Mäi Loftkësseboot ass voller Éilen

Nieco mi markotnie z powodu tych zawodowych przetasowań wspominanych przedwczoraj, bo w istocie bardzo chciałam wrócić do kraju, którego przejechanie z góry na dół zajmuje godzinę, jeśli człowiek się nie śpieszy. Kto by pomyślał, biorąc pod uwagę, że pierwszy tydzień tamże wspominam jako absolutny koszmar i dół jak stąd do Australii.
W dodatku mój drogi kolega lokals, który jest wam już znany, zdążył zaplanować dla mnie pewną atrakcję.
Wiedziałam, że nie powinnam była pytać, co to za atrakcja. 
Ciekawość pierwszy stopień do piekła, cóż mogę rzec.
Luksemburczyk, widzicie, należy do tych osób, którym nie należy zadawać pytań, jeśli nie jesteście przygotowani na odpowiedź. Jest przeraźliwie szczery i nie owija w bawełnę. Nie jest to w żaden sposób nieprzyjemne, ale wymaga przyzwyczajenia, bo jego bezpośredniość i swoboda obyczajowa niekiedy zbija z tropu (albo wprawia przysłuchujące się osoby trzecie w osłupienie). Powiem wam, że jak sobie czasem pomyślę, że on uczy młode, czyste, niewinne dusze, to jednocześnie chce mi się śmiać i ogarnia mnie przerażenie. Ten raróg? Nie bardzo umiem sobie to wyobrazić, a wyobraźnię mam raczej bujną. Nie potrafię połączyć w głowie jego usposobienia i piastowanej funkcji, no nie i już. Owszem, zdołałam zauważyć talent dydaktyczny objawiający się łatwością prostego tłumaczenia trudnych rzeczy („o, a najlepiej to ci to narysuję”…) i świętą cierpliwością, ale mimo wszystko nie ogarniam. Występuje u mnie taki osobliwy dysonans poznawczy. Domyślam się jednakowoż, że do pracy ziomal nie chodzi w swoim obcisłym t-shircie z napisem „fuck this shit”, ani drugim, z napisem „welcome to hell”.
Tak to już jest. Jak to mówią anglojęzyczni, the sweetest smiles hold the darkest secrets. Ja też w weekendy, w podartych dżinsach i ośmiuset bransoletkach, nie wyglądam na kogoś wykonującego moją pracę (jak na ironię, właśnie zaciągnęłam się na kolejny certyfikat, dawnośmy nie zakuwali po nocach).

W każdym razie po usłyszeniu odpowiedzi na moje pytanie wydałam z siebie bezgłośne „och”. Jak to trzeba uważać, co się ludziom mówi o sobie. Niektórzy zapamiętują.

Zatem jeśli okaże się, że nie polecę tam służbowo, wymyślę zapewne sposób, by dostać się tam prywatnie. To niedaleko przecież w sumie, a i bilety niedrogie, bo kierunek turystycznie umiarkowanie atrakcyjny. Lonely Planet (nie żebym poważała bardzo) jeszcze nie wciągnęło Luksemburga na listę 10 miejsc do odwiedzenia przed śmiercią i zapewne tego nie zrobi.

Uspokój się, dziewucha. Dopiero skądś wróciłaś. Pomieszkaj w domu może trochę, kwiatki podlej. Zajmij się czymś konkretnym, tym, co robią inni ludzie, zamiast sprawdzać nowe trasy Ryanaira.

PS Żeby nie było bez wątków kulturalnych całkowicie, proszę bardzo, kolejna wariacja na temat Snu nocy letniej, tym razem na klubowo. Misie podoba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s