Ain’t no right way, ain’t no wrong

Dzisiejszy dzień zapowiadał się słabo. Do tego stopnia słabo, że wlokłam się do biura noga za nogą, całkiem poważnie rozważając zaproponowanie, że dam sobie odciąć dowolnie wybrany palec, ewentualnie głowę, jeśli to nie boli zbytnio, byle tylko nie musieć robić tego, co mam zrobić. Z nerwów oczywiście rozbolał mnie brzuch i och, jakże kusiły mnie wagary. Ale nie. Byłam twarda. Weszłam do fabryki. Włączyłam komputra. Miejmy to za sobą.
I cóż się okazało.
Wszyscy na urlopach do końca przyszłego tygodnia. Koszmar odroczony.
Doskonale. Zanim wrócą, zdążę mentalnie się uzbroić, a poza tym to ja będę wówczas tuż przed urlopem (który zamierzam spędzić 1. daleko, 2. bez dostępu do internetu), więc nie dadzą rady zrzucić na mnie jeszcze więcej rzeźbienia w wiadomo czym.

Dzisiejszy dzień to również wtorek.
Po wtorku następuje środa.
A po niej czwartek.
A po nim, jasna cholera, piątek. W piątek o ósmej z minutami ma w Krakowie wylądować samolot. I teraz to ja się zaczynam stresować. Bardzo. Z każdą godziną bardziej. Niedawno, raptem jakby wczoraj cały ten desant to był odległy plan, a tu nagle za kilkadziesiąt godzin w moje skromne progi wkroczy osobnik, o którego istnieniu dwa miesiące temu nie miałam pojęcia. Przypominam, ja na tym człowieku w pierwszych czterdziestu minutach znajomości wymusiłam zrobienie zakupów, jak jakaś jednoosobowa środkowoeuropejska szajka wyłudzaczy. Jakże w moim stylu. Inne kołyszą klapeczkami na szpilce, kręcą włosy na palcu, rzucają powłóczyste spojrzenia, a ja, cóż, ja zaczynam znajomości od nokautowania mężczyzn (bo mnie popchnięto! nie żeby specjalnie), gonienia ich po ulicach lub wysyłania po korkociąg. Lub od czkawki. True story. Lat temu wiele poznałam mojego ówczesnego chłopaka dzięki temu, że w świętej pamięci Pięknym Psie na równie Świętego Jana dostałam upiornej czkawki od śmiechu (oraz, zapewne, spożytych wówczas trunków) i wtem ktoś postawił przede mną szklankę po brzegi wypełnioną wodą z cytryną. Siedział przy stoliku obok i zauważył, jak się męczę.
Podręcznika o tym, jak zjednywać sobie ludzi raczej nie napiszę, wybaczcie, nie znalazłby wydawcy.

Mniejsza.
Człowiek z Beneluksu najpierw wkroczy, a gdy odeśpi zarwaną noc, to wsadzam go w tramwaj (niech sobie pojeździ, u siebie nie ma) i zasuwamy na koncert. Im bliżej tego wszystkiego, tym częściej w moim małym rozumku pojawia się myśl „to jest jakiś, k@#$a, kosmos”.

Zasuwamy na koncert, z czego ogromnie się cieszę, ale dziś zobaczyłam plakat Rawa Blues i serce mi zadrżało. Bo och. Bo och jeszcze bardziej (do dziś pamiętam, jak pierwszy raz w życiu usłyszałam ten kawałek – zamarłam, dosłownie zamarłam, upuściłam na kolana czytaną gazetę i siedziałam w bezruchu jak zaklęta). A mnie wtedy niemal na pewno nie będzie w Polsce. Idźcie i posłuchajcie za mnie, proszę.

6 thoughts on “Ain’t no right way, ain’t no wrong

  1. … tup, tup, tup… czas sobie jeszcze chodzi, ale… jak nie ogarnęłaś jeszcze chałupy to może zacząć zapier…dzielać przed jutrzejszą poranną godziną🙂 … i może jakieś ciasto jeszcze machniesz, aby miał do kawy gdy już odeśpi zarwany kawałek nocy… a może nie będzie chciał go odsypiać…

    • On nie pije kawy😉 Będzie sam w domu przez część dnia, bo ja muszę do pracy, a że musi wyjść z własnego domu o drugiej w nocy, podejrzewam, że padnie – zwłaszcza że wieczorem idziemy na koncert, który zaczyna się o 23.
      Natomiast napisał mi właśnie, że ma nadzieję, iż nie będzie musiał otwierać bagażu na lotnisku, co wzbudziło we mnie pewien niepokój😉

      • niepokój… a tam… to jest intrygujące, choć faktycznie, może być intrygujące w sposób niepokojący… nie wiadomo czy się bać tego jego bagażu, czy mieć nadzieję samej nie wiadomo na co🙂

        teraz już zapewne zaczynasz się domyślać co mogło spowodować „bałagan” lotniskowy🙂

        więc cóż – udanego weekendu🙂

  2. Oj tam ojtam, kosmos od razu! Nowe doświadczenia po prostu!
    Mój wyczekiwany od miesięcy koncert (Rammstein we Wrocławiu) za tydzień, który – jak podjerzewam – wlec mi się będzie niemiłosiernie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s