotowie, a niżej podpisana natychmiast odzyskała siły – wiem, że ludzie z pogotowia są bardzo mili, miałam przyjemność, ale nie chcemy robić scen) . Jest to okropne uczucie, gdy robi wam się jednocześnie zimno i gorąco, coś lata przed oczami, krew odpływa wam z głowy nie wiadomo dokąd, powietrze jakby nie chciało docierać do płuc i czujecie, że zaraz będzie źle, a że w dodatku zaczynacie panikować (o matko, tylko nie to, tylko nie przy ludziach, nie chcę robić zamieszania), istotnie robi się źle. Na szczęście zdarza mi się to bardzo rzadko i na ogół w stanach napięcia.
Po drugie – wieczorem byłam u dentysty. Jak wspominałam, lubię go, bardzo sympatyczny młody człowiek, ale wczorajsza wizyta była ciągiem dramatów po obu stronach. Najpierw, wszedłszy do poczekalni, odkryłam, że drzwi do gabinetu są otwarte. Na oścież. Można sobie wyobrazić, jak rozkoszne dźwięki stamtąd dobiegały. Facet siedzący naprzeciwko mnie coraz bardziej nerwowo wpatrywał się w czytaną (no, w każdym razie w trzymaną przed sobą) gazetę.
Następnie, gdy już przyszła moja kolej, dentysta nie mógł uruchomić lasera. Wezwał cały zastęp ludzi na pomoc, podumali, podumali, wreszcie zdecydowali podejść do tematu znaną techniką „wyłączyć i włączyć ponownie”. Przepięli wtyczkę do innego gniazdka, coś zgrzytnęło… i wywaliło korki. Autorka nawet troszeczkę się ucieszyła, ale było to przedwczesne, bowiem awarię w okamgnieniu usunięto, zapasowy laser okazał się sprawny, i tu zaczął się koszmar najczystszej wody.
– Wie pani, to może być chwilami nieprzyjemne.
Cudownie.
– … I nie mogę pani znieczulić.
Ach.
– Gdyby bardzo bolało, to proszę dać znać – rzekł wesoło mój do rany przyłóż dentysta. Poczucie humoru, ech? Jak ja mam ci dać znać, człowieku, gdy leżę niemal głową w dół, z zasłoniętymi oczami (ot, nuta perwersji przy okazji laserowych zabiegów) i z odsysaczem wetkniętym w otwarte usta?
Pomyślałam, że przecież nie jestem jakaś rurka z kremem, nie takie rzeczy zniosło się z godnością, ale jak słowo daję, po czterdziestu minutach udręki zakończonych płukaniem gardła roztworem chloru – całym KUBKIEM – i opuszczając gabinet z krzywym uśmiechem mającym wyrażać, że czuję się absolutnie świetnie, nic nie bolało, każdemu polecam, miałam ochotę pobić tego psychopatę własnymi butami (bardzo sympatyczny młody człowiek, akurat).
Za miesiąc powtórka.
Nie posiadam się z radości.
Zapewne wskutek tego wszystkiego i po trzecie przyśniło mi się, że byłam na wojnie. Ludzie biegali z karabinami, krzyczeli, ktoś mnie gonił.
Żeby otrząsnąć się z wielokrotnego stresu pourazowego, spędziłam dzisiejsze przedpołudnie na pieczeniu lardy cake. Samo zdrowie, gdyby ktoś miał wątpliwości. Lardy cake pochodzi z arcymalowniczego Wiltshire, a jego głównym składnikiem jest, proszę ja was, kostka smalcu. Albo i więcej, zależnie od przepisu. Oprócz tego bakalii ile wlezie. Och, no i cukier, każdą warstwę osobno posypuje się cukrem. Zażywa się na przykład z masłem, albo z ubitą kwaśną śmietaną, albo z konfiturą. Mówię przecież, że samo zdrowie. Trochę się z tym trzeba zabawić, bo mus to rozwałkowywać i składać po wielokroć, ale znakomicie smakuje na ciepło. Wiem, bo połowy już nie ma. Nie pytajcie, kto zjadł.

Od jutra się odchudzam, bo w piątek świtem przecież ten desant cudzoziemski.
Jezu.
Trzeba będzie chałupę ogarnąć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s